Tech / News

Dropbox właśnie upokorzył Microsoft i jego OneDrive'a

154 interakcji
dołącz do dyskusji

Z OneDrive’em jestem związany już właściwie tylko przyzwyczajeniem, bardzo niską ceną i paroma drobiazgami. Microsoft koncertowo wręcz, praktycznie na własne życzenie z pozycji lidera spada w rankingu coraz niżej i niżej. A jego partner właśnie „podkrada” mu jeden z jego najlepszych pomysłów.

Windows Live Mesh, później SkyDrive a teraz OneDrive… przez lata z tej usługi po prostu warto było korzystać, i to nie tylko na Windows. E-dysk był jednym z najbardziej udanych produktów Microsoftu, na konkurencję warto było oglądać się z zaciekawieniem, ale niekoniecznie się na nią przesiadać.

Dziś z OneDrive’em trzyma mnie już niewiele.

Nie licząc czasochłonnego przerzucenia danych (dużo, dużo gigabajtów), jest to niska cena (terabajt gratis dzięki, dla odmiany, bezkonkurencyjnej usłudze, jaką jest Office 365) i fakt, że na używanych przeze mnie telefonie i konsoli do gier jest to nadal najwygodniej rozwiązane. To nie są argumenty, które świadczą o jakości usługi.

Liderem w moich oczach jest na chwilę obecną Dropbox. Jest szybszy od OneDrive’a, pewniejszy, a unikatowe zalety OneDrive’a, takie jak integracja z Office czy z Windows i innymi systemami operacyjnymi, odbiera krok po kroku. Właściwie jedyną wadą Dropboxa jest jego relatywnie wysoka cena, przynajmniej do bardziej zaawansowanych zastosowań.

Dziś, w szczególności, trafił mnie szlag. Dropbox, firma współpracująca z Microsoftem, wprowadziła największy wyróżnik OneDrive’a, który Microsoft wprowadził przy okazji systemu operacyjnego Windows 8.1, do siebie. Czemu jest to tak irytujące? Bo Microsoft ową funkcję z OneDrive’a wywalił z uwagi na „problemy techniczne”. Chodzi o tak zwane migawki plików.

Co, gdy masz 100 GB w chmurze i 10 GB wolnego miejsca na dysku?

Jedną z zalet e-dysków jest dostęp do naszych danych niezależnie od urządzenia, które aktualnie wykorzystujemy. Sęk w tym, że pełna synchronizacja na niektórych urządzeniach nie będzie możliwa. Co z tego, że mamy terabajtowy dysk na naszej stacji roboczej, skoro nasz tablet ma 32-gigabajtową pamięć, i to też zawaloną systemem i aplikacjami?

Popularnym rozwiązaniem, stosowanym przez wszystkie istotne aplikacje klienckie e-dysków, jest selektywna synchronizacja. To użytkownik decyduje które dane będą z danym urządzeniem synchronizowane. To rozwiązanie nie należy jednak do najwygodniejszych, bo część danych mamy pod ręką, a część wyłącznie w przeglądarce internetowej. Microsoft rozwiązał ten problem.

OneDrive w Windows 8.1 wprowadził pojęcie migawek plików. W tym trybie OneDrive generował dla wszystkich naszych plików w chmurze migawki, które zawierają wszystkie istotne informacje dla systemowych wyszukiwarek (metadane, miniatura graficzna, i tak dalej), jednak bez samej treści. Ta była pobierana automatycznie, w razie potrzeby i na bazie analizy zachowań użytkownika.

Działało to rewelacyjnie: wszystkie często wykorzystywane pliki przechowywane były lokalnie i dostępne błyskawicznie, zaś te rzadziej używane i tak widoczne i indeksowane, tyle że dostępne z chwilowym opóźnieniem. Rewolucja, którą zgaszono w zarodku.

Microsoft wymienił cały backend OneDrive’a i OneDrive’a dla Firm na „pewniejszy” i „stabilniejszy”. Nie zdołał zmigrować obsługi migawek i z tonu wypowiedzi przedstawicieli firmy można wywnioskować, że firmie się z tym nie spieszy, a może i ten pomysł porzucono. Szkoda, bo Dropbox właśnie wprowadza swoją jego implementację.

Drobpox Project Infinite, czyli migawki wracają na Windows i nie tylko

Dropbox nie ogląda się na zacofaną (nie tylko w postaci Microsoftu) konkurencję i wprowadza nową, ekstremalnie użyteczną funkcję do swojej oferty. Dropbox Project Infinite jest w gruncie rzeczy kopią pomysłu wprowadzonego i później usuniętego z OneDrive’a. Aplikacja kliencka synchronizuję z komputerem metadane całego naszego e-dysku, dzięki czemu menadżer plików widzi te pliki a wyszukiwarka je indeksuje, jednak ich treść jest automatycznie pobierana i trzymana w pamięci podręcznej w zależności od potrzeby.

Zastanawiam się dokąd właściwie zmierza OneDrive. Czyżby Microsoft nie był w stanie prowadzić tego biznesu równie efektywnie finansowo, co Dropbox? Ograniczanie funkcjonalności czy redukcja darmowej oferty… przecież nie tym chcą zachęcić użytkowników. Używam i będę używał OneDrive’a na skutek gratisów i zaszyciu go w oprogramowanie Xboxa i Lumii. Zwłaszcza, że to nadal niezła, przyzwoita usługa.

Dropbox jednak, tak jak już to stwierdziłem, jest znacznie lepszy od bycia przyzwoitym.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst