Foto  / Artykuł

Nowy Olympus PEN-F to piękny i niesamowicie kosztowny powrót do przeszłości

Olympus zaprezentował dziś nowego, niesamowicie stylowego bezlusterkowca serii PEN. Olympus PEN-F przyciąga uwagę wzornictwem, ale co istotniejsze, nie rozczarowuje wnętrzem.

Nowy Olympus PEN-F to zapowiadany od dłuższego czasu bezlusterkowiec formatu Mikro Cztery Trzecie. Aparat nawiązuje nazwą i stylistyką do analogowego Olympusa PEN F produkowanego w latach 60. XX wieku. Od strony frontowej nowy PEN-F do złudzenia przypomina analogowy aparat.

Taki efekt został osiągnięty dzięki charakterystycznej bryle aparatu, rozmieszczeniu elementów do sterowania, jak również dzięki zastosowanym materiałom wykończeniowym, którymi w tym wypadku są stopy metali oraz sztuczna skóra.

W rodzinie aparatów Olympusa, nowy PEN-F jest tworem bardzo niesztampowym

Olympus PEN-F

Dotychczas seria PEN kojarzona była z aparatami ze średniej półki, natomiast w pierwszym rzędzie stała sztandarowa linia OM-D. Tymczasem nowy PEN-F jest rozwinięciem stylistyki serii PEN, ale pod względem podzespołów wyprzedza nawet flagowce OM-D. Jest to także pierwszy aparat serii PEN z wbudowanym wizjerem.

Olympus PEN-F jest wyposażony w nową matrycę Live MOS formatu Mikro Cztery Trzecie, o rozdzielczości 20 milionów pikseli. Sensor jest wyposażony w mechaniczną pięcioosiową stabilizację znaną z modelu E-M5 II, dzięki czemu można uzyskać stabilizację ze wszystkimi obiektywami. Wydajność takiej redukcji drgań jest określana aż na 5 EV. Matryca może pracować na czułościach z zakresu ISO 80 – 25.600.

Mimo że matryca ma 20 milionów pikseli, to maksymalna rozdzielczość zdjęć wynosi aż 50 Mpix

Olympus PEN-F

Jest to możliwe za sprawą trybu High Res Shot, znanego np. z OM-D E-M5 II. Aparat automatycznie wykonuje serię ośmiu zdjęć, a po każdym system stabilizacji matrycy delikatnie przesuwa sensor. Zdjęcia są łączone w jeden finalny kadr, który może być zapisany w formacie JPG oraz RAW. Tryb najlepiej działa przy fotografowaniu ze statywu i oczywiście nie nadaje się do robienia zdjęć poruszającym się obiektom.

System autofocusu został przeniesiony z modelu OM-D E-M5 II. Aparat potrafi wykonać serię zdjęć z szybkością 5 kl./s, a po zablokowaniu AF na pierwszej klatce szybkość wzrasta do 10 kl./s. Najkrótszy czas naświetlania to 1/8000 s dla migawki mechanicznej i 1/16000 s w trybie migawki elektronicznej.

Nowością jest też wspomniany wizjer. Jest to wizjer elektroniczny z ekranem OLED o rozdzielczości 2,36 miliona punktów, powiększeniu 1,23x i o stuprocentowym pokryciu kadru. Kadrować możemy także na odchylanym i dotykowym ekranie LCD o przekątnej 3 cali i rozdzielczości 1,04 mln punktów.

W aparacie nie zabrakło też trybu filmowego, do którego można mieć jednak zastrzeżenia

Olympus PEN-F

Maksymalna dostępna rozdzielczość to 1080p przy 60 kl./s, a najwyższy dostępny bitrate to 77 Mbps. Niestety w konstrukcji zabrakło gniazda zewnętrznego mikrofonu, co w tej klasie sprzętu jest dość dużym nieporozumieniem.

Aparat waży 427 gramów, a jego wymiary to zaledwie 125 x 72 x 37mm. W tak małej konstrukcji zabrakło miejsca na wbudowaną lampę błyskową, ale mamy za to złącze gorącej stopki do podpięcia zewnętrznej lampy. W aparacie jest także łączność Wi-Fi umożliwiające przesyłanie zdjęć oraz sterowanie aparatem z poziomu aplikacji mobilnej.

Specyfikacja wygląda bardzo obiecująco, podobnie jak nowe podejście do ergonomii. Wiele pokręteł oraz konfigurowalnych przycisków z pewnością poprawią komfort obsługi.

Niestety za to wszystko przyjdzie zapłacić naprawdę dużo

Sam korpus będzie sprzedawany w cenie 1200 dol., a w Polsce cena aparatu z obiektywem kitowym będzie wynosić prawie 7000 zł. To naprawdę bardzo wysoki próg, zwłaszcza w świecie Mikro Cztery Trzecie. W podobnej cenie można już rozważać zakup taniego aparatu pełnoklatkowego z podstawowym obiektywem stałoogniskowym, który mimo wszystko da nieporównywalnie lepszą jakość obrazu. Oczywiście kosztem znacznie większych rozmiarów i masy.

Olympus PEN-F

Tak czy inaczej, cena wydaje mi się przesadzona i nieadekwatna do specyfikacji, a raczej do jej braków. Dziwne, że aparat w tej cenie nie jest uszczelniany, nie ma gniazda mikrofonu i nie nagrywa w 4K. Gdyby zestaw z obiektywem kitowym kosztował dwa razy mniej, z pewnością byłby rewelacyjną propozycją.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst