Biznes  / Artykuł

Dlaczego tak genialne urządzenie jak Segway było skazane na porażkę?

Tysiące wynalazców, startupowców i inżynierów głowi się nad nowymi rozwiązaniami. Ich pomysły trafią do rzadko odwiedzanego katalogu na dysku, jeśli podczas projektowania nie wezmą pod uwagę dwóch głównych granic przydatności technologii w życiu ludzi. Bariery te to przestrzeń oraz doświadczenie użytkownika.

Smutny Segway

Istnieje mnóstwo ciekawych technologii, które świetnie sprawdzają się w niewielkiej skali, ale nie mają szans na masową adaptację. Taki los spotkał Segway'a. Przy premierze został okrzyknięty najlepszym rozwiązaniem transportowym od wynalezienia koła. Wizjonerzy snuli plany metropolii o powietrzu konkurującym czystością z górskim. Bezpieczeństwo na drogach i uwolnienie się od tyranii paliw kopalnych dodatkowo pobudzały do wspierania rozwoju tej technologii.

segway 2

Jednak w praktyce Segway okazał się jedynie malowniczą ciekawostką. Fajnie wyglądają na nim policjanci sklepowi (mall cops), gdy suną po lśniących podłogach centrum handlowych. Dostojnie i biznesowo prezentował się na nim Obadiah Stane, przemierzając kompleks przemysłowy Stark Enterprises w pierwszej części „Iron Mana”. Korzysta z nich też personel nadzorujący odjazdy autobusów dalekobieżnych na warszawskiej stacji metra Młociny. Segwaye nie przyjęły się jako pojazdy policyjne podczas demonstracji (konie posiadają kluczową technologię kopania lub taranowania demonstrantów), jako miejskie środki lokomocji bardziej wygodne i o niebo tańsze są rowery, a dzieciaki wciąż przekładają ryczek (nie jest to przecież dorosły ryk) silnika motorynki nad cichą technologię Segwaya. Tam, gdzie potrzeby dotyczyły większej liczby pojazdów lub transportu na większe odległości – i gdzie czekają wielkie pieniądze – Segway nie dostarczył pożądanej wartości. Ma swoją niszę, zgoda, ale czy o to właśnie chodziło osobom zaangażowanym w ten projekt?

Walka z wykluczeniem

Przed podobnym wyzwaniem stają pomysły związane z rozszerzeniem mobilności i możliwości samodzielnego załatwiania spraw przez osoby chore, z ograniczonym ruchem, niewykorzystujące w komunikacji typowych kanałów porozumiewania się. Audiobookom udało się przeskoczyć z rynku dla osób niewidzących na rynek odbiorcy masowego, który ma zajęte oczy, ale wolne uszy. Język Braille’a od początku był i nadal pozostaje technologią niszową.

Ciekawe pomysły z branży informatycznej wdraża Cisco. Jeden z najciekawszych polega na wykorzystaniu systemu telekonferencji Cisco w urzędach państwowych, samorządowych, urzędach pracy, dużych instytucjach typu banki. Osoba niesłysząca za pośrednictwem transmisji wideo łączy się w trójkonferencji z urzędnikiem oraz tłumaczem języka migowego. W ten sposób i urzędnik, i klient, porozumiewają się w swoim preferowanym kanale komunikacji. To bardzo ciekawy i wartościowy projekt, przy czym rozwiązuje problem jedynie w niewielkiej skali wybranych budynków. Nakłada również dodatkowe wymagania zatrudnienia osób kompetentnych w terminologii urzędniczej, bankowej, związanej z nieruchomościami gminnymi itp. i przeszkolenia ich w języku migowym. Pozostaje kwestia komunikacji w całej przestrzeni kulturowej, medialnej, a także codziennej na poziomie „ulicy”. Technologia, która byłaby skuteczna w tych przypadkach, musi być raczej oddzielona od techniki – a na pewno od wyrafinowanej techniki. Na dziś jedynym skutecznym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie obowiązkowych zajęć z języka migowego w szkołach. Nie wchodzę tutaj w analizy kosztów – pod względem sensu i osiągnięcia celu jest to pomysł skuteczny.

Golf i muzyka

Druga bariera, którą przedstawię, dotyczy doświadczenia użytkownika. Weźmy elektroniczne akcesoria golfowe, które pomagają golfistom w oddaniu perfekcyjnego uderzenia. Są na rynku dostępne gadżety, które mierzą siłę wiatru, ciśnienie atmosferyczne, wysokość nad poziom morza, i pewnie jeszcze kilkanaście innych wartości, a następnie sugerują siłę i kierunek uderzenia. Dla osób początkujących, które chcą zobaczyć na czym polega golf, a nie chcą się stresować nieudanymi uderzeniami, jest to produkt wymarzony. Dokładnie w tym samym kierunku idzie część nauczycieli muzyki. Rozumieją oni, że ludzi pociąga możliwość zagrania melodii, a nie żmudnego ćwiczenia gam.

golf

Na owe „protezy” weterani i profesjonaliści patrzą z odrazą. Łatwo to zrozumieć, zwłaszcza jeśli jesteś po lekturze mojego weekendowego artykułu o Jezusie, Peterze Druckerze, i Albercie Einsteinie. Tego typu pomoce ingerują w istotę dziedziny (odpowiednio: golfa, muzyki). Prawdziwa przyjemność płynie z wysiłku włożonego w uzyskany efekt. Co łatwo przyszło, łatwo też odejdzie. „Protezy” pomagają początkującym poznać smak mistrzostwa – i to jest ich jedyna korzyść. „Proteza” nie pomoże uniknąć ćwiczeń, błędów, frustracji, ponieważ tylko w ten sposób można się czegoś nauczyć. Obniżenie progu poznania dziedziny to korzyść bardzo ważna, bardzo potrzebna, zwłaszcza dla osób, które chcą w życiu doświadczyć wielu różnych dziedzin. Ale to nie jest to samo. Aby zostać prawdziwym mistrzem, profesjonalistą, biegłym specjalistą, trzeba mieć pasję i właśnie z pasji czerpać siłę w momentach zwątpienia. Żadna technologia pomocnicza pasji nie adresuje. Musimy ją włożyć sami.

Zdjęcia Group of tourists take snapshots in the park near the Eiffel tower during their guided Segway tour of ParisPolice on Segway patrol the streets of Vilnius during State Day of Lithuania oraz golf tee pochodzą z Shutterstock. 

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst