Tech

Kickstarter zmienia zasady gry - ma być mniej oszustów, a więcej realnych projektów

Serwis Kickstarter jest kopalnią wiedzy o ciekawych przedsięwzięciach, nowatorskich, często również szalonych, pomysłach pozytywnie zakręconych ludzi. Stanowi też doskonałe forum prezentowania wszelakich nowinek technicznych. Prawda jest też taka, że z popularności oraz teoretycznej łatwości pozyskania pieniędzy od nieznanych nam ludzi korzystać mogą również oszuści. Chcąc w jak największym stopniu uchronić swoich użytkowników serwisu, ten postanowił zmienić swój regulamin.

Po pierwsze w opisie projektu muszą zostać zawarte informacje na temat ryzyka oraz wyzwań, jakim musi sprostać projekt, aby mógł zostać zrealizowany. To, że dany projekt bardzo dobrze wygląda na papierze, nie znaczy, iż osoby go realizujące są w stanie pokonać przeciwności losu i doprowadzić go do końca. Teraz osoby przeznaczające dotację na dany cel, mają być świadome takowych zagrożeń. Ta zmiana to dopiero początek.

Wraz z nowym regulaminem skończą się czasy renderów przedstawiających przyszłe produkty. Zabronione będzie również umieszczanie materiałów przedstawiających symulację działania urządzeń, czy też przebiegu projektu. Od teraz na łamach serwisu mamy oglądać tylko działające prototypy urządzeń lub też wcześniej przeprowadzone inicjatywy, jak sądzę w przypadku projektów kulturalnych, itp.

Skończą się zatem złote czasy dla wizjonerów z pomysłami na kartkach papieru lub na twardych dyskach komputerów. Teraz trzeba będzie samemu zainwestować przynajmniej w prototyp, aby móc ubiegać się o finansowanie. Zasada, że najpierw trzeba włożyć trochę własnej gotówki, aby potem móc wyjąć ją z projektu ze znaczną nadwyżką.

Ostatnią nowością, a w zasadzie ograniczeniem, jest wprowadzenie zasady, że przedsięwzięcia z kategorii „Hardware” oraz „Product Design” mogą oferować uzyskanie przez wspierających tylko jednej sztuki swojego produktu lub, jak zaznaczają twórcy serwisu – jego rozsądnej liczby w przypadku rzeczy, których posiadanie ma sens przy dwóch lub więcej sztukach.

Kickstarter słusznie zauważa, że na początkowym etapie realizacji ufundowanego przez internautów produktu, wyprodukowanie danej rzeczy w hurtowej liczbie może skutecznie spowolnić jego dystrybucję w początkowej fazie nowego biznesu.

Nie ukrywam, że jestem zdania, iż powyższe zmiany są słusznym krokiem ze strony serwisu. Odpowiadają na realne zagrożenia i mają w jak największym stopniu uwiarygodnić twórców projektów oraz zapewnić satysfakcję osobom, które inwestują swoje prywatne pieniądze w przedsięwzięcia.

Jak przytacza przykłady The Verge, z realizacją oraz rzetelnością projektów okazuje się być bardzo róźnie. Opisywana również na łamach Spider’s Web konsola OUYA, jak się okazało szukała również finansowania poza Kickstarterem (a tego zabrania regulamin serwisu). Jak się można domyślić, taka postawa nie spotkała się z zachwytem ani twórców serwisu, ani społeczności.

Kolejnym przykładem jest już niemal kultowy zegarek Pebble, na którego otrzymanie wciąż oczekują osoby, które wsparły projekt – jego produkcja znacznie się opóźnia.

Najbardziej skrajnym przypadkiem wydaje się być przywołany Cam Crate, czyli pojemnik na aparaty cyfrowe – głównie lustrzanki. Jego pomysłodawcy, a w zasadzie jak się później okazało oszuści, zebrali sumę około 24 tysięcy dolarów i tyle ich widziano.

Posunięcia ze strony serwisu nie wzięły się z próżni i mają zarówno logiczny sens oraz przykłady sytuacji na jakie mają być odpowiedzią. Niestety zmiany mogą trochę ograniczyć pojawianie się nowych interesujących projektów. Nie pojawią się osoby z pomysłami na pierwszy rzut oka od „czapy”, przy których wspieraniu część osób nawet nie zadawała sobie pytania, czy dana rzecz jest możliwa do zrealizowania.

Drugi efekt, jaki zmiany w serwisie mogą wywołać, może dotyczyć rozwoju konkurencyjnych platform, gdzie takie ograniczenia nie będą obowiązywały.

Cała sytuacja wydaje się być trochę podobna do opłaty wpisowej w Greenlight, która wynosi 100$. Dla kogoś może to być śmieszna kwota, dla innej osoby może to być suma wprost niewyobrażalna. Wtedy taka osoba będzie szukała innych platform, gdzie będzie chciała kupić internautów swoim pomysłem. W związku z tym warto nie tylko śledzić Kickstartera, ale jeśli jesteśmy spragnieni poznawania ciekawych inicjatyw i inwestowania w nie naszych pieniędzy, musimy rozejrzeć się w koło i odwiedzić m.in. GigFunder, Indiegogo, LuckyAnt czy RocketHub.

źródło: kickstarter.com/blog, The Verge

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst