Nauka / Felieton

Medyczna marihuana od dzisiaj w polskich aptekach. Mam jednak poważne zastrzeżenia

446 interakcji
dołącz do dyskusji

1 listopada to dzień, w którym medyczna marihuana może być zacząć sprzedawana oficjalnie w polskich aptekach. Nieoficjalnie - nic takiego się nie stanie. I w zasadzie nikt nie wie, kiedy ten stan rzeczy ulegnie zmianie.

Ustawowo, od 1 listopada 2017 r. marihuanę można legalnie sprzedawać w polskich aptekach. Problem polega na tym, że żadna z polskich aptek nie posiada ani grama tej rośliny w magazynie. Ustawa zakłada bowiem, że „surowiec farmaceutyczny”, zanim trafi do aptek, musi zostać zarejestrowany przez Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych. Urząd ten na rejestrację surowca ma 270 dni, więc - rzecz jasna - w najbliższym czasie lecznicza marihuana nie zostanie zarejestrowana.

Co więcej, hurtownie farmaceutycznie nie mają nawet surowca, który mogłyby zgłosić do rejestracji. Żaden polski importer nie podpisał jeszcze umowy z zagranicznym hodowcą medycznej marihuany. Tak, tak, zagranicznym. Rząd Prawa i Sprawiedliwości nie zgodził się bowiem, aby medyczną marihuanę można było uprawiać w Polsce.

Polska będzie sprowadzać medyczną marihuanę z zagranicy. Będzie drogo.

Oficjalnym powodem takiej decyzji są obawy rządu, że część suszu z hodowanych roślin mogłaby trafić na czarny rynek. Niby ma to sens, ale z drugiej strony w Polsce można ubiegać się o pozwolenie na hodowlę maku lekarskiego, z którego m.in. robi się heroinę. Widocznie według polityków marihuana stanowi większe zagrożenie dla ludzi.

No dobrze, ale to tylko przejściowe problemy. W końcu jakiś importer dogada się z jakimś zagranicznym hodowcą, a URPL w końcu surowiec ten zarejestruje. Jak informuje Tomasz Leleno, rzecznik Naczelnej Izby Aptekarskiej, marihuanę będziemy sprowadzać prawdopodobnie z Holandii i z Kanady. I jest to bardzo dobry wybór - oba kraje mogą pochwalić się bardzo wysoką jakością swoich hodowli.

Problem niestety polega na tym, że medyczna marihuana sprowadzana z Kanady i z Holandii będzie droga. Jak szacują aptekarze, za gram medycznej marihuany w polskiej aptece przyjdzie nam zapłacić ok. 50-60 zł. Bez szans na jakąkolwiek refundację. Oznacza to, że miesięczna terapia kosztować będzie pacjenta ok. 2 tys. zł. Przynajmniej oficjalnie.

Skoro ceny będą wyższe, niż na czarnym rynku...

Przy takich cenach wydaje mi się bowiem, że ludzie, którzy rzeczywiście będą potrzebować terapii marihuaną znajdą sobie... tańszą alternatywę. W 2017 r. naprawdę nie trzeba się zbyt wiele nagłowić, żeby zamówić sobie 10 g suszu z konopi przez internet. Dla ostrożności taką paczkę można zaadresować na swojego psa, tudzież chomika i spokojnie czekać na jej dostawę. Nie dość, że tak jest wygodniej, to jeszcze ceny medycznych odmian marihuany w darknecie są niższe, niż te przewidywane przez polskich aptekarzy.

Dlatego coś mi mówi, że ci sprytniejsi i szukający oszczędności pacjenci będą kupować co miesiąc 1-2 gramy legalnie w aptece, żeby w razie kontroli policji móc „wylegitymować się” wykorzystaną receptą. Resztę suszu z konopi pozyskiwać będą nielegalnymi kanałami.

Obawiam się, że nie obejdzie się bez kombinowania.

Co prawda problematyczną kwestią może okazać się sama forma, w jakiej medyczna marihuana będzie sprzedawana w Polsce. Farmaceuci mają na bazie suszu z konopi tworzyć na miejscu tzw. leki recepturowe. Na razie nie wiadomo, co to będą za specyfiki. Jednak w leczeniu marihuaną z grubsza chodzi o dostarczenie do organizmu pacjenta którejś z tych substancji (albo wszystkich na raz): CBD, THC-8, THC-9.

I szczerze mówiąc, nie jest to przesadnie trudne. Aptekarze prawdopodobnie będą przygotowywać specyfiki na bazie alkoholu (najpopularniejszy w tej kategorii jest olej RSO) albo tłuszczy. Przepisy na preparaty z medycznej marihuany są ogólnie dostępne - wystarczy odwiedzić YouTube, żeby zorientować się co i jak.

Obecnie szacuje się, że liczba osób w naszym kraju, którym medyczna marihuana mogłaby pomóc, wynosi ok. 300 tys. Z takim cennikiem i obecną logistyką, działania państwa raczej nie zachęcają do rozpoczęcia terapii legalnymi kanałami. Szkoda.

A mogło być tak pięknie.

A przynajmniej trochę inaczej i moim zdaniem lepiej. Zamiast sprowadzać marihuanę zza granicy, mogliśmy zacząć hodować ja w Polsce. Nie dość, że leki tworzone z niej w polskich aptekach byłyby tańsze, to jeszcze moglibyśmy zacząć ją eksportować i na tym zarabiać. Dobrze zarabiać. Nie wspominając już o tym, że lokalna hodowla mogłaby iść w parze z badaniami tej rośliny. Nie wiemy wszystkiego o jej właściwościach leczniczych, nie wspominając już o jej innych zastosowaniach.

Zamiast tego damy zarobić państwom bogatszym od nas, a za kilka lat i tak zalegalizujemy nie tylko hodowlę medycznej marihuany, ale i jej rekreacyjne użycie. Zobaczycie, że tak się stanie. To tylko kwestia czasu. Przemysł konopny w USA rozwija się w rekordowo szybkim tempie. I prędzej, czy później Amerykanie wynajmą sobie odpowiednio skutecznych lobbystów, którzy zapewnią im nowy, legalny rynek zbytu - Europę.

Do tego czasu moglibyśmy stworzyć silny, polski przemysł konopny. Zamiast tego zaczynamy od ustawy, która nie zmieni zbyt wiele.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst