Tech  / Felieton

Web czy nie web? Oto jest pytanie

Strasznie irytujące jest bycie użytkownikiem smartfonów i tabletów w tych czasach. Zresztą komputerów też. Chciałoby się już zdecydować, czy aplikacje czy web, chciałoby się móc korzystać z tych najnowocześniejszych rozwiązań ale się nie da, bo wciąż nie wiadomo co dalej. Aż chciałoby się już przenieść kilka lat w przyszłość.

Od kilku lat mówi się o HTML 5 i jego przyszłych następcach jako o lekarstwie na "walled gardens", czyli ekosystemy, które przywiązują do siebie użytkowników i sprawiają, że ciężko je opuścić. Przykładów jest mnóstwo - używasz od kilku lat iPhone'a, kupiłeś na niego wiele aplikacji, używasz iCloud i chcesz przenieść się na Androida. Oznacza to, że "stracisz" kupione aplikacje, będziesz musiał przenieść swoje pliki albo zaczynać niemal od zera.

To spory problem, ale nie jedyny. Aplikacje może i są ładne, może i niektóre dopracowane i wygodne, ale wymagają też sporej uwagi. By przełączać się między aplikacjami, nawet tylko takimi do czytania newsów, trzeba wracać na ekran główny i uruchamiać kolejne od nowa, trzeba je aktualizować licząc na to, że aktualizacja nie popsuje czegoś i przede wszystkim... trzeba o nich pamiętać.

Nazywam tę przypadłość "Syndromem Zapomnianej Aplikacji". Polega on na tym, że instalujemy kolejne aplikacje, sprawdzamy je i okazują się często nawet całkiem fajne. Jednak po tygodniu do nich nie zaglądamy i wracamy do stałych przyzwyczajeń, a po miesiącu nawet nie zwracamy uwagi na ikonkę aplikacji. Czasem pomyślimy "o, to fajna apka, potem ją uruchomię", ale w międzyczasie coś odciąga uwagę i tak aplikacja kończy uruchamiana raz na pół roku.

Aplikacje to też problem z synchronizacją. Część z nich synchronizuje się w chmurze, część trzeba synchronizować ręcznie za pomoc iTunesa w przypadku iPhone'a, a części się po prostu nie da wygodnie synchronizować, jak tych androidowych.

google docs

Zamiast brnąć w tworzenie czterech różnych wersji aplikacji na cztery różne platformy i systemy operacyjne, wielu deweloperów mogłoby, jeśli tylko by chciało, zaangażować się bardziej w rozwijanie wersji webowych - tych, które potrafią coraz częściej zastąpić aplikacje, które zadziałają na Andoidzie, iOS, Windows Phone czy BlackBerry. Czy naprawdę do czytania treści z magazynu potrzeba dedykowanej aplikacji ważącej kilkadziesiąt megabajtów, a nie dobrej strony z prostym paywallem?

Zresztą można gadać, a tymczasem nawet Google wyskakuje z monitem o aplikacji po wejściu na drive.google.com. Microsoft za to zachęca do tworzenia aplikacji Modern, czego wynikiem jest wysyp dziesiątek prostych, prostackich wręcz aplikacji do czytania newsów czy wyświetlających Biblię lub Koran - nic, co nie mogłoby istnieć w przeglądarce. Powód jest oczywisty - przywiązanie użytkownika do platformy. Siedź na Androidzie, iOS czy Windowsie i nie zmieniaj go!

Wciąż nie wiadomo, czy technologie webowe faktycznie są przyszłością. Niby prace trwają, ale wszelkie app store'y generują zbyt duże zyski i korzyści, by na poważnie angażować się w web.

A jakże pięknie byłoby gdybym nie musiała korzystać  dedykowanych aplikacji do obsługi chmury, gdyby webowy Twitter działał bezproblemowo i gdyby wersje webowe usług takich jak jakdojade.pl czy nawet notatników działały tak dobrze jak natywne.

Fajnie byłoby już żyć w przyszłości, w której wiadomo czy web się przyjął, czy może został stłamszony przez aplikacje.

Tagi: aplikacje
przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst