Media  / Felieton

Oko.press to serwis crowdfundingowy. Na jeden dzień zniknął z sieci, by przypomnieć ile znaczą zrzutki

Oko.Press to stosunkowo dobry portal, jak na polską rzeczywistość medialną, choć osobiście nie przepadam za nim przesadnie ze względu na daleko idącą jednostronność. 

Lubię media, które są w stanie zachować pluralizm. Że ktoś siada i mówi "to jest fajne, to jest złe". Tego oczekuję od moich redaktorów na Bezprawniku. Przyjęcia, że nawet "te potwory" z PiS/PO/Nowoczesnej/Kukiza (niepotrzebne skreślić wedle preferencji) po prostu czasem mogą mieć rację albo przynajmniej dobry pomysł. Moim zdaniem żywotny interes Rzeczypospolitej wymaga, żeby próbować choć trochę likwidować tę cholerną, plemienną wojnę Tutsi oraz Hutu. Trochę próbują to robić niektórzy posłowie ruchu Kukiza, ale też trudno jest podejmować sensowne inicjatywy, gdy ma się do dyspozycji cyrk na kółkach i to przecież cyrk wcale nie pokaźnych rozmiarów.

Moje problemy z Oko.Press i moje rozwiązania tych problemów

Oko.Press to dobre dziennikarstwo. Tam są rzetelne analizy, artykuły, wyjaśnianie co jest z tym krajem nie tak, a niestety nie tak jest sporo i to już na gruncie fundamentalnym, bo konstytucyjnym. Wydaje mi się, że to jednak medium o wiele bardziej wartościowe, niż silnie skupione wokół środowisk KOD-u crowdmedia.pl czy wiadomo.co, których linię redakcyjną można podsumować prostymi słowami "jak ja nie cierpię smurfów", przy czym oczywiście w miejscu smurfów należy podstawić polityków obozu władzy.

Wydaje mi się, że tę jednostronność można jednak próbować wytłumaczyć. Przede wszystkim, obecny rząd naprawdę przekracza granice prawa w wielu aspektach swojego funkcjonowania. I ja rozumiem, że część środowisk w Polsce czuje się "jak na wojnie", choć dla mnie jak dotąd jedynym prawdziwym wyrazem obywatelskiego sprzeciwu były lipcowe protesty przed sądami (a, może jeszcze pierwszy czarny protest). Wiele marszów i manifestów jest niestety zdominowanych przez profesjonalnych i zawodowych "nienawidziczów" PiS-u.

Po drugie - rządzącym wolno mniej. Tak, wbrew szybującym sondażom oraz odmienieniu słowa suweren przez wszystkie możliwe przypadki w ustach Beaty Szydło, władza polityków jest ograniczona - szczególnie taka, która pozbawiona jest większości konstytucyjnej. Ograniczona jest między innymi przez sądy, oczekiwania mniejszości społeczeństwa i właśnie przez media, które z całą stanowczością powinny jak najdokładniej przyglądać się poczynaniom rządzących. Można sobie patrzeć na Borysa Budkę, ale Borys Budka ma dzisiaj realny wpływ co najwyżej na kolor koszuli, którą założy do programu Kuby Wojewódzkiego. Politycy PiS zmieniają każdego dnia nasze życie.

Oko.Press musi żyć z dotacji

Wyjaśniałem wam już kilkukrotnie na łamach Spider's Web, że przychody z systemu Google AdSense to na polskim rynku reklamowym generalnie kpina. Oko.Press słusznie nie powinno więc bawić się w wyświetlanie szpiegujących nas reklam, które i tak głównie przypominają o dawno kupionym przedmiocie, przeglądanym przez nas w ubiegłym miesiącu na Ceneo.

Tematyka Oko.Press jest też mało atrakcyjna dla reklamodawców. No bo kto ma się na stronie o społeczno-politycznej tematyce reklamować? Zwłaszcza, gdy jest ona silnie antyrządowa, nastawiona na dość rozgarniętego, a przez to niezbyt masowego czytelnika. Oko.Press szans na swoją egzystencję upatruje w dotacjach czytelników i generalnie w oparciu o ten właśnie model operuje od kilkunastu już miesięcy.

Wydaje mi się, że akcja jednodniowego wyłączenia serwisu okazała się skuteczna. Adresowana do najwierniejszych czytelników, którzy zarazem są aktywistami, osobami bardzo zaangażowanymi politycznie i generalnie zwolennikami wspomnianej teorii o trwającej wojnie, zapewne przysporzy serwisowi wystarczającą liczbę dotujących. I moim zdaniem słusznie, bo choć jest to medium silnie jednostronne, to jest to dobre dziennikarstwo.

A jeśli przetrwa zmianę władzy, to podejrzewam, że popłyną w jego kierunku reklamy państwowych spółek, które co wybory z różną intensywnością przeskakują od mediów lewicowych do mediów prawicowych, a czytelnicy dziwią się czemu redaktorzy naczelni są tak bardzo emocjonalnie zaangażowani w pewne sprawy.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst