Tech  / News

Zły Google, który walczy z pedofilią

117 interakcji
dołącz do dyskusji

Czasami oburzenie spowodowane jest niewłaściwymi powodami, jak w przypadku Google'a, który wykrywając w Gmailu pedofilskie zdjęcia przekazał sprawę do władz. Niektóre media uznały to za karygodne. Ciężko uwierzyć w poziom hipokryzji, która przybiera rozmiary absurdu.

Chodzi o pedofilię - jedną z najbardziej niesmacznych rzeczy, jedno z ohydnych przestępstw, które dotyka dzieci. Google korzysta z algorytmów systemu opracowanego specjalnie do walki z pedofilią. Każde znane pedofilskie zdjęcie dostaje w systemie specjalny hash. Nie tylko zresztą Google, ale także inne firmy skanują zdjęcia w swoich usługach i gdy rozpoznają hash pedofilskiego zdjęcia, reagują. Robi to Facebook, Microsoft, robi każda inna poważna firma.

Nie ma w tym nic niecodziennego

Odbywa się to automatycznie i przypomina wyłapywanie podejrzanych linków w komunikatorach Microsoftu. Nie jest wcale tak, że jakiś pracownik siedzi w piwnicy i w poszukiwaniu pedofilów przegląda zdjęcia, które użytkownicy Gmaila wysyłają do siebie.

Ludzi oburzyło, że Google wydaje własnych użytkowników w ręce władz. Nie dość, że jest do tego zobligowany prawem, to na dodatek robi to w sposób mało inwazyjny. I teraz musi tłumaczyć, że wcale nie przegrzebuje treści trzymanych na jego serwerach w poszukiwaniu znamion łamania prawa, nie analizuje słów i fraz, nie wyda ludzi, którzy planują na przykład włamanie. Wyda natomiast pedofilów.

zabawka-lalka-pedofilia

Hipokryzją jest to, że świat czepia się Google'a za walkę z tym zjawiskiem, natomiast jak gdyby nigdy nic zaakceptował skanowanie praktycznie wszystkich treści, maili, wyszukiwań i kliknięć w celach przedstawiania użytkownikom spersonalizowanych reklam i zbierania danych potrzebnych do rozwoju usług czy zdjęć w Picasie i Google+ w celu automatycznego tagowania.

Niesamowitą hipokryzją jest niezrozumienie jak działa system antypedofilski i wyciąganie z tego zbyt daleko idących wniosków o jakimś szeryfie czy superbohaterze Google, który walczy z każdą zbrodnią

To jest naruszenie prywatności? Google nawet w regulaminach informuje, iż nie skanuje treści użytkowników w celach wykrywania przestępstw i nie ma też chęci zakazywania trzymania w chmurze czegoś, co może być kontrowersyjne. Mowa o pornografii, o rozmowach o planowaniu przestępstw, czyli rzeczach, które łatwo wyjąć z kontekstu i wyciągnąć z nich niewłaściwe wnioski.

Tymczasem Microsoft faktycznie grzebie w treściach użytkowników i nie pozwala trzymać w chmurze żadnej nagości, nawet rysowanej. Facebook monitoruje prywatne czaty w poszukiwaniu potencjalnej pedofilii czy terrorystów, a gdy coś wyda mu się podejrzane przekazuje sprawy żywym pracownikom. W przypadku Facebooka możemy więc mówić o tym, że ktoś faktycznie grzebie w prywatnych sprawach użytkowników.

Ta hipokryzja przejawiająca się w bezmyślnym udpostępnianiu nawet bardzo intymnych treści światowym korporacjom i jednoczesnym krytykowaniu pedofilii zadziwia.

Tak, oburzajmy się na wydawanie pedofilów władzom. Przecież nikomu nic do tego, że ktoś seksualnie wykorzystuje dzieci.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst