Oprogramowanie  / Artykuł

Google robi porządki i usuwa nieoficjalne aplikacje do YouTube'a. Na razie z App Store'u

Użytkownicy YouTube'a będą musieli polubić się z oficjalną aplikacją. Ze App Store'u znikają programy od niezależnych programistów do obsługi tego serwisu. Takie los podzielił popularny ProTube i trudno za to winić Google'a

Kilka dni temu użytkowników korzystających ze strony youtube-mp3.org spotkało rozczarowanie. Zamknięcie konwertera klipów wideo do plików MP3 to efekt działania organizacji zajmujących się ochroną praw autorskich. Sam YouTube z tym procederem nie walczył, a przynajmniej nie głośno i skutecznie.

Google postanowił wziąć natomiast na celownik inne aplikacje wykorzystujące treści z YouTube'a.

Firmie udało się doprowadzić do usunięcia popularnego ProTube'a z App Store'u. Google'owi musiało na tym bardzo zależeć. Tajemnicą poliszynela jest, że Apple nie darzy konkurenta miłością. Z pewnością firmie Tima Cooka nie przeszkadzało to, że twór dewelopera aplikacji na iOS-a jest solą w oku ich rywala. Apple zarabiał w końcu na prowizji od sprzedaży ProTube'a.

Google'owi mimo to udało się wymóc na Apple'u usunięcie aplikacji ProTube ze swojego sklepu. Deweloper odpowiedzialny za ten program, Jonas Gessner, nie szczędzi gorzkich słów pod adresem firm odpowiedzialnych za zniknięcie jego aplikacji. Wedle jego słów Google nie chciał, by ProTube był wyposażony w funkcje, których nie oferuje oficjalna aplikacja.

W tym sporze racja jest po stronie Google'a, a nie twórcy aplikacji ProTube.

Popularność ProTube'a nie jest dziełem przypadku. Aplikacja wprowadzała wiele funkcji, o których użytkownicy oficjalnego klienta mogą pomarzyć. Niektóre z dodatków pojawiały się wcześniej, niż wprowadził je YouTube u siebie, a inne nadal nie pojawiły się w oficjalnym kliencie.

Przykładem takich funkcji jest odtwarzanie wyłącznie strumienia audio z pominięciem wideo, by zaoszczędzić transfer danych. Z kolei odtwarzanie w tle, które oferuje ProTube, w oficjalnej aplikacji dostępne jest wyłącznie dla abonentów niedostępnej w Polsce usługi YouTube Red.

Pomimo wszystkich swoich zalet, ProTube jest aplikacją, która pozwalała oglądać klipy z cudzego serwisu.

Jeśli programista zdecydował się poświęcić swój czas na stworzenie programu, który opierał się nie o treści własne, a o wideo zgromadzone na serwerach Google'a, to nie powinien mieć teraz do nikogo pretensji. Tym bardziej że świadomie oferował funkcje... za które Google pobiera opłaty.

Jonas Gessner wprost mówi o tym, że Google'owi przeszkadzało to, że jego aplikacja oferowała za jednorazową opłatą funkcje, które wymagały wykupienia abonamentu. Czy w tym kontekście można dziwić się twórcom YouTube'a? Niezbyt, bo ProTube i podobne usługi poniekąd żerują na ich usłudze.

Z podobnym obrotem spraw musi liczyć się każdy programista, który zajmuje się aplikacją do obsługi cudzego serwisu.

Google tolerował istnienie aplikacji ProTube przez długi czas i tylko się cieszyć, że użytkownicy mogli korzystać z tego programu przez kilka lat. Jonas Gessner z pewnością swoje na tej aplikacji zarobił. Chwali się tym, że jego płatny program trafiał na pierwsze miejsca list bestsellerów w App Storze.

Twórcy YouTube'a mają pełne prawo dążyć do zamknięcia takich projektów jak ProTube, jeśli ich twórcy nie godzą się na stawiane przez Google'a warunki. Użytkownikom i niezależnym programistom może się to nie podobać, ale trudno winić Google'a za to, że dba o swoje interesy.

Nie zdziwię się, jeśli w nadchodzących miesiącach rynek aplikacji do obsługi YouTube'a na smartfonach i tabletach mocno się zmieni. Google może teraz wytoczyć działa przeciwko innym projektom podobnym do ProTube'a. Miłośnikom YouTube'a zaś nie pozostaje nic innego, jak się z tym po prostu pogodzić.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst