REKLAMA

RapidShare broni się przed... piratami

Tego jeszcze nie grali - osławiony serwis RapidShare, swego czasu uważany za jedno z głównych centrów nielegalnego udostępniania filmów, z własnej i nieprzymuszonej woli wprowadził pewne obostrzenia, mające uprzykrzyć życie amatorom pirackich treści i zniechęcić ich do korzystania z RS.

RapidShare broni się przed… piratami
REKLAMA

RapidShare od kilku dni dość poważnie przycina transfer danych dla niezarejestrowanych użytkowników - z ich relacji wynika, że prędkość pobierania danych nie przekracza 30 KB/s. Czyli faktycznie niewiele. Szybko pojawiły się teorię, w myśl których owo obostrzenie jest niczym innym jak podłą próbą zmonetyzowania zwiększonego ruchu. Hipoteza wydawała się całkiem wiarygodna - RapidShare faktycznie ostatnimi czasy odnotował przypływ darmowych użytkowników, którzy rzucili się na niego po zamknięciu Megaupload i kilku innych serwerów hostujących pliki.

REKLAMA

Sprawą postanowił zainteresować się serwis TorrentFreak, który wprost zapytał przedstawicieli RapidShare - odpowiedź przyszła szybko i była... dość zaskakująca. Firma oświadczyła m.in.

Po zamknięciu przez władze Megaupload i samoistnym zawieszeniu działalności przez kilka innych serwisów RapidShare odnotował znaczny wzrost liczby darmowych użytkowników oraz przypadków publikowania treści naruszającej prawa autorskie. Był to dla nas wyraźny sygnał, że w tej sytuacji wielu piratów wybrało nasz serwis do nielegalnego hostowania treści. Dlatego też zdecydowaliśmy się podjąć bolesne, ale skuteczne działania - ograniczyliśmy prędkość pobierania plików dla darmowych użytkowników. Mamy nadzieję, że to uczyni nas serwis bardzo niepopularnym wśród piratów.

REKLAMA

Przedstawiciele RS zasugerowali też, że osoby zainteresowane pobieraniem nielegalnie udostępnionych treści to w znacznej mierze właśnie darmowi użytkownicy - dlatego zniechęcenie ich do korzystania z serwisu powinno w znacznym stopniu rozwiązać problem pojawiania się niepożądanych treści w zasobach RS. Innymi słowy, serwis nie chce mieć nic wspólnego z piratami i od teraz ze 100% oferowanych przez niego możliwości będą mogli korzystać wyłącznie "płatni" użytkownicy.

Wszystkie te działania podejmowane przez operatorów RS są oczywiście jak najbardziej sensowne i zrozumiałe - RapidShare obawia się, że może spotkać go los Megauploadu i robi wszystko co się da, by wymusić na użytkownikach respektowanie regulaminu (który oczywiście zabrania dystrybuowania pirackich treści).

REKLAMA

Ale z drugiej strony, warto zauważyć, że RapidShare robi w tej chwili z własnej inicjatywy dokładnie to, co organizacje antypirackie próbowały na nim wymusić od kilku dobrych lat. Wtedy na samą sugestię wprowadzenia jakichkolwiek ograniczeń, filtrów czy obostrzeń przedstawiciele serwisu reagowali panicznie i ze skrajną niechęcią - tłumacząc, że to ograniczenie wolności, podważanie ich modelu biznesowego i że cała operacja jest absolutnie niewykonalna. Teraz się okazuje, że jak się chce, to się da - jak widać, przypadek Megaupload dał im do myślenia...

Daniel Cieślak
Redaktor
REKLAMA
REKLAMA