Zakupy stają się absurdem. Amazon zmyśla towary i ci je proponuje
Amazon właśnie postanowił, że kiedy wpiszesz w wyszukiwarkę „niebieska sukienka w kratkę”, pokaże ci kiecki, które nie istnieją. Tak, dobrze czytasz.

Największy sklep internetowy świata uznał, że najlepszym sposobem na ułatwienie zakupów jest generowanie syntetycznych, AI‑owych wizualizacji produktów, które mają jedynie naprowadzać cię na właściwy trop. Pomysł tyleż ciekawy, co kontrowersyjny - to jedno z bardziej „wątpliwych” zastosowań AI w e‑commerce.
Amazon wymyśla produkty, żebyś znalazł te prawdziwe
Nowa funkcja działa w obrębie aplikacji Amazona, póki co wyłącznie na rynku amerykańskim. Gdy wpisujesz zapytanie to pod podpowiedziami wyszukiwarki pojawiają się wygenerowane przez AI obrazy produktów, które mogłyby odpowiadać temu, czego szukasz. Przykład? Wpisujesz „niebieska sukienka w kratkę” - a aplikacja wyświetla kilka wariantów sukienek: z krótkim rękawem, z długim, różne długości, różne kroje. Klikasz tę, która najbardziej odpowiada twojej wizji, a Amazon przekierowuje cię do wyników wyszukiwania z prawdziwymi produktami w podobnym stylu.

Czytaj też:
Amazon sam podaje przykłady: ktoś chce „bluzkę z kołnierzem, ale nie takim zwykłym, tylko… no… takim szerokim”, a słowo „golf” nie przychodzi do głowy. Albo szuka mebla „takiego plecionego”, ale nie pamięta, że chodzi o „wiklinę”. Tyle że Amazon ma już miliony zdjęć prawdziwych produktów. I właśnie dlatego krytycy pytają: po co tworzyć fikcyjne?
To może wprowadzać w błąd
Ryzyko wydaje się oczywiste: użytkownik może pomyśleć, że ogląda realny produkt, dostępny do kupienia. Kliknie, a tam… nic takiego nie ma. To nie tylko rozczarowujące, ale też potencjalnie podkopuje zaufanie do platformy. W końcu Amazon to nie Pinterest ani Midjourney - ludzie wchodzą tam po rzeczy, które chcą kupić, a nie po inspiracje z katalogu marzeń.
W dodatku Amazon nie pierwszy raz eksperymentuje z AI w sposób, który balansuje między użytecznością a dziwactwem. W ostatnich miesiącach pojawiły się m.in.:
- AI‑owe podsumowania recenzji, które faktycznie bywają pomocne,
- „podcastowe” streszczenia opisów produktów, czytane przez syntetycznych ekspertów,
- generowane przez AI „shoppable collages”, czyli kolaże stylów,
- Amazon Lens Live - funkcja skanująca obiekty kamerą i szukająca podobnych produktów,
- możliwość dodawania tekstu do wyszukiwania wizualnego,
- widżet wyszukiwania wizualnego na ekranie blokady iPhone’a,
- a ostatnio także zastąpienie chatbota Rufus nową funkcją Alexa for Shopping, która pozwala zadawać pytania zakupowe głosem lub tekstem.
Widać więc wyraźnie, że Amazon idzie w kierunku „AI everywhere”. Pytanie tylko, czy zawsze z sensem.
Dlaczego Amazon to robi? Bo opisanie rzeczy słowami to trudna sztuka
Z perspektywy Amazona sprawa jest prosta: ludzie często wiedzą, czego chcą, ale nie potrafią tego nazwać. W e‑commerce to realny problem. Wystarczy przypomnieć sobie sytuację, gdy próbujesz znaleźć „taką lampę, co widziałem na Instagramie, taką… no… z takim kloszem… no wiesz, taką…”.

Generatywna AI ma pełnić rolę tłumacza między twoją wizją a katalogiem produktów. Amazon traktuje te syntetyczne obrazy jako „kotwice wizualne”, które pomagają doprecyzować intencję użytkownika. Gdy klikniesz obrazek to algorytm wie już, czego mniej więcej szukasz - i może zawęzić wyniki do realnych produktów o podobnych cechach. Funkcja na razie działa tylko w kategoriach odzieży i wyposażenia domu.
Ale czy to naprawdę dobry pomysł?
Tu zaczyna się felietonowa część historii. Bo choć idea brzmi logicznie, to jednak trudno nie odnieść wrażenia, że Amazon trochę przesadza z wpychaniem AI wszędzie, gdzie się da. Wyszukiwarka, która generuje fikcyjne produkty, to rozwiązanie, które łatwo może zostać odebrane jako sztuka dla sztuki.
Czy to się przyjmie? Trudno powiedzieć. Tym niemniej trudno nie zwrócić uwagi na pewnego rodzaju absurd. My, użytkownicy, będziemy musieli nauczyć się odróżniać prawdziwe produkty od tych, które istnieją tylko w wyobraźni modelu. A wszystko po to, byśmy dłużej przeglądali półki sklepowe. Kupuj, konsumuj, wydawaj. Nawet jeżeli to nie ma większego sensu dla nikogo poza akcjonariuszami wielkich firm technologicznych.



















