Media  / Felieton

Sukces tego serialu nie byłby możliwy bez Netfliksa. I choćby dlatego będę za niego płacić

Netflix umożliwił stoworzenie najważniejszej kreskówki ostatnich lat. Chciałam napisać “chyba najważniejszej”, ale nie mam przecież wątpliwości - BoJack Horseman to najlepszy przykład, jak dystrybucja na tej platformie zmienia oblicze rynku treści “telewizyjnych”.

Gdyby BoJack Horseman powstał 10, 15 lat temu pewnie mało kto by o nim usłyszał a cała jego historia zamknęłaby się w jednym sezonie. Dlaczego? Bo wyświetlałaby go jakaś amerykańska telewizja, pewnie Fox, w późnych godzinach. Zapewne kreska czy nawet cała fabuła byłaby trochę inna, bardziej telewizyjna, zapewne odcinki musiałyby zamykać niezależne historie, pewnie cała kreskówka miałaby inny klimat.

Przecież nie od dziś wiemy, że stacje telewizyjne mają inną dynamikę produkcji, co jest całkiem naturalne. Seriale czy kreskówki ogląda się w telewizji całkiem inaczej - format zakłada wyświetlanie jednego odcinka tygodniowo i zarabia na siebie przyciąganiem widzów. Wymaga więc to starań o niealienowanie widzów, którzy ominęli odcinek, którzy oglądają okazjonalnie i tak dalej.

Netflix to inna bajka. Premiery nowych sezonów seriali tej platformy to premiery kilkunastu odcinków w tym samym czasie w kilkudziesięciu krajach świata. W “dawnych czasach” by serial stał się popularny na świecie trzeba było ogarnąć dystrybucję w każdym kraju osobno, dziś wystarczy wypuścić go na platformę. W ten sposób oglądam go w tym samym czasie ja, Amerykanie i ludzie w wielu innych krajach.

Nie oglądam, uprawiam “binge watching”, czyli oglądam kolejne odcinki niemal pod rząd, jeden za drugim.

Odcinki nie są już tak ważne, to tylko format mający coraz mniej sensu. Odcinek nie jest wymogiem a wygodnym narzędziem pozwalającym twórcom podzielić fabułę na kolejne rozdziały i dać widzom więcej emocji.

BoJack Horseman to kreskówka tak dopracowana ale jednocześnie mroczna i niecodzienna, że w telewizji nie miałaby szans na dotarcie do milionów widzów. Telewizja nieraz stworzyła coś dobrego, ale z powodu niszowości, harmonogramu i formatu, nawet pomimo świetnych ocen krytyków, zostało to zdjęte z anteny. Bo nie dostarczyło widzów, bo nie zdążyło ich przyciągnąć. Telewizja potrafi dobić świetne seriale, jak na przykład Legit, który w drugim sezonie został przeniesiony na niszową stację i siłą rzeczy, mimo peanów fanów i krytyków, zniknął na zawsze.

BoJack Horseman uniknął takiego losu, na szczęście.

Tydzień temu na Netfliksie pojawił się trzeci sezon historii o koniu-gwieździe sitcomu z lat 90 i zachwycił wszystkich. Poprzednie dwa sezony były świetne, ten jest perfekcyjny.

Oto kreskówka, której twórcy nie popadają w schematy i traktują widzów jak inteligentnych odbiorców, którzy znają postacie i nie trzeba podawać im wszystkiego na tacy. To kreskówka, w której zdecydowano się poruszyć głębokie, mroczne tematy, która w idealny sposób łączy tragedię z komedią i która potrafi dumnie wypuścić odcinek, w którym nie ma prawie dialogu.

Oto kreskówka w której nie ma oczywistości, która potrafi balansować na krawędzi depresji i radości, która wciąga fabułą, czasem oczywistymi a jednak bardzo na miejscu dialogami i która lekko psychodeliczny świat i kreskę wykorzystuje by budować klimat i tło ciężkich i lekkich wydarzeń.

Nie wiem, co jest najsilniejszą stroną BoJacka Horsemana, ale na szczególne wspomnienie zasługuje gra aktorów głosowych. Obsada jest świetna - Will Arnett, Aaron Paul, Alison Brie, Amy Sedaris czy Paul F. Tompkins stworzyli majstersztyk. Każdy głos pasuje do postaci, wyraża emocje i jest tak charakterystyczny, że już po kilku odcinkach widząc postać słyszy się ton.

Na Twitterze @dkodr zasugerował, że BoJack Horseman wydaje się oryginalnie napisany na serial z żywymi aktorami a dopiero potem przerobiony na kreskówkę. Coś w tym jest - gdyby BoJack był zwykłym serialem stanąłby gdzieś obok Californication. Tyle, że animowanie serialu nadało mu dodatkowego wymiaru i znaczenia.

Netflix ma wiele świetnych produkcji, od House of Cards, Orange Is The New Black przez seriale o superbohaterach, zwykłych ludziach, przez komedie, przez nowy świetny Stranger Things po kreskówki właśnie. Jednak BoJack Horseman wyróżnia się na tle tego wszystkiego, pokazuje prawdziwą moc dania twórcom wolności i formatu, który nie wymaga sztucznego naciągania fabuły.

To platforma zdecydowała o sukcesie BoJacka. Dała kreskówce dostęp do widzów i możliwość uzależnienia ich od tytułu. I będę za niego płacić choćby dla samego BoJacka.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst