Gry  / Artykuł

Perły z lamusa: Lotus, czyli gra, dla której warto było mieć Amigę

Istniała taka gra, która mimo prymitywnych zasad rozgrywki, mimo bycia nachalną reklamą jednej firmy, kradła całe godziny przed komputerem. Mowa tu o Lotusie, dziele, tak po prostu, wybitnym.

Symulatory jazdy i arcade’owe wyścigi rzadko kiedy okazują się grami szczególnie ambitnymi. Umówmy się: czy to klasyka gatunku, czy też najnowsza Forza, zawsze chodzi o to samo: by móc zasiąść za sterami samochodu, na którego nigdy nas nie będzie stać (aczkolwiek zachęcam do dążenia do spełniania marzeń), wcisnąć gaz do dechy i niczym się nie przejmować. Przeróżne utrudnienia w niektórych grach wyścigowych są wręcz pro forma. Lotus nie należał do szczególnie skomplikowanych gier. A mimo to okazał się wielkim hitem. Zresztą, całkiem zasłużenie.

Gra została wydana w 1990 roku. Była dziełem studia Magnetic Fields i miała promować markę samochodów wyścigowych Lotus. Produkcja opracowana była na komputer Amiga, a następnie przeportowana na Amstrada, Atari ST, Commodore 64 i ZX Spectrum. I miażdżyła grywalnością.

Amiga_Lotus_Esprit_Turbo_Challenge

Dzięki umiejętnemu wykorzystaniu algorytmów generowania obrazu, trasy w grze były bardzo różnorodne (jak na tamte czasy). W sumie mieliśmy do wyboru 32 trasy, każda z nich opisana była wyłącznie w sposób matematyczny. Nie były to zaprojektowane i dopieszczone sprite’y czy obiekty 3D. Komputer generował obraz samodzielnie, na bazie opisu w kodzie programu. W dużym uproszczeniu, to zapewne wyglądało tak: „trasa odbija łagodnie o 45 stopni w prawo, po bokach większa ilość obiektów „drzewa”, zmiana poziomu dodatnia o 15 procent. Renderuj.”. Dzięki temu zostało dużo miejsca w dostępnych zasobach na inne elementy gry. Efekt? Fajna muzyka, bardzo ładna grafika i, przede wszystkim, wspaniała płynność i dynamika.

W grze dostępny był tylko jeden samochód: Lotus Esprit Turbo SE. W niczym to jednak nie przeszkadzało. Przejechanie każdej z tras było niesamowitą frajdą, głównie dzięki wyżej wspomnianej dynamice i płynności. Każda trasa to kilka okrążeń, każde wzniesienie wpływało na prędkość samochodu (to nie było takie oczywiste w tych czasach), zakręty były oznaczone znakami drogowymi, a samochód trzeba było od czasu do czasu tankować w pit stopie.

Lotus_Turbo_Challenge_2_-_screenshot_(Amiga)

Podczas wyścigu przeszkadzali nie tylko przeciwnicy, ale również przeróżne obiekty na drodze, zmieniające się w zależności od trasy. Czy to lód w zimowej scenerii, czy plamy oleju, czy też przewrócone pniaki drzew, trzeba było uważać.

Co ciekawe, pozycja startowa gracza była zupełnie odwrotna do jego postępu w poprzednim wyścigu. Jeżeli więc ukończyliśmy jakiś rajd jako ostatni, kolejny wyścig zaczniemy jako pierwsi, by mieć większe szanse w nadrobieniu zaległości. Z kolei zwycięstwo w poprzednim wyścigu nie pozwala spocząć na laurach, ponieważ kolejny oznacza zażartą walkę ze wszystkimi jego uczestnikami.

No i to, co podbiło ostatecznie serca graczy: tryb split screen, czyli podzielony ekran, umożliwiający zabawę dwojga graczom na jednym ekranie. W większości gier była to niewygodna zabawa, z uwagi na dużo mniejsze pole widzenia. Oprawa Lotusa została stworzona tak, że w niczym to nie przeszkadzało. W efekcie w mojej podstawówce męczyliśmy prowadzącego kółko informatyczne (pozdrawiam serdecznie pana Marka Mijala ;-)), by pod koniec zajęć dawał nam możliwość pogrania razem z kolegami. To była obowiązkowa pozycja zajęć…

Lotus_III_-_The_Ultimate_Challenge_-_screenshot_(DOS)

Lotus Esprit Turbo Challenge zdobył sukces, którego nie spodziewał się chyba nikt. Wszak to gra promująca konkretną markę, a te praktycznie nigdy nie spotykają się z sympatią rynku. Gra doczekała się dwóch kontynuacji: Lotus Turbo Challenge 2 oraz Lotus III: The Ultimate Challenge. Zrezygnowano w nich ze wspierania Amstrada i Commodore, a trzecia część dostępna była również na Mega Drive i na komputery PC pracujące pod kontrolą systemu DOS. Zmian było jednak zbyt mało, by gra mogła kontynuować swoje kreowanie legendy. Poprawiono jakość grafiki, a trzecia część pozwalała na generowanie własnych tras. To były świetne, ale bardzo wtórne gry. Twórcy, na szczęście, nie przeginali i nie rozpoczęli prac nad kolejnymi edycjami. Wersję dla PC wznowiono w 1996 roku, publikując ją na płycie CD, zamiast na dyskietkach, a całą trylogię wydano również na Amigę CD-32.

To były wspaniałe czasy. Można było się spierać, czemu PC jest do bani, a Amiga rządzi. A przede wszystkim, nawet gry promujące dany film czy produkt, często okazywały się wyjątkowo udane. Patrzę na Lotusa i przypominam sobie nowoczesne Ford Motor Challenge, Transformers: Rise of The Fallen czy Avatar: The Game. I robi mi się przykro.

Maciek Gajewski jest dziennikarzem, współprowadzi dział aktualności na Chip.pl, gdzie również prowadzi swojego autorskiego bloga.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst