"Wojna. Wojna nigdy się nie zmienia" – słowa wypowiadane oryginalnie przez Rona Pearlmana w intrze do gry Fallout jak mało co oddają całą posępność, jaka wiąże się z wszelkimi konfliktami zbrojnymi. Od kilku tygodni po raz kolejny niezmienne prawidła wojny wchodzą do naszych domów i zaglądają do portfeli.
Choć nie da się tego nijak porównać z tragedią cywili, którym pociski codziennie spadają na domy, daleko od działań zbrojnych, na innym kontynencie, płacimy z własnej kieszeni za agresję i imperialistyczne zapędy władców świata. Cierpią i tracą pojedyncze biznesy, ale i całe branże, takie jak transport czy turystyka.
Można by powiedzieć: nie czas malować jaja, gdy płoną szkoły, kościoły i domy.
Jeden z bohaterów powieści "Pieśń o wężowym sercu" pióra Radka Raka stawia trafną diagnozę: "Bitwy są wygrane albo przegrane dla królów, panów i bogów. Taki cham jak ty może co najwyżej przeżyć albo zginąć".
O dziwo (albo i nie) na naszym podwórku debaty na ten temat – jakkolwiek żarliwe i zajadłe – ograniczają się głównie do krajowej mikro skali. Rozmawiamy o cenach na stacjach paliw i o inflacji. Nikt jednak nie wskaże palcem winnego. Jedna strona politycznego sporu obwinia drugą. Wierni akolici gardłują o winie Tuska albo głupocie Nawrockiego. Pieski gryzą się pod stołem, podczas gdy prawdziwi winni siedzą przy nim i liczą hajs.
Efekt motyla, czyli co ma Cypr do Iranu
Reporterska ciekawość zawiodła mnie w ostatnich dniach do dwóch, nieoczywistych na pierwszych rzut oka, miejsc. Pierwsze to port lotniczy w Radomiu. Obiekt ten obsługuje poza sezonem tylko jedno regularne połączenie rejsowe. Nic dziwnego, że nazywane najbardziej bezsensownym lotniskiem w Polsce zarówno z zewnątrz jak i od środka wygląda na opuszczone.
Ale powodem, dla którego obiekt imienia prof. Sołtyka przypomina bardziej cel wypraw fanów urbexu, aniżeli funkcjonujący element infrastruktury, może być też destynacja tego jedynego lotu: Larnaka na Cyprze. To drugie z miejsc.
Maleńki kraj płaci ostatnio wysoką cenę za wojnę toczącą się w Iranie. Po tym jak na brytyjską bazę w Akrotiri spadł dron, prawdopodobnie wystrzelony z terytorium Libanu, Miedziana Wyspa zyskała status niebezpiecznej.
– Bilety kupiłem w grudniu, urlop od dawna wpisany w kalendarz, dowódca wyraził zgodę, a co najważniejsze: obiecałem córce, która czekała na ten wyjazd – tłumaczy mi na pokładzie samolotu Henryk, zawodowy żołnierz.
Szczerze mówiąc nawet go o to nie pytałem. Wielu pasażerów zaczyna rozmowę na ten temat zupełnie naturalnie. Rząd dalej siedzi grupka czterech chłopaków. Wakacje zaplanowali w styczniu. Podobnie jak Henryk sami zaczynają rozmowę o sytuacji na wyspie i o obawach przed podróżą. Zamawiając kolejne napoje, bawią się całkiem dobrze. Aż za dobrze, bo w pewnym momencie obsługa zwraca im stanowczo uwagę.
Dolatujemy 45 minut przed czasem. Pomimo burzy wszystko, łącznie z przejazdem do hotelu przebiega bez najmniejszych problemów. Następnego dnia udajemy się na zwiedzanie miasta i obserwację. Marcowa niedziela wita nas senną atmosferą i pustkami na ulicach. Co prawda w muzeach i w okolicach głównych atrakcji natykamy się na grupki turystów, ale miasto ogólnie wygląda na wyludnione.
Gdy udajemy się na obiad, małżeństwo prowadzące małą restaurację z gyrosem przyjaźnie pyta, skąd przyjechaliśmy. Po chwili dodają: – Nie boicie się tego, co mówią mediach? – pada zza lady.
Boimy się. Oczywiście, że tak. Wystarczyłby jeden głośniejszy, niepokojący dźwięk, żebym narobił w pory. Ale oddaję uśmiech za uśmiech i odpowiadam, że ani trochę. – Przecież u nas w Polsce też spadają drony, a nie powiedziałbym, że jest niebezpiecznie – mówię, naprawdę w to wierząc.
Moja reakcja otwiera drzwi do dalszej rozmowy, w której dowiaduję się, że Sotiris wraz z żoną przeprowadzili się do Larnaki z Salonik 15 lat temu. Jak mówią, od tego momentu jedynym gorszym okresem dla lokalu była pandemia. Tak jak wtedy, tak i teraz liczą głównie na lokalnych klientów. Może jak na niedzielną porę obiadową w środku nie ma tłumów, ale kilka stolików jest zajętych, więc nie narzekają. Poza tym sezon jeszcze się nie zaczął. Może za niedługo wszystko się uspokoi.
Niebo (nie) wali nam się na głowy!
Rząd Republiki Cypru obiera jednak bardziej długoterminową perspektywę. Miesiąc po ataku USA i Izraela na Iran Nikozja liczy straty i podejmuje kroki, by ulżyć mieszkańcom w kryzysie. Spadek liczby turystów to nie jedyny problem kraju. We znaki Cypryjczykom dają się także ceny energii elektrycznej. Jak podaje Reuters rząd obniżył 19-procentowy podatek VAT na prąd najpierw do 9, a potem do 5 proc. Niższa stawka ma obowiązywać aż do marca 2027.
Co więcej premier podjął decyzję o wsparciu finansowym dla branży turystycznej z budżetu państwa. Podatnicy cypryjscy pokryją 30 proc. wynagrodzenia osób zatrudnionych w tym sektorze. To jeśli chodzi o południe. Jak wygląda sytuacja na północy, w części okupowanej od dekad przez Turcję? Tego nie wie nikt, gdyż rzadko kiedy dochodzą stamtąd jakiekolwiek wieści.
Mieszkańcy wyspy za kryzys mogą podziękować nie tylko duetowi Trump i Netanjahu, który rozpętał bezsensowną, krwawą i obrzydliwie kosztowną wojnę. Za odwołane wakacje i spadek przychodów z turystyki winę ponoszą także duże media informacyjne. Gdy tylko dotarła do nas wieść o dronie w Akrotiri i chwilowej ewakuacji lotniska w Pafos, polskie serwisy informacyjne poczuły krew i rozpoczęły festiwal nakręcania spirali paniki. W stylu, o którym pisał niedawno Mariusz Szczygieł, używając prostackich technik, dramatycznych nagłówków i dużych napisów z wykrzyknikami na czerwonym tle, donosiły o tym, że właściwie nic się nie dzieje.
Szczytem przesady były komentarze aspirujących bieda-ekspertów, którzy niczym szamani AI zwietrzyli szansę na zaistnienie i bez większej refleksji dołączyli do tego przedstawienia, podbijając bębenek strachu i dając złote rady na łamach zasięgowych serwisów. Lata mijają a model “albo clickbait, albo żebry” nadal ma się w najlepsze.
Tymczasem przez cały czas trwania naszej wizyty nie ma żadnego powodu do niepokoju. Doznania zmienia nieco wizyta na lotnisku przy okazji lotu powrotnego z Cypru: złowieszcze, czerwone komunikaty o odwołanych połączeniach na tablicach informacyjnych robią wrażenie. Wyspa jest jednym z przystanków przesiadkowych pomiędzy Bliskim Wschodem z kontynentalną Europą, toteż jedna trzecia lotów pasażerskich łączy Larnakę z Izraelem, Libanem, Jordanią czy Emiratami. Teraz prawie wszystkie mają adnotację CANCELLED.
Sam port jest pusty. Naprawdę pusty. Puste korytarze, puste całe rzędy siedzeń. Nie jest to co prawda największy i najbardziej uczęszczany hub na świecie, ale kiedy byłem tu ostatnim razem (także poza sezonem), miejsce to pękało w szwach. Dzisiaj bardziej przypomina lotnisko w Radomiu niż samo siebie.
Nadstaw tyłek i wyjmij dolara dla Wuja Sama
Wróćmy jednak ze słonecznej Wyspy Miłości do szarych, polskich blokowisk, gdzie również i my dostajemy po tyłku przez imperialne aspiracje samozwańczych autokratów. Ceny paliw to najwyraźniej widoczne szkody uboczne wojny Iranie. Ale nie jedyne. Tylko w pierwszym tygodniu konfliktu, w okresie od 2 do 6 marca, średnie ceny energii w Europie wzrosły prawie o 50 proc., z 31 do 45 euro za megawatogodzinę.
Na rynkach panuje niepewność, co tradycyjnie daje pole do popisu spekulantom. W ostatnim miesiącu na wartości straciło złoto oraz akcje PKO BP, PZU czy KGHM. Już widzimy wzrost inflacji. Obniżenie akcyzy i VAT na paliwo przez polski rząd obetnie wpływy do budżetu o 1,6 mld złotych – o ile potrwa tylko jeden miesiąc, tak, jak założono.
Co jest w tym najdziwniejsze? Wszyscy widzimy, co się dzieje, liczymy pieniądze, ale nikt nie ma odwagi wskazać palcem winnego zamieszania. Ceny na stacjach paliw nie rosną przez przypadek. To nie efekt niezależnej od nas klęski żywiołowej. To nie trzęsienie ziemi ani powódź spowodowały kryzys.
To USA i Izrael w pełni świadomie bombardują kolejny kraj. A ten, w zupełnie logicznej i racjonalnej reakcji, odpowiada rakietami i swoimi bombami. Na tylnym siedzeniu tego wehikułu destrukcji siedzą politycy, chciwe korporacje i ci wszyscy, którzy potrafią szybko nabić kabzę na inwestycyjnej huśtawce. Gdy paliwo jest aktywem, gra na wysokie ceny jest bardzo opłacalna.
Szaleńczy taniec na trumpolinie, o którym pisaliśmy przy okazji podsumowania pierwszego roku drugiej kadencji obecnego prezydenta Stanów Zjednoczonych trwa dalej. Wtedy, w połowie stycznia, ostrzegaliśmy, że za niedługo wszyscy będziemy od tego wymiotować. Dziś, na początku kwietnia polityka wielkiego hazardu trwa w najlepsze i właśnie zaczyna nam się powoli ulewać. Słowa Tuwima z wiersza Do prostego człowieka o tym, że gdy tylko brzuchatym królom coś nie sztymuje w bankach, wysyłają swój lud do walki, wracają z pełną mocą.
Czy w takiej sytuacji ktoś wyciągnął palucha, wykręcił numer do Białego Domu i krzyknął: "Pan się ogarnie!"? Nie bardzo. Kładziemy uszy po sobie. Pijany ojciec wpadł do domu, potłukł talerze, wylał zupę, zesrał się na dywan, przewrócił szafę, podbił oko mamie, złamał rękę córce, a my sprzątamy w ciszy. Jak w dziecięcej rymowance: spuszczamy majtki w dół i kładziemy pieniądze na stół.
A propos imperialnych aspiracji samozwańczych autokratów przypomina to do złudzenia tchórzliwe zawodzenia prokremlowskich pieniaczy. Tych, którzy po pełnoskalowej zbrojnej napaści Rosji na Ukrainę kopiowali putinowski przekaz dnia, powtarzając jak mantrę: to nie nasza wojna.
Nasza. Chociażby właśnie dlatego, że płacimy za nią każdego dnia. I tylko dzięki bohaterom z Ukrainy to wciąż jedyna cena, jaką ponosimy.
Starym zwyczajem jesteśmy bitym krajem
Znacie zabawę w tłuczenie jaja? To zapomniana już dziś wielkanocna zabawa polegająca na tym, że dwie osoby biorą w dłonie pisanki i uderzają je o siebie, aż któraś pęknie. Wygrywa ten, którego jajko wytrzyma. Stąd też powiedzenie: "staropolskim zwyczajem stuknijmy się jajem". Wincenty Kadłubek w swoich zapiskach z XIII wieku nawiązywał do tej rozrywki i wypominał Polakom, że "traktują swoich panów jak te malowane jajka". Czyli tłuką, gdy tylko nadarzy się okazja. Dzisiaj wygląda na to, że role się odwróciły.
Kiedyś, zagrywając się w Civilization V, zdarzało mi się z nudów zaatakować sąsiednie państwo. Zawsze myślałem wtedy, że przerażającym byłbym świat, w którym ktokolwiek, kto ma władzę, mógłby działać tak lekkomyślnie. A tu proszę bardzo. Rzeczywistość jak zwykle zaskoczyła mnie negatywnie.
Mijają tysiąclecia, a sentencja Horacego nadal jest w mocy: płacimy za czyny naszych królów. Nie powinno być najmniejszej zgody na to, co robił zbrodniczy reżim w Teheranie Iran. Ale nie ma też żadnego wyższego celu, który usprawiedliwia mordowanie cywilnej ludności. Pamiętamy przecież Irak i opowieści o broni biologicznej, która nigdy się nie odnalazła.
I tak wchodzimy w kolejną Wielkanoc, najstarsze i najważniejsze święto chrześcijaństwa, czas nadziei, odrodzenia i zwycięstwa dobra nad złem. Z trwogą. A przynajmniej z niepewnością. Z poczuciem, że świat znowu trzyma w dłoni dwa jajka i znowu sprawdza, które pęknie. I że w tej zabawie nikt nie pyta nas o zgodę.
A jednak, mimo wszystko, życzę spokoju. I pokoju. Bo naprawdę nam się należy. Wreszcie.
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-04-03T11:23:34+02:00
Aktualizacja: 2026-04-03T10:23:01+02:00
Aktualizacja: 2026-04-03T09:46:25+02:00
Aktualizacja: 2026-04-03T08:42:37+02:00
Aktualizacja: 2026-04-03T08:16:35+02:00
Aktualizacja: 2026-04-03T08:03:04+02:00
Aktualizacja: 2026-04-03T07:41:06+02:00
Aktualizacja: 2026-04-03T07:00:00+02:00
Aktualizacja: 2026-04-03T06:20:00+02:00
Aktualizacja: 2026-04-03T06:15:00+02:00
Aktualizacja: 2026-04-03T06:10:00+02:00
Aktualizacja: 2026-04-03T06:05:00+02:00
Aktualizacja: 2026-04-03T06:01:00+02:00
Aktualizacja: 2026-04-02T20:23:10+02:00
Aktualizacja: 2026-04-02T20:18:22+02:00
Aktualizacja: 2026-04-02T20:09:15+02:00
Aktualizacja: 2026-04-02T19:32:40+02:00
Aktualizacja: 2026-04-02T19:18:19+02:00
Aktualizacja: 2026-04-02T19:17:02+02:00
Aktualizacja: 2026-04-02T19:06:20+02:00
Aktualizacja: 2026-04-02T18:57:17+02:00
Aktualizacja: 2026-04-02T18:53:51+02:00
Aktualizacja: 2026-04-02T17:10:05+02:00
Aktualizacja: 2026-04-02T16:58:10+02:00
Aktualizacja: 2026-04-02T16:55:07+02:00
Aktualizacja: 2026-04-02T16:51:35+02:00
Aktualizacja: 2026-04-02T16:38:19+02:00
Aktualizacja: 2026-04-02T16:29:26+02:00
Aktualizacja: 2026-04-02T16:24:09+02:00
Aktualizacja: 2026-04-02T16:15:49+02:00
Aktualizacja: 2026-04-02T16:12:16+02:00
Aktualizacja: 2026-04-02T15:26:07+02:00
Aktualizacja: 2026-04-02T13:40:17+02:00
Aktualizacja: 2026-04-02T13:19:04+02:00
Aktualizacja: 2026-04-02T12:47:30+02:00
Aktualizacja: 2026-04-02T11:59:34+02:00
Aktualizacja: 2026-04-02T11:36:27+02:00
Aktualizacja: 2026-04-02T10:35:01+02:00
Aktualizacja: 2026-04-02T10:12:21+02:00
Aktualizacja: 2026-04-02T09:40:04+02:00