Tech  / Felieton

Cała nadzieja w Feedly, czyli wal się Google!

193 interakcji
dołącz do dyskusji

Nie mogę się powstrzymać przed skomentowaniem decyzji Google'a o zamknięciu Readera, mimo tego, że temat opisał już u nas Piotrek Grabiec. Piotrek znany jest ze swojej wstrzemięźliwości i życiowego stoicyzmu. Ja takowymi cechami nie grzeszę, więc powiem dosadnie - wal się Google!

Byłem ślepy. Żyłem w przeświadczeniu, że misją Google jest czynienie Sieci jak najlepszym miejscem dla wszystkich tych, którzy z niej korzystają. "Don't be evil" i takie tam - to do mnie przemawiało. Wierzyłem Google'owi, gdy "demokratyzował" świat wyszukiwania informacji w sieci, wierzyłem Google'owi, gdy darmowym Gmailem chciał rozbić korporacyjno-pieniężne lobby, które za podstawową usługę e-mailingu kazało sobie słono płacić. Wierzyłem Google'owi, gdy udostępniał przeglądarkę Chrome jako przeciwwagę dla okropnego i nieużytecznego Internet Explorera. Wierzyłem Google'owi, gdy wprowadzał Google Docs, a następnie Chrome OS jako darmowe odpowiedzi na horrendalnie drogie produkty Microsoftu. Wierzyłem nawet w Androida jako otwartą alternatywę dla zamkniętego szczelnie iOS. By wszystkim żyło się lepiej.

Naprawdę wierzyłem Google'owi

Dziś tracę resztki tej wiary. Resztki, bo wiarę zacząłem tracić, gdy Google zaczął rzucać kłody pod nogi Microsoftowi przy Windowsie Phone uderzając tym samym w swoich własnych klientów, chociażby takich jak ja. Symptomatyczna jest argumentacja Google'a przy informacji o nieuchronnym zamknięciu Readera - "bo na przestrzeni lat użycie produktu malało". To czytelny sygnał - Google'a interesują tylko produkty totalnie masowe. Dlaczego? Tego możemy się łatwo domyśleć - bo na masowych produktach Google zarabia, a na niszowych nie. Ot co. W tym momencie pada mój mit Google'a, który oprócz tego, że zarabia na tym, że wyświetla mi reklamy przy wynikach wyszukiwania, dba o to, aby Sieć była dla wszystkich i by była jak najlepsza.

Google doskonale wie, jakim produktem jest Google Reader - to usługa specjalistyczna, niszowa, zarezerwowana dla dwóch typów użytkowników: dziennikarzy/blogerów oraz technologicznych geeków. Spróbujcie wytłumaczyć mamom, dziadkom i wujkom po 40-tce, co to takiego RSS i do czego służy czytnik RSS. Niewielu to zrozumie, a jeszcze mniej uzna za przydatne. To jednak nie zmienia faktu, że dla naprawdę sporej i - nie waham się użyć tego sformułowania - ważnej grupy społecznej jakim są przedstawiciele mediów, decyzja Google'a jest dramatem.

Dramatem!

Dla mnie osobiście mega dramatem, bo Google Reader jest najbardziej podstawową usługą w mojej pracy. Google Reader towarzyszy mi stale i na każdym urządzeniu komputerowym, którego używam. Synchronizację czytnika mam ustawioną na 1 minutę, a dziennie przeglądam kilka tysięcy nagłówków informacji ze stron, najczęściej źródeł, które śledzę. Reader to dla mnie także swoista kopalnia wiedzy, notatek, systematyzacji i chronologii wydarzeń. Mam go świetnie skatalogowanego, mam idealnie rozpracowany system gwiazdkowania ważnych pozycji, które wykorzystam dzisiaj, za tydzień, a może za rok. I tak dalej, i tak dalej. Reader to podstawa mojej codziennej pracy.

Z Readera korzystam najczęściej za pośrednictwem aplikacji zewnętrznych, jak chociażby Reeder na OS X, czy Feedly na wszystkich urządzeniach mobilnych. I w tym drugim wielka nadzieja! Twórcy Feedly ogłosili, że spodziewali się takiej decyzji Google'a i już od jakiegoś czasu pracują nad własnym backendem dla RSS, więc dla tych, którzy już synchronizują Readera z Feedly nie będzie problemu z transferem.

Oby rzeczywiście tak było

Jest jednak jeden problem - Feedly nie ma aplikacji desktopowej, a ja należę do osobników, którzy kluczowe aplikacje muszą mieć w formie aplikacji pozaprzeglądarkowych. Muszę i już. Taki mam "flow" pracy i łatwo tego nie zmienię. Cała więc nadzieja w tym, że albo Feedly przygotuje aplikację albo inni dostawcy, jak chociażby wspomniany przeze mnie Reeder (to aplikacja na OS X, nie mylić z Readerem) przejdą na silnik Feedly.

Feedly na smartfonie
Feedly na smartfonie

Jeśli tak się stanie, to może uda się obronić przed bezwzględną, druzgoczącą decyzją Google'a. Cała nadzieja w Tobie Feedly! Proszę nie zmarnuj tego zaufania.

A w Ciebie Google już nie wierzę. Jesteś taki sam jak reszta.

$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst