Tech

World of Warcraft "współwinny zbrodni Andersa Breivika". Czy w Norwegii panuje idiokracja?

309 interakcji
dołącz do dyskusji

Debata o wpływie brutalnych gier trwa już praktycznie równą dekadę. Wszystko zaczęło się od Dooma i Mortal Kombat, i do dziś umilknąć nie chce. Od około dziesięciu lat na rynku pojawiają się gry pełne przemocy i nieodpowiednich treści, przedstawiając je w względnie realistyczny sposób. I to właśnie te gry są winne „szaleństwu” Andersa Breivika. Tak przynajmniej twierdzi oskarżyciel.

Some children died the other day. We fed machines and then we prayed. Puked up and down in morbid faith. You should have seen the ratings that day – śpiewał sarkastycznie Marilyn Manson w utworze „The Nobodies”. To utwór dedykowany mediom, które oskarżyły znanego muzyka i jego zespół o bezpośrednią odpowiedzialność za masakrę w liceum w Columbine. Dwóch uczniów zastrzeliło wtedy dwunastu swoich kolegów, nauczyciela, i jeszcze raniło kolejne 24 osoby. Opinia publiczna nie mogła w to uwierzyć. Nie była w stanie pojąć, że dwóch młodych ludzi może „tak po prostu” wejść do szkoły i zacząć strzelać. Zaczęto szukać kozła ofiarnego i znaleziono łatwy cel: zespół Marilyn Manson, jedna z najbardziej kontrowersyjnych kapel w rockowym mainstreamie, miał „mocnymi” tekstami inspirować do zbrodni. To, że sprawcy masakry nie znali twórczości Mansona mediom zupełnie nie przeszkadzało.

Ten przykład szczególnie utkwił mi w pamięci, bo masakra wydarzyła się na fali popularności płyty Mechanical Animals tegoż zespołu, swoją drogą do dziś uważam ją za genialną, którą nałogowo słuchałem na swoim Walkmanie. Na „naszym”, komputerowym podwórku również łatwo o przykłady. Chodzi tu rzecz jasna o gry wideo. Nie pamiętam, czy to Doom, czy też Mortal Kombat jako pierwsze wstrząsnęły umysłami konserwatywnych rodziców. W tych grach nie było ludzików, które zbierały monety i uciekały przed beczkami rzucanymi przez Wielką Małpę. Tu „ludziki” cięły się piłami mechanicznymi, wyrywały sobie kręgosłupy, a po ekranie fruwały kości, flaki i krew.

W Dooma i Mortal Kombat grałem będąc jeszcze w podstawówce. Skrzywiony psychicznie raczej nie jestem. Rozumiem jednak, że różne dzieci mają różną wrażliwość. Ale właśnie dlatego tego typu gry mają dziś oznaczenie „tylko dla dorosłych”. A dorosły, moim zdaniem, jeśli tylko czeka na bodziec, który go zmotywuje do zbrodni, to i tak go otrzyma. Czy to przez brutalną grę, czy przez bójkę na osiedlu, czy film, czy też po prostu przez przytłaczającą rzeczywistość (polecam film „Upadek” z Michaelem Douglasem).

Mimo to różne grupy społeczne wciąż biją na alarm. W niektórych krajach handel brutalnymi grami wideo jest zakazany. Zgroza. Ale to, o czym dziś się dowiedziałem, spowodowało najpierw nerwowy, pełen niedowierzania chichot, a następnie, po wyjściu z szoku, autentyczne zażenowanie i niepokój. Oskarżyciel Svein Holden uważa, że duży wpływ na „szaleństwo” Andersa Breivika, sprawcę masakry w Norwegii, miała gra World of Warcraft. Uzależniająca, ale względnie niezbyt brutalna gra.

Jednym z możliwych celów gry jest osiągnięcie przez postać gracza rangi Justicara. Breivikowi udało się to po roku grania, tuż przed dokonaniem zbrodni. Co więcej, Breivik twierdzi, że dokonał swojej zbrodni tak, jakby dokonał to honorowy Templariusz Justicar. Widać jasną korelację?

Problem w tym, że Holden może i ma dobrych doradców jeśli chodzi o gry wideo, tak dużo gorszych jeśli chodzi o historię Europy. Justicarowie to tacy „premierzy” w średniowiecznej Szkocji. Templariusze z kolei walczyli ze światem Islamu w średniowiecznej Europie. Breivik, jak powszechnie wiadomo, wymordował dziesiątki osób by zwrócić uwagę Norwegii i Europy na problem islamizacji Starego Kontynentu.

To jednak Holdenowi zupełnie nie przeszkadza w oskarżaniu World of Warcraft i jego uzależniającej natury, za źródło tragedii. Co jeszcze ciekawe, sam zbrodniarz przyznaje, że ćwiczył strzelanie do ludzi na Call of Duty: Modern Warfare 2. Z World of Warcraft ma ona wspólnego tylko wydawcę. Muszę przyznać, że faktycznie jest w tej grze pewna scena, która mrozi krew w żyłach i po której musiałem nieco odpocząć od konsoli. W jednym z interaktywnych przerywników między misjami na chwilę wcielamy się w sprawców fikcyjnej masakry na rosyjskim lotnisku. Jako jeden z zamaskowanych terrorystów strzelamy do setek osób czekających na swój wylot. Ludzie zaczynają uciekać w popłochu, błagać o życie, a gracz i jego wirtualni towarzysze z zimną krwią pakują serię z karabinów w mężczyzn, kobiety, dzieci… Bardzo mocna scena. Z premedytacją. Miała wzbudzić nienawiść wobec wroga (celem gry jest powstrzymanie terrorystów). Ale po kwadransie doszedłem do siebie i grałem dalej, jak gdyby nigdy nic. Jak każdy zdrowy człowiek.

World of Warcraft nie ma tak mocnych scen. Jasne, gra polega głównie na zabijaniu. Ale „brutalność” walk jest nie większa, niż w niejednej kreskówce dla nastolatków. Faktycznie, WoW potrafi uzależnić, co jest udowodnione. Tak jak kawa, papierosy, alkohol, masturbacja czy zupki chińskie. Nie oznacza to jednak, że należy je piętnować. Oznacza to tylko, że są osoby podatne na uzależnienia.

Mam nadzieję, że Breivika spotka taka kara, by otrzeć choć część łez bliskich osób zamordowanych i by inni mu podobni nie poszli w jego ślady. Zdumiewa mnie i szokuje, że to oskarżyciel, a nie obrońca, zrzuca winę na grę wideo. I to w sposób wyjątkowo koślawy, nietrafiony (World of Warcraft? Może jeszcze Super Mario i Zelda?). W mojej ocenie, to jest po prostu skandal. Farsa. Nieporozumienie. Szok. Ignorancja. Panu Holdenowi dedykuję ten oto utwór muzyczny (nie embeduję, bo dużo wulgaryzmów i nieodpowiednich treści, które nie przez każdego z was są mile widziane, co pragnę uszanować). Życzę też mu krótkiej kariery zawodowej.

I mimo iż nie przepadam za grami Blizzarda (twórcy World of Warcraft), mam nadzieję, że znajdą prawne podstawy, by dochodzić odszkodowania za zszargane dobre imię. Gry nie są złe. Problemem są ludzie.

Temat mocno kontrowersyjny, więc pragnę jeszcze na koniec przypomnieć, że każdy z autorów Spider’s Web to jednostka niezależna. Moje poglądy niekoniecznie są tożsame z poglądami reszty szanownej redakcji.  Ilustracja otwierająca autorstwa REUTERS/Fabrizio Bensch.

Maciek Gajewski jest dziennikarzem, współprowadzi dział aktualności na Chip.pl, gdzie również prowadzi swojego autorskiego bloga.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst