Każde pokolenia ma swoje telezakupy. Młodzi nabierają się na te same triki
Kiedyś skręcało mnie, gdy widziałem, jak Klaudiusz z Big Brothera próbuje wcisnąć mi młynek do lodu, a dzisiaj dowiedziałem się, że moda na telezakupy wraca. Wszystko podlane zetkowym sosem, od którego robi się niedobrze.

W latach 2000. Polacy zakochali się w telezakupach. Powstał nawet specjalny kanał telewizyjny, gdzie praktycznie przez całą dobę emitowano materiały, które miały zachęcić do chwycenia telefonu w dłoń i kupna lepszej rzeczywistości. Specjalne garnki, które wręcz same gotowały, blendery, które mieliły lód, masażery do stóp czy kołdry z magicznych włókien. Materiały udawały rzetelne testy, widzieliśmy jak opłacani aktorzy męczą się z prozaicznymi czynnościami, a remedium na ich walkę były cudowne produkty.
Cały mechanizm telezakupów jest w gruncie rzeczy banalny. Materiał ma za zadanie wykreować w widzach nagłą potrzebę kupna produktu. Stosowano banalne triki marketingowe, które są popularne wszędzie. Specjalne ceny na czas emisji, poczucie ulotności okazji, które miały popychać do szybkiego zakupu. Dzisiaj mówimy o tym jako FOMO. Telezakupy doskonale pokazywały problem - np. brudne fugi w łazience, frustrację z tym związaną, w sposób, który przypominał prawdziwe sytuacje, a następnie prezentowały jego rozwiązanie - magiczna parownica, która sprawia, że fugi znów są piękne.
Uśmiechnięci prezenterzy i zwykli użytkownicy, (którzy oczywiście otrzymywali wynagrodzenie), mieli wzbudzić w widzach poczucie rzetelności, bezpieczeństwa. Prezentacje były uproszczone, żeby oglądający nie był przytłoczony nadmiarem informacji. Nie musiał znać danych technicznych, ważne żeby widział skuteczność urządzenia. Instrukcje zakupów były proste, a do tego wszystko podlane dynamicznym montażem.
Szał na telezakupy z czasem minął. Widzowie zauważyli, że są robieni na szaro, że przepłacają, a magiczne produkty wcale nie działają tak dobrze. Do dzisiaj pamiętam pajączka, czyli szelki, które miały sprawić, że przestaniecie się garbić. Ten produkt był idealnie skrojony pod rodzący się popyt na komputery, na rewolucję, która dotarła pod strzechy. Wcale nie poprawiały postawy, ale widzowie mogli zobaczyć, że to jest skuteczne, bo tak mówił aktor przebrany za lekarza.
Telezakupy stawały się passe, zaczęliśmy kupować w internecie, więc siłą rzeczy mieliśmy dostęp do większej bazy produktów i w większości rzetelnych testów. Echa telezakupów zostały z nami do dzisiaj, w końcu mamy live'y sprzedażowe, tak popularne na platformach społecznościowych. Sam znam jedną osobę, która zlikwidowała swój fizyczny sklep z ubraniami, żeby w całości przenieść się do internetu, bo zasięg był większy, a koszt prowadzenia działalności niższy.
Zapewne cały czas zastanawiacie się, o co mi w ogóle chodzi. Otóż właśnie zobaczyłem, że telezakupy wracają, ale tym razem skierowane są do młodszej widowni, a ze stacji telewizyjnej trafiły do internetu. Zachwalane są jako nowość, jako odpowiedź na nowoczesne czasy. Tymczasem okazuje się, że wszystko już było moi drodzy, wszystko.
Telezakupy wracają. Młode pokolenia ma internetowe Mango TV
Zobaczcie ten materiał:
Abstrahując od niebezpiecznej dla zdrowia dawki cringe'u, to mamy telezakupy, ale w wersji dla młodszego pokolenia, z bohaterami odpowiednimi do jego wieku. Dwójka na nagraniu to streamerzy, wasi młodsi koledzy bez problemu ich rozpoznają, ja musiałem się posiłkować internetem. Okazuje się, że to nie jest pierwsza liga, bardziej trzecia, ot przebrzmiała chwała. Reklamują chińskie produkty dostępne na AliExpress, ale tu nie ma żadnej magii jak u Klaudiusza, nie ma scenariusza, mądrego przesłania, technik manipulacyjnych. Jest totalna amatorka, która podobno lepiej trafia do młodych. Wiecie co jest najgorsze?
Wszyscy śmieją się z boomerów z początków internetu w Polsce, a okazuje się, że młodzi są tacy sami, ulegają tej samej magii zakupów. Apogeum takiego cringe'u przeżyjemy już od 15 czerwca, gdy ruszy w Polsce TikTok Shop. Wtedy każdy twórca z odpowiednim zasięgiem będzie mógł reklamować i sprzedawać produkty w sklepie marki, a w nagrodę dostanie sutą prowizję. Zobaczymy zalew takich treści, testów odkurzacza przeprowadzonych w taki sposób, że gdybym ja tak zrobił, to producent wysłałby marketingowca, żeby mi za pomocą kabla wytłumaczył, jak się odkurza. Podsumuję to za pomoca gifa.
Mamy przerąbane
Nasze babcie przelewają pieniądze na inwestycje w krypto i fałszywych wnuczków. Nasze matki słuchają piosenek wygenerowanych w AI, od których coś pęka w duszy, a nasze młodsze rodzeństwo będzie kupować rzeczy po obejrzeniu takich streamów. Nie ma dla nas ratunku.



















