Tech

Recenzja HTC One X: Android pokazuje swoją najpiękniejszą twarz

214 interakcji
dołącz do dyskusji

Android to prawdziwy raj dla dwóch rodzajów użytkowników. Po pierwsze dla osób, które szukają taniego smartfona „za złotówkę”. Po drugie dla tak zwanych „power-userów”, oczekujących, że system spełni ich nawet najbardziej wymyślną zachciankę i wymagają tego za wszelką cenę. Co z osobami, które potrzebują po prostu bezproblemowego smartfona, który ma być wygodny, ma być śliczny, ma mieć fajne aplikacje i nic więcej? Ci użytkownicy, w tym ja, decydują się albo na iPhone’a, albo na Windows Phone’a. Telefony takie, jak One X, pokazują jednak, że te czasy powoli odchodzą do przeszłości.

Android to prawdziwa potęga. I nie chodzi mi tu o udziały rynkowe, bo nie zawsze najlepszy produkt zdobywa najwięcej. Chodzi mi o jego możliwości. Żaden inny system nie oferuje tyle możliwości, tyle funkcji, co dzieło Google’a. Jakby tego było mało, to otwarty system, co pozwala na jego łatwą rozbudowę. Jakiś producent telefonu uważa, że Google zrobił za mało, to nie ma problemu: może dopisać sobie kolejną funkcję, dodać kolejną usługę. Brzmi jak raj, prawda?

Z podobnego założenia wyszedłem i ja. W momencie, jak zacząłem narzekać na moją Nokię 5800 XM, iPhone był zbyt prymitywny. Android wydawał się jedynym logicznym, sensownym wyborem. Wręcz oczywistym. Niestety, parę kolejnych słuchawek na przestrzeni lat przyniosło mi więcej rozczarowań niż radości. Okazało się, że „wszystkoumiejętność” i otwartość Androida to przekleństwo dla takich użytkowników, jak ja. Z większości funkcji najzwyczajniej w świecie nie korzystałem. A każda z nich w jakimś stopniu obciąża sprzęt. W efekcie system ten reagował na polecenia wyjątkowo ospale, potrafił się zamrozić czy zawiesić. Problem był uniwersalny dla praktycznie większości słuchawek. Kiedyś, wieki temu, narzekałem na powolność mojej Nokii N70 (mój pierwszy smartfon!). Była rakietą w porównaniu do Galaxy S. Mówimy tu, rzecz jasna, nie o mocy obliczeniowej, a o płynności interfejsu, czasie ładowania aplikacji, i tak dalej. Na dodatek co telefon, to inne modyfikacje systemu przez producenta. Nie zawsze udane. Często powodujące niestabilność w systemie i chaos w interfejsie. To można by jeszcze poprawić aktualizacjami. Ale i tu, z powodu wyżej wymienionych modyfikacji, pojawiały się problemy.

Gdyby nie Microsoft ze swoim Windows Phone Mango, najprawdopodobniej skończyłbym w stajni Apple’a. Świeżość, wygoda i prostota Metro mnie jednak oczarowały, tak samo, jak jego uroda. Windows Phone ma mnóstwo braków, ale giną w blasku jego zalet. Dlatego też, gdy polecono mi opisać kolejny smartfon z Androidem, westchnąłem ciężko, myśląc, że będę musiał tego używać, by móc to potem rzetelnie „zjechać”. One X mnie jednak bardzo zaskoczył. Ma sporo niedoróbek, nie omieszkam ich tu wymienić, ale po kilkunastu dniach intensywnych testów mogę powiedzieć tylko jedno: to wspaniałe urządzenie! Zacznijmy jednak od początku.

Sprzęt

Telefon jest wielki. Za wielki, jak na mój gust. Mam drobne dłonie, a idealny smartfon dla mnie to taki, którego w łatwy sposób mogę obsłużyć jedną ręką. W One X muszę, niestety, o tym zapomnieć. Da się, ale wymaga to gimnastyki. Telefon mierzy 134,36 x 69,9 x 8,9 mm i waży 130 g. Jak na swoje wymiary jest dość  lekki. Właściwie, to po prostu jest bardzo lekki. To jeden z najlepiej wyważonych telefonów, jakie miałem przyjemność testować. Ważna jest bowiem nie tylko sama masa, ale również jej rozłożenie. Inżynierowie z HTC wykonali świetną robotę. Nagrodą za konieczność noszenia w kieszeni tak dużego urządzenia jest wielki, 4,7-calowy ekran o rozdzielczości 720p. Jakość wykonania to również najwyższa klasa. Plastik, plastik i jeszcze raz plastik, ale wysokiej jakości, świetnie spasowany, nic nie klika, nic nie trzeszczy, a rozmieszczenie portów jest logiczne.

Ekran nie jest AMOLED-owy, co mnie bardzo ucieszyło. Wyjątkowo mi nie odpowiada podkręcanie kolorów, jakie stosują producenci smartfonów z ekranami wykonanymi w tej technologii. Chlubnym wyjątkiem jest tu Nokia, przykładem godnym napiętnowania Samsung, a i tak wzorem do naśladowania jest tu Apple z genialną Retiną. Niestety, HTC bardziej chciał być jak Samsung, niż jak Apple czy Nokia. Mimo iż ekran wykonany jest w technologii Super LCD, kolory są przesycone tak samo, jak w smartfonach Galaxy. Podoba mi się jednak zakrzywione szkło Gorilla. Wygląda to bardzo sexy. To właśnie dlatego zdecydowałem się na zakup Lumii 800 zamiast 900. Telefon wygląda z tym jakoś tak… lepiej. Jeżeli lubisz bardzo niebieski niebieski, bardzo zielony zielony, i tak dalej, w ekranie One X zakochasz się od pierwszego wejrzenia. Jeżeli nie, to i tak będzie dobrze: ostrość obrazu robi duże wrażenie.

Co ciekawe, telefon wyposażony jest w fizyczne przyciski funkcyjne, mimo iż napędza go najnowsza wersja Androida. Google rekomenduje pozbycie się jakichkolwiek przycisków, ale HTC wiedział lepiej. Mi, przyznam szczerze, to odpowiada. Lubię mieć zawsze pod ręką podstawowe funkcje, a One X mi je zapewnia. Android to jeszcze nie MeeGo, które faktycznie genialnie sobie radzi bez przycisków.

HTC udało się upakować jeszcze do telefonu 1,3-megapikselową kamerę do wideorozmów i diodę powiadomień LED, znak rozpoznawczy tej firmy, który uwielbiam. Nie zabrakło też portu microUSB. Doczepiłbym się tylko umiejscowienia przycisku włącznika/blokady. Lokalizacja jest nawet dobra, ale kształt obudowy powoduje, że wciska się go niewygodnie. Do dyspozycji mamy jeszcze port słuchawkowy i port do stacji dokującej, którego możliwości, przyznam szczerze, nie sprawdziłem.

Aparat, patrząc po specyfikacji sprzętowej, powinien wykonywać dobre zdjęcia. 8 megapikseli, F2.0, 28mm, czujnik oświetlenia, lampa błyskowa LED i obsluga nagrywania filmów w HD. Płyta główna urządzenia to prawdziwy potwór. 1,5-gigahercowe, cztery rdzenie Tegry 3, do tego gigabajt pamięci RAM i 32 GB pamięci masowej. Masakra. Fani kart pamięci muszą obejść się smakiem: powoli i Android od nich odchodzi. Nie inaczej jest z One X. Zupełnie mi to nie przeszkadza, ale wiem, że dla niektórych to spory minus. Ja więcej ponarzekałbym na niewymienną baterię. Wkurza też brak dołączonej przejściówki MHL-HDMI, którą można podłączyć do portu USB.

Warto jeszcze wspomnieć o Beats Audio, czyli systemie poprawiania dźwięku. To nic innego, jak dynamiczny korektor dźwięku, ale trzeba przyznać, że to działa. Miłośnicy „czystych” nagrań będą to przeklinać i to zwalczać, ale ja na telefonie słucham muzyki głównie w ruchu. W pociągu, na ulicy, w biegu. Chcę, by brzmiało dobrze, a niekoniecznie „audiofilsko”, bo i tak tego nie wychwycę. Beats Audio powoduje, że w hałaśliwym otoczeniu muzyka brzmi po prostu lepiej.

Oprogramowanie

Myślałem, że tu będę miał używanie, a nieraz zostałem miło zaskoczony. Jak już wspominałem, telefonem zarządza Android Ice Cream Sandwich. Nie musicie się więc obawiać, czy dostaniecie nową edycję Androida do swojego telefonu. Ona już tam jest. Jest za to mocno zmodyfikowana przez HTC.

Muszę przyznać, że od dawien dawna jestem dużym „fanem” (z braku lepszego słowa) Sense’a. Uwielbiałem tę nakładkę jeszcze za czasów Windows Mobile, a także to właśnie dzięki niej Desire błyszczał na tle konkurencji. Z czasem jednak coś zaczęło się w niej psuć. Zamiast praktycznych funkcji zaczęto dodawać nowe ozdobniki, bajery, gradienciki, brokaciki, a szczytem wszystkiego były Desire HD i Sensation, gdzie Sense po prostu potrafił się zawiesić i załadować na nowo. One X, na szczęście, zrywa z tą tradycją.

Interfejs jest śliczny, ale nie jest przeładowany, a całość działa bardzo płynnie. Byłem wielce rozczarowany tym, że Galaxy Nexus, flagowy telefon z „superszybkim” Ice Cream Sandwich dalej potrafił się zaciąć. W One X takie sytuacje się nie zdarzają.

HTC Sense wprowadza bardzo dużo zmian. Ciężko poznać, że to Android 4.0. Mi to jednak nie przeszkadza, póki wszystko działa jak należy. Przypadł mi do gustu sense’owy launcher aplikacji (z jednym małym wyjątkiem, o czym za chwilę) a nawet nieco efekciarskie menu do przełączania aplikacji, które przypomina nieco Cover Flow (będzie proces z Apple? ;-)). Zaryzykuję wręcz, że niektóre rzeczy mają dużo większy sens (Sense?), niż w „czystym” Androidzie. Dla przykładu, widżety na pulpit dodajemy poprzez przytrzymanie na nim palca. Według mnie, to bardziej intuicyjne niż umieszczanie ich w launcherze aplikacji.

Wkurza mnie za to sortowanie aplikacji. Mamy trzy działy: wszystkie aplikacje, te najczęściej używane i te pobrane z Play. Ja wiem, że fajnie jest mieć wybór, ale za każdym razem trafiałem nie do tego działu co trzeba, za każdym razem odnalezienie właściwej ikony zajmowało mi dłuższą chwilę, niż trzeba. Nie podobają mi się też niektóre widżety Sense. Są bardzo funkcjonalne, śliczne i… za duże. Zajmują zbyt wiele pól na pulpitach, co wymusza ciągłe przełączanie się pomiędzy ekranami. Widżety mają służyć do tego, bym mógł po odblokowaniu telefonu od razu widzieć te informacje, które mnie interesują. Live Tiles z Windows Phone pod tym względem pozostają niedoścignione.

HTC od zawsze modyfikował też przeglądarkę wbudowaną w Androida, i zawsze były to rozsądne modyfikacje. W One X mamy łatwe, podręczne menu do wyłączania Flasha i do wymuszania desktopowego trybu witryn internetowych. Mamy też pod ręką tryb przeglądania incognito, aczkolwiek z tej funkcji nigdy nie korzystam. Przeglądarka działa bardzo płynnie, nawet na przeładowanych Flashem witrynach.

Wspaniałym prezentem jest też w pełni darmowe, 25-gigabajtowe konto na Dropbox. Niestety, tylko i wyłącznie na dwa lata, ale i tak pewnie do tego czasu zaczniesz się rozglądać za nowym urządzeniem. Bardzo dobra odpowiedź na SkyDrive.

Nie krzyczałbym jednak, że Android wreszcie został porządnie zoptymalizowany. One X po prostu jest potworem od strony sprzętowej. Tegra 3 i jej 4+1 rdzenie mają co robić. Ważny jest jednak efekt końcowy. A tu One X nie ma się czego wstydzić przed Lumią 800 czy iPhone’em 4S. Żaden inny smartfon z Androidem, z tych które widziałem, bez „garażowych” modyfikacji, nie oferuje tak przyjemnego, płynnego user-experience.

Aparat

Cały czas czekam na czasy, w których kompakt będzie bezsensowym urządzeniem. Niestety, póki co to mrzonki, które dopiero PureView ma szansę zrealizować. Po One X nie spodziewałem się jednak nawet przyzwoitego poziomu. Nawet najlepsze, najwspanialsze smartfony HTC miały beznadziejne aparaty.

One X zrywa z tą smutną tradycją, aczkolwiek mimo przechwałek, trochę mu jeszcze brakuje do liderów rynkowych. Jedno, co robi duże wrażenie, to szybkość pracy aparatu. Potrafi on wykonywać trzy zdjęcia na sekundę, to raz. Dwa, potrafi wykonywać zdjęcia nawet wtedy, gdy trwa nagrywanie filmu 1080p. Zrobiło to na mnie jeszcze większe wrażenie. Bardzo przyzwoicie działają też wszystkie automaty do chwytania ostrości, dopasowywania balansu bieli, i tak dalej. Bardzo mi się też podoba funkcja zdjęć seryjnych: trzymając migawkę możemy wykonać błyskawicznie nawet 99 zdjęć, wybrać te najładniejsze, a reszta jest automatycznie usuwana.

Nie zmienia to jednak faktu, że mogło być lepiej. Aparat w One X spisuje się świetnie pod warunkiem dobrego oświetlenia. Jeśli w takim się nie znajdujemy, to będziemy narzekać. W dobrych warunkach plusuje bardzo dobra ostrość i przyzwoite, nieprzesycone odzworowanie kolorów. Kilka próbnych zdjęć znajdziecie pod tym linkiem.

Bateria, czyli potwór na diecie

Tegra 3, czyli bardzo wydajny procesor.  4,7-calowy ekran HD. No i Android, który przez to, że potrafi tak wiele, pije prąd jak Kowalski wodę na kacu. To powinno działać cztery godziny i się rozładować. Na szczęście nie jest tak źle.

HTC zmodyfikował reguły wielozadaniowości Androida, nieco upodabniając je do tego, co znamy z iPhone’a czy Windows Phone’ów. Aplikacje dużo „chętniej” są usypiane, co może wkurzać „power-userów”, którzy na raz muszą mieć otwartych dziesięć różnych programów i non stop się między nimi przełączać. Tacy goście jak ja, którzy raczej nie przełączają się między więcej, niż trzema aplikacjami, i robią to dość rzadko, różnicy w funkcjonalności nie zauważą. A dzięki temu, One X wytrzymuje mi 12 godzin z ustawioną pełną automatyką, powiadomieniami push, słuchaniem muzyki podczas poruszania się komunikacją miejską, dużą ilością przeglądanego Internetu (zazwyczaj jednak wyłączony Flash) i komunikatorami w tle. To nie jest zjawiskowy wynik, ale biorąc pod uwagę wydajność sprzętu, bardzo solidny. To, co pożera baterię, to gry. Jeżeli planujesz wziąć One X w podróż, by sobie pograć, weź ładowarkę. Telefon potrafi paść nawet po trzech godzinach grania.

Czy przesiądę się na One X z mojej Lumii 800?

Nie. Tym niemniej nie jestem już w tym stanowczy i kategoryczny. Już nie będę szydził z niestabilności Androida. Już nie będę szydził z jego ospałości. Już nie będę szydził z nielogicznego interfejsu. One X pokazał to, w czym Galaxy Nexus zawiódł. To wygodny, dopracowany, bardzo przyjemny w użytkowaniu telefon. Trochę dla mnie za duży, ale to kwestia gustu, niektórzy lubią mieć dużo treści na ekranie.

Czemu się więc nie przesiądę? Z dwóch subiektywnych powodów i jednego obiektywnego. Po pierwsze, estetyka Metro w systemie Windows Phone i aplikacjach po prostu mi się okrutnie podoba. Nic nie poradzę. Kwestia gustu. Sense jest bardzo ładne, ale uwielbiam elegancki minimalizm w Windows Phone. Po drugie, używam usług Microsoftu, w tym Hotmail, SkyDrive, Xbox, Office i tak dalej. Niestety, aplikacje na Androida są do tego kiepskie. Nie jest to wina One X, a Microsoftu. Fakt pozostaje jednak faktem. To są te subiektywne. A ta obiektywna?

Google wykonał dobry krok w Ice Cream Sandwich jeśli chodzi o interfejs. Został on pięknie uporządkowany, a Holo to dość spójna estetyka i pomysł na nawigację. Sense to dalsza seria udoskonaleń w postaci fajnych dodanych aplikacji i usług, które razem tworzą mniej lub bardziej spójny ekosystem. Smartfon to jednak telefon z możliwością rozszerzania jego funkcji o kolejne aplikacje. I tu już zaczynają się schody. Pobierając program na iPhone’a lub Windows Phone’a, mimo iż go nigdy nie używałem, od razu wiem jak najprawdopodobniej się z niego korzysta, a wizualnie jest spójny z całą resztą interfejsu. Na Androidzie tego nie uświadczę. Ja po prostu lubię, jak jest ładnie i intuicyjnie. A na Androidzie mamy pod tym względem śmietnik. Google estetykę Holo „rekomenduje”. Niech nawet by ona była wizualnie rozbieżna z Sense, ale w swoim zakresie spójna. Tymczasem rekomendacje Google każdy ma w nosie. To nie ma miejsca na iTunes App Store czy Windows Phone Marketplace, gdzie aplikacje niepasujące wizualnie do całości i mające niespójny z całością interfejs są odrzucane. Mam nadzieję, że kiedyś w Play będzie taki sam porządek, jak w Ice Cream Sandwich. Póki co jednak podziękuję.

Jeżeli powyższe „zastrzeżenia” ci nie wadzą, jeżeli lubisz duże ekrany, jeżeli nie wkurzają cię przesycone kolory, jeżeli wystarczy ci przyzwoity aparat i nie potrzebujesz wymiennej baterii oraz slotu na kartę pamięci, to One X jest wymarzonym dla ciebie smartfonem. To najlepsze na rynku urządzenie z Androidem i nawet Galaxy S III będzie miał problem z przewyższeniem ilości jego zalet. One X jest po prostu świetny. Miło, że HTC wraca do swojej najwyższej formy, którą swego czasu utracił.

Pomysł i wykonanie sesji zdjęciowej: Małgorzata Zielińska

Maciek Gajewski jest dziennikarzem, współprowadzi dział aktualności na Chip.pl, gdzie również prowadzi swojego autorskiego bloga.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst