Tech

Privacy Day, czyli Europejski Dzień Prywatności – chrońmy swoje działania w sieci

Corocznie, począwszy od roku 1981 pod koniec stycznia, a dokładnie 28-go dnia tego miesiąca obchodzone jest święto promujące ochronę danych osobowych przez narzędzia wykorzystujące ich automatyczne przetwarzanie. Data nie spadła z nieba (z chmury również nie) – tego samego dnia ponad 30 lat temu uchwalono pierwszy, międzynarodowy akt prawny o zasięgu międzynarodowym, którego zadaniem była regulacja tych zagadnień. Zwie się on: „“108 Konwencja Rady Europy z dn. 28 stycznia 1981 r. o ochronie osób w związku z automatycznym przetwarzaniem danych osobowych”.

Mimo, że uchwalony dokument powstawał w czasach, gdy internet (a w zasadzie zdecentralizowana łączność pomiędzy komputerami) dostępny był dla generałów i profesorów, a o TCP/IP i DNS-ach nikt jeszcze nie słyszał, jego postanowienia są ważne do dziś. Problematyka, której dotyczy również.

Europejski Dzień Prywatności czy, jak kto woli, Europejski Dzień Ochrony Danych Osobowych dzisiaj skupia się głównie wokół sieci społecznościowych, serwisów hostingowych oraz gigantów sieciowych, które gromadzą niezliczoną ilość danych. Nie trzeba daleko szukać, aby znaleźć zastrzeżenia dotyczące tej kwestii. Pisałem już nieco o tym w poprzednim tekście. Tym razem do tematu podejdę od nieco innej strony.

Sprawa prywatności. Świadomość użytkowników na temat konsekwencji tego, co się dzieje z naszymi danymi w internecie wydaje się być niewielka. Widząc po profilach dostępnych w sieci lub materiałach, które z powodzeniem ludzie wyśmiewają na internetowej „wiosce”, nie ma się czemu dziwić. Zakładam, że niewiele osób zdaje sobie sprawę, jak wiele rzeczy zostaje w sieci i jak może to wpłynąć na odbiór naszej osoby przez pracodawcę, kontrahenta czy znajomego. Mateusz pisał dziś o usłudze serwisu 123people, pozwalającej na analizę i weryfikację naszego profilu w serwisie Facebook.

Prywatność w sieci jest sprawą bardzo ważną. Nie biorąc pod uwagę danych, które sami udostępniamy w sieciach społecznościowych, istnieje wiele innych narzędzi, które skutecznie gromadzą informacje na nasz temat. Miło jest widzieć spersonalizowane reklamy w przeglądarce Google - wolę oglądać promocje w sklepach ze sprzętem komputerowym, aniżeli deskę, która pozwoli mi w cudowny sposób składać spodnie, koszule i skarpetki. Przeglądam internet w telefonie, podobna sprawa. Uruchamiam aplikację serwisu społecznościowego, promowane treści faktycznie zgodne są z moim profilem. Wszystko wydaje się być w porządku, lecz po chwili przychodzi chwila konsternacji i zastanowienia – skąd reklamodawcy tak skutecznie do mnie trafili?

Ten prosty przykład pokazuje, jak wiele informacji gromadzą dostawcy usług internetowych. A to tylko wierzchołek góry lodowej. Każdy z nas korzysta z wielu innych aplikacji, serwisów przechowywania danych w chmurze czy jeszcze innych. Pomyślcie, jak wielką przewagę miałby ktoś, kto posiadłby dostęp do naszych danych oraz szczegółowych informacji na nasz temat. A my brniemy dalej (nie)świadomi potencjalnych zagrożeń. Wielkie koncerny, których przedstawiciele mają monety zamiast oczu, nie przestaną szukać możliwości oraz sposobności, jak uderzyć w masy i wyciągnąć od nich pieniądze. Sprawy ACTA, Megaupload oraz Mega, cenzury w krajach z socjalistycznym pierwiastkiem – nie będą one miały końca, jeżeli większość użytkowników wypnie się na bojkot myśląc: w internecie jestem anonimowy i nikt mi nic nie może zrobić. Otóż może i to bardzo dużo.

Wiele firm wpisuje się w politykę pełnej ochrony naszych danych w sieci. Branżowi giganci nawołują do debat publicznych na ten temat, by większa część społeczeństw miała świadomość problemu - w Polsce dobitnie pokazała to sprawa ACTA. Zagadnienie jest bardzo ważne i niejako od nas zależy kształt przyszłego internetu.

Idealnymi przykładami nie tyle ignorancji, co niewiedzy użytkowników na temat prywatności są poniższe dwa filmy.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst