Tech  / Felieton

Kupują nalepki wyważające płytę CD, to kupią też kartę microSD 64 GB za 600 zł - pomyślało Sony

151 interakcji
dołącz do dyskusji

Typowa karta pamięci o pojemności 64 GB kosztuje stówkę, może dwie. O tym, ile może kosztować nietypowe akcesorium tego typu przekonało nas Sony, które zaprezentowało 64-gigabajtową kartę SDXC kosztującą… 160 dolarów, czyli lekką ręką licząc, 600 zł.

Tak wysoka cena jest spowodowana tym, że produkt ten jest przeznaczony dla najbardziej zagorzałych audiofili, którzy twierdzą, że od rodzaju kabla HDMI lub nawet USB zależy jakość dźwięku i obrazu, a muzyka brzmi najlepiej w nocy, gdy sieci elektryczne są najmniej przeciążone. Osoby takie są gotowe nawet kupować specjalne kable sieciowe, dzięki którym odtwarzana przez nich muzyka będzie brzmieć lepiej.

Są to osoby zaginające prawa fizyki tylko po to, by jakoś usprawiedliwić swój efekt placebo i atakują wszystkich, którzy się z nimi nie zgadzają. Z najbardziej zagorzałymi audiofilami lepiej nie gadać - wyniszczają psychicznie.

Jak łatwo się domyśleć, jest to jednak grupa klientów, na której da się doskonale zarabiać.

Karta o oznaczeniu SR-64HXA wyprodukowana przez Sony jest tego doskonałym przykładem. Jest to produkt, który najprawdopodobniej nie ma wpływu na jakość odtwarzanego dźwięku. Świadczą o tym nie tylko wspomniane wcześniej prawa fizyki, ale też opinie wszystkich fanów czystego brzmienia, których zapytałem o opinie na temat tego produktu. Oto dwie najciekawsze i najbardziej obszerne z nich:

Czy karta SR-64HXA to zwykły skok na kasę?

Jak widać, nawet osoby każdego dnia obcujące ze sprzętem audio wysokiej klasy nie wierzą za bardzo w sens istnienia tego produktu i dopatrują się tu nie rewolucji lecz chęci zarobienia na typie klientów, który pokazał wielokrotnie, że zapłaci fortunę nawet za pozorną poprawę jakości dźwięku.

Nie mogłem też powstrzymać się o zapytanie polskiego oddziału Sony, dlaczego karta SR-64XHA jest godna uwagi. Niestety dowiedziałem się tylko, że jest to produkt przeznaczony na razie wyłącznie na rynek japoński i inne oddziały Sony nie wypowiadają się na jego temat. Krótko mówiąc, japońska korporacja schowała głowę w piasek. I szczególnie mnie to nie dziwi, bo gdybym musiał promować taki produkt, zrobiłbym dokładnie to samo.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst