Tech

Nazwa to podstawa sukcesu - o tym zdają się zapominać producenci smartfonów

Świetny telefon to nie wszystko. Nie ma jednego, konkretnego klucza do sukcesu, jednak wszyscy chyba się zgodzą, że w połączeniu różnych cech prowadzących do popularności na rynku smartfonów ważną, jeśli nie najważniejszą rolę odgrywa marketing. A marketing to też nazwa modelu. Nazwy wchodzą do kanonu i stają się często synonimem produktu – jak iPod, Walkman czy Adidas. Bez dobrej, chwytliwej i odróżniającej od konkurencji nazwy produkt nie ma szans stać się kultowy. I na tym polu Nokia czy LG popełniają spore błędy, i niestety nie uczą się na nich.

Wczoraj Nokia zaprezentowała Lumie 920 i 820. W ciągu poprzedniego roku poznaliśmy Lumie 800, 800, 710 i 610. Cała linia smartfonów z Windows Phone ma świetną, chwytliwą i dobrze brzmiącą, oryginalną nazwę – Lumia. Jednak Nokia nie nauczyła się jeszcze, że topowe smartfony, które mają ciągnąć sprzedaż reszty modeli i stworzyć jedyną w swoim rodzaju markę, muszą się wyróżniać i mieć łatwo zapamiętywalną nazwę. Nokia wyszła z założenia, które przyjęła lata temu, a które wciąż gdzieś tam pokutuje i potwierdza swoimi decyzjami o nazewnictwie numerycznym, że cyferki to to, co powinno odróżniać od siebie modele. W serii Lumia mamy więc podlinie 6xx, 7xx, 8xx i 9xx. Im wyższa pierwsza cyfra, tym większy i bardziej zaawansowany (a co za tym idzie droższy) smartfon. Wczorajsze Lumie 920 i 800 wpisują się w ten trend – 920 jest tym najbardziej topowym smartfonem, 820 wersją tańszą (co nie znaczy, że gorszą – wiadomo natomiast, że mniejszą).

Tylko, że brakuje w tym jasnego przekazu. Pierwsza na rynku pojawiła się Lumia 800, potem po niej 710, 900, 610. Jeśli były to pierwsze cztery smartfony z czterech różnych cenowych półek, to dlaczego akurat Lumia 610 i 710, a nie 600 i 700? Poza tym klient ma prawo czuć się zagubiony, bo przyzwyczaił się do prostoty i dodawania kolejnych cyferek w górę, więc jeśli Lumia 610 pojawia się w sprzedaży po Lumii 800, to… ach, jakie to skomplikowane!

Naprawdę miałam wczoraj nadzieję, że najbardziej topowy smartfon Nokii, czyli Lumia 920, zostanie nazwany w jakiś prosty sposób. Zapamiętywanie cyferek modeli nie jest mocną stroną klientów i lepiej byłoby, gdyby zadowolony klient mówił „mam Lumię (tu słowna nazwa)”, niż „mam jakąś tam Lumię, nie pamiętam jaką”. Samo stworzenie serii i rozróżnianie od siebie (Asha, Lumia) to bardzo mądry i wymagany na rynku ruch, jednak czasy cyferek, Nokii 3210, 3143 czy 13423 już się dawno skończyły. Masy lubią wyrazy, masy lubią prostotę.

Tak szczerze: jaki jest teraz topowy smartfon BlackBerry? Jeśli nie jesteś fanem marki, to pewnie nie wiesz. Może kołacze ci się po głowie „dziewięćdziesiątcośtam” i nawet, jeśli widzisz ten smartfon w myślach, to ciężko Ci przypomnieć sobie jego nazwę. Jaki jest topowy smartfon od Samsunga? A od HTC? No właśnie.

Nazewnictwo to niezwykle ważna sprawa, która musi iść w parze z całą machiną marketingową. Samsung jest tego najlepszym przykładem. Galaxy S to już bardzo wartościowa submarka, która ciągnie za sobą sprzedaż reszty smartfonów Galaxy, czyli linii z Androidem. Galaxy Mini? A, te Galaxy, te fajne topowe Galaxy, rozreklamowane hiciory, takie iPhone’y, tylko że inne.

Ciężko pokazać to na przykładzie Apple, bo prezentuje swoje smartfony rok po roku, nazywając je po prostu kolejno jak mu się podoba. Jednak dosyć utarta, powtarzalna od dwóch razy praktyka Apple’a wskazuje, że 12 września ujrzymy iPhone’a 5, a za rok pewnie iPhone’a 5s. Tak, jak po 3G był 3Gs, następnie 4 i 4s. To już tradycja idąca wraz z rozwojem (kolejne cyfry – duże zmiany, s – odświeżenie) i powodująca, że średnio zorientowany klient jest w stanie szybko połapać się, co jest lepsze, a co najlepsze po nazwach.

Próby tworzenia linii smartfonów są zresztą powszechne. HTC postąpiło bardzo mądrze tworząc linię One, czyli smartfonów z Androidem. One X miał ciągnąć sprzedaż One S i One V, jednak HTC boryka się z problemami i trochę mu nie wyszło. Mimo wszystko próba była całkiem rozsądna. Zresztą podobnie Sony czy LG – Sony w zeszłym roku w końcu chciał unormować Xperie, nadając im podobnie jak HTC nazwy w formacie Xperia X, gdzie X to jedna litera. Miało być ok, ale też nie wyszło, bo niedługo potem na rynku pojawiła się Xperia Sola etc. Tak, jak z HTC i ich nowym Desire – miało być prosto, jednak zanim pomysł z jednolitym nazewnictwem wypalił, rozmyto i rozmieniono go na drobne.

Wydaje się, że Sony i HTC popełniają też inny błąd, i jeśli uznać, że Samsung odniósł na polu nazewnictwa sukces, to można dojść do wniosku, że błąd ten leży w zrównaniu nazewnictwa modeli. Tzn. Samsung Galaxy S jest jeden, jedyny w swoim rodzaju. Potem są jakieś inne Galaxy – Mini, Mini R, Nexus, Tab… Nie ma pięciu kolejnych Galaxy z literami, by nie wprowadzać klienta w konsternację, która z liter jest „lepsza”. Jest za to S Plus itp., w ramach wariacji na temat oryginalnego S. Sony, czy HTC za to przywalili z grubej rury Xperiami S czy P czy One X, S lub V. Serio mamy zgadywać, który z nich to ten najlepszy?

LG to jeszcze trochę inna bajka. Swifty, Optimusy HD 4X, 2X – jest w tym jakaś myśl, ale nazwy składające się z trzech członów to już za dużo, bo na początek dochodzi jeszcze producent. Czyli tak naprawdę zostają cztery człony.

Producenci powinni pamiętać, że nazwy są ważne. Czasem wystarczy spojrzeć na nazwę nowego smartfona by stwierdzić, że model „Super Cosmos HD+ 4G LTE Touch” nie będzie hitem.

 

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst