Foto  / News

Kiedy bullet time spotyka fotografię

Eric Paré, kanadyjski fotograf, stworzył niesamowity pokaz możliwości nowoczesnej techniki połączonej z fotografią. Jego najnowszy projekt to niesamowite pokazanie światła i ruchu za pomocą wypadkowej fotografii, techniki poklatkowej i efektu bullet time. Efekty pracy fotografa możecie zobaczyć na poniższym filmie.

Projekt łączy w sobie chyba wszystkie najnowocześniejsze i najbardziej krzykliwe techniki. Film to zestawienie nowoczesnego tańca z niesamowicie ciekawą grą świateł. Nie byłoby w tym jednak nic nadzwyczajnego, gdyby nie technika zastosowana przez fotografa. Końcowe wideo to rezultat połączenia znanej z filmu Matrix techniki bullet time ze znaną z timelapsów techniką poklatkową. Jakby tego było mało, projekt wykorzystuje technikę malowania światłem na długich ekspozycjach, i to w najlepszy sposób, jaki kiedykolwiek widziałem.

Fotografia Bullet time

Każdy tancerz tańczył w całkowitych ciemnościach, otoczony zestawem 24 lustrzanek umieszczonych na specjalnie zbudowanym, okrągłym rigu.  Eric Paré oświetlał tancerza za pomocą pulsującej świetlówki, którą kręcił wokół tańczącej osoby. Było to jedyne źródło światła w nagrywanej scenie. Aparaty umieszczone na rigu wykonywały w tym czasie serie zdjęć, naświetlając długie, jednosekundowe ekspozycje co każde dwie sekundy. Podobną technikę naświetlania stosuje się przy filmach timelapse. Tancerze musieli na zmianę zastygać w jednej pozie i po sekundzie kontynuować ruch. Taka technika, nazywana stop-motion, pozwoliła zarejestrować na każdym zdjęciu kołowy ślad pulsującej świetlówki, która zdaje się otaczać tancerza. Dzięki temu przy okazji tancerz był dokładnie oświetlony z każdej strony, mimo punktowego źródła światła.

Ze względu na stopień skomplikowania technik i na długie ekspozycje, aby stworzyć kilka sekund wyjściowego materiału trzeba wykonywać serie zdjęć przez pięć minut. Ekipa zdradziła, że najdłuższy klip wykorzystany w filmie trwa 7 sekund, ale zarejestrowanie go trwało aż osiemnaście minut. Na te 7 sekund składa się aż 540 zdjęć. Z jednej lustrzanki. W projekcie zastosowano natomiast 24 aparaty, które fotografowały całą scenę na pełnym okręgu. Pozwala to oglądać dowolny moment filmu z dowolnej perspektywy, w pełnych 360 stopniach dookoła sceny. Daje to niemal pełny obraz 3D sceny, niczym w trójwymiarowym renderze, który w dowolnej chwili można oglądać z każdego wybranego kąta. Nie dziwi więc, że w pracy nad projektem wykorzystano aż ponad pół miliona zdjęć.

Efekt jest jednak rewelacyjny. To naprawdę niesamowite, że żyjemy w czasach, kiedy najnowsze techniki filmowe największego kalibru są już po kilku latach dostępne właściwie dla każdego. Tak jest przecież z efektem bullet-time, który wprawił świat w zdumienie przy premierze filmu Matrix. Bardzo kibicuję tego typu projektom, które łączą kilka innowacyjnych samych w sobie technik w twór, którego jeszcze nikt wcześniej nie zrobił.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst