Tech  / Felieton

Lepszy, mniej ludzki człowiek

Neil Harbisson ma zamontowany na głowie czujnik, który przekłada mu kolory na dźwięki przekazywane przez kości czaszki. Harbisson nie rozpoznaje kolorów - świat był dla niego zawsze czarno biały. Eyeborg sprawia, że słyszy kolory choć nigdy ich nie widział. Słyszy nawet podczerwień.

Jedną z najprostszych modyfikacji ciała w trendzie biohakingu jest implant z magnesu. Malutki magnes neodymowy powleka się silikonem, teflonem lub inną substancją przyjazną dla ciała i wsadza w najmniej używany palec. Osoby, które mają taki “domowy” implant twierdzą, że oprócz oczywistych sztuczek, jak podnoszenie małych metalowych przedmiotów przez skórę magnes daje im możliwość rozpoznawania pól elektromagnetycznych i innych zjawisk, które wpływają na magnes. Drobnymi wibracjami odczuwają urządzenia elektryczne, mikrofalówki, generatory i tym podobne. Mówią, że chociaż nie jest to zbytnio przydatne, to daje poczucie odkrycia całkiem nowego świata, który można wyczuć i do którego obecności mózg przyzwyczaja się szybko, choć na początku nie wie jak je interpretować.

Cyborgi

Cyborg to z definicji człowiek, którego procesy życiowe są zastępowane lub wspomagane przed urządzenia techniczne. Jednak nie każdy, kto nosi okulary, soczewki kontaktowe czy nawet Google Glass albo ma rozrusznik serca jest cyborgiem. U cyborga urządzenia techniczne powinny być połączone z układem nerwowym - z komputerem i urządzeniem mechanicznym na przykład, przy czym komputer i układ nerwowy powinny na siebie oddziaływać. Cyborg w skutek poszerzania swoich możliwości powinien mieć zdolności niedostępne dla zwykłych śmiertelników - na przykład wspomnianą wyżej możliwość “widzenia” podczerwieni czy poszerzone, ulepszone już istniejące zdolności myślenia, analizy czy odczuwania przez zmysły.

Pojęcie cyborga nie jest jasne, a podłączanie komputerów do układu nerwowego nie jest wcale potrzebne, by kojarzyć się z byciem cyborgiem. Neil Harbisson dostał możliwości, które przecież czynią go cyborgiem, bo modyfikują zmysł wzroku ze zmysłem słuchu i zmieniają całkowicie podejście i odbieranie kolorów oraz, przez przyzwyczajenie mózgu do odgłosów kolorów, do dźwięków.

Pierwszy człowiek, który nie widział, a dziś widzi dzięki sztucznemu wzrokowi:

Czy ludzie, którzy już dziś korzystają z bionicznych protez kończyn możliwości widzenia dzięki technologii to cyborgi? Przecież takie rozwiązania nie dają na razie specjalnych dodatkowych możliwości, a kopiują te naturalne, które pacjenci utracili - wzrok, dotyk, słuch.

Czy rozszerzona rzeczywistość w okularach takich jak Google Glass rozszerza zdolności widzenia i przetwarzania świata na tyle, by użytkownika nazwać cyborgiem?

Nowoczesne cyborgi coraz częściej wywodzą się w ruchów biohakerskich. Neil Harbisson nosi Eyeborga, który został stworzony raczej domowymi sposobami. Moon Rabison używała podobnych urządzeń które stworzyła sama, a które służą do komunikowania za pomocą wibracji o szybkości poruszających się dookoła osób i o ruchach sejsmicznych. Pewien mężczyzna zaszył sobie w uszach magnesy, które działają jako przekaźniki dźwięku i używa ich jako… słuchawek.

Biohaking

Można byłoby podciągnąć ich pod kategorię grindersów - ludzi, którzy wierzą, że naukowa wiedza i narzędzia powinna być dostępna dla wszystkich i którzy nie mają oporów przed modyfikacjami ciała. Grindersi eksperymentują z urządzeniami i własnym ciałem, próbując poszerzyć ludzkie zdolności. Wkładają pod skórę magnesy, samodzielnie wykonane urządzenia, doczepiają sobie czujniki i łączą je z receptorami.

Część grindersów eksperymentuje z urządzeniami zbierającymi dane o funkcjach życiowych i aktywności. Podpadają oni pod ruch biohakerski, który zajmuje się usprawnianiem życia, niekoniecznie przez modyfikacje ciała. Biohaking zdrowotni próbują wycisnąć z ciała jak najwięcej i znaleźć sposoby, by usprawnić życie i jego jakość. Niektórzy piją kawę z masłem, bo to ma usprawniać pracę ich umysłu, eksperymentują z niecodziennymi dietami i szukają dla siebie optymalnych zestawów ćwiczeń. Poza tym zbierają jak najwięcej danych, które mogą pomóc im analizie tego wszystkiego.

Ten pan potrafi zapalać światło i nie tylko ruchem dłoni:

Trzeci odłam biohakingu uważa, że badania naukowe są dziś za bardzo scentralizowane, dostępne tylko w dużych ośrodkach, firmach i na uczelniach, w drogich laboratoriach. Optują za tym, by każdy, kto posiada podstawowe wykształcenie miał możliwość przeprowadzania eksperymentów i badań, więc tworzą domowe labolatoria, konstruują narzędzia naukowe z ogólnodostępnych przedmiotów i dzielą się informacjami.

Na przykład OpenPCR - termocykler do przeprowadzania reakcji łańcuchowej polimerazy, podstawowe narzędzie każdej analizy i badań DNA, kosztuje 599 dolarów. Stworzono go właśnie po to, by udostępnić jak najszerszemu gronu możliwość badania i zabawy z DNA, a twórcy sami zachęcają do modyfikowania OpenPCR i dzielenia się zmianami. Komercyjne termocyklery to koszt co najmniej 3-4 tysięcy dolarów i więcej.

Biohaking to połączenie biologii i ideologii hakerskiej. Tej, która zakłada wolność informacji, ulepszanie i współdziałanie. Domowe badania nad DNA, wkładanie pod skórę przedmiotów i urządzeń wynikają nie tylko z fascynacji nauką, ale też z marzeń o poszerzeniu możliwości ludzkiego ciała.

Kontrola nad ewolucją

To chęć przejęcia sterów ewolucji. Tak, byśmy sami mogli decydować o tym, w którą stronę podąży rozwój ludzkiego ciała.

Biohaking to marzenie o stworzeniu człowieka odpornego, człowieka rodem z science-fiction. Modułowego, który wszczepia sobie implant i widzi w nocy, wszczepia inny i wykorzystuje większą część mózgu. Który modyfikuje własne DNA by nie chorować.

Stephen Hawking uważa, że jesteśmy teraz w przededniu momentu, w którym przejmiemy stery nad ewolucją człowieka. Wszystko dzięki informacji. Według Hawkinga to właśnie wykorzystanie DNA do zwalczania chorób, takich jak mukowiscydoza doprowadzi do większego zrozumienia genetyki. Wierzy, że w ciągu stulecia człowiek nauczy się jak kontrolować inteligencję, instynkty czy agresję za pomocą genetyki.

Ray Kurzweil uważa, że przyjdzie moment, w którym rozwój technologiczny przejmie kontrolę nad dalszy rozwojem i nie da się przewidzieć, w którą stronę on podąży.

Transhumaniści marzą o postczłowieku - bycie, który przez wykorzystanie nauki i technologii, z człowieka przerodzi się w stworzenie, które nie będzie już mogło być nazwane człowiekiem. Transhumaniści szanują naukę, filozofię i twierdzą, że przy rozwoju i ulepszaniu człowieka trzeba zachować jego człowieczeństwo, istotę bycia człowiekiem.

Postczłowiek ma być nie tylko zdrowy, ale “lepszy niż zdrowy”.

Może mieć dodatkowe zmysły. Może być nieśmiertelny. Może nie mieć nawet ludzkiego ciała i być tylko świadomością.

Mimo, że wciąż nie mamy lekarstw na wiele chorób i jesteśmy bezsilni wobec nich i wobec śmierci, coraz odważniej marzymy o stanie, w którym człowiek i technologia stanie się jednością. W którym przejmiemy kontrolę nad przyszłością ewolucji.

Biohakerzy, domorośli eksperymentatorzy, już się nad tym skupiają. Są gotowi badać i modyfikować ciała na własną rękę w imię tworzenia podwalin pod przyszłość.

I choć budzi to wiele moralnych i etycznych dylematów, choć brakuje tu regulacji, to trudno uwierzyć, że biohakerzy są sami w tych działaniach i że w gigantycznych korporacjach nie trwają już prace nad stworzeniem lepszego, mniej ludzkiego człowieka.

Ku przyszłości!

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst