Na początek krótki, prosty quiz.
Kto wypowiedział słowa: "Jeśli zostanę prezydentem, zakończę wojnę w Ukrainie w 24 godziny"?
A) Twój wujek po paru głębszych przy świątecznym stole
B) Donald Trump, tuż przed objęciem urzędu prezydenta Stanów Zjednoczonych po raz drugi
Kto dziś jeszcze pamięta tę i inne buńczuczne obietnice – choćby zapowiadany ban na TikToka – wygłaszane przez Trumpa z awanturniczą swadą?
A kto kojarzy fakty takie jak ułaskawienie niemal 1600 osób oskarżonych w związku z atakiem na Kapitol w styczniu 2021 roku, pokazywanie środkowego palca Kanadzie, losowe cła na francuskie wina, próby zmiany nazwy Zatoki Meksykańskiej czy zawieszenie finansowania organizacji pomocowych z programu USAID?
Prawdopodobnie nikt. I nie ma w tym ani krzty przypadku.
Działania 47. administracji Białego Domu do złudzenia przypominają mechanizm znany nam aż za dobrze z platform społecznościowych. Bombardują świat – nie tylko w sensie dosłownym (tylko w 2025 roku USA zaatakowały 9 krajów!), ale i metaforycznym – wściekłymi seriami szokujących newsów o ekstremalnie wysokim ładunku emocjonalnym. Zapewniają ciągły dopływ dopaminy: treści o krótkim terminie przydatności do spożycia. Zalewają tematami zastępczymi, o których zapominamy po kilku dniach, bo w ich miejsce natychmiast pojawiają się kolejne.
Wszystko to opakowane językiem agresji i retoryką przemocy. Czyli dokładnie tym, co od lat obserwujemy w social mediach.
Imię jego: czterdzieści i siedem
Liczba porządkowa kadencji obecnego gospodarza Białego Domu przywodzi na myśl pierwszą odsłonę serii "Hitman" – gry o bezimiennym zabójcy, do którego zwracano się numerem kodowym 47. Ta paralela sięga dalej. W eliminowaniu niewygodnych przeciwników Trump nie ma sobie równych. Ci, którzy jeszcze żyją, powinni być – cytując jego kapciowego, J.D. Vance’a – wdzięczni. Bo przecież, jak głosi klasyczny dowcip o innym autorytaryście, mógł zabić.
Jeszcze większą skuteczność herszt MAGA osiąga jednak w zdobywaniu punktów w konkursie na rozgłos i rozpoznawalność.
W czasach prehistorii internetu – gdy pisaliśmy jeszcze "Internet" wielką literą, czyli jakieś piętnaście lat temu – królował mem o Pudzianie wyskakującym z lodówki. Było go w mediach tak dużo, że internetowa społeczność ukuła żart, iż można spotkać go nawet we własnej kuchni, sięgając po sałatę.
"Och, słodkie dziecię lata" – chciałoby się dziś sparafrazować "Grę o tron". Jakże byliśmy nieświadomi tego, co miało nadejść. Wraz z socialmediowymi mechanikami, desperacko adaptowanymi także przez tradycyjne media, przeładowywanie do porzygu postacią akurat będącą na topie stało się normą.
Trump powiedział to.
Trump obiecał tamto.
Trump potępił tego, pochwalił tę.
Trump się żachnął, Trump uczestniczył, Trump zorganizował.
Trump się zdenerwował, Trump krzyknął, Trump pogroził, Trump odwołał.
Trump zaprzeczył.
Trump pierdnął.
Trump, Trumpa, Trumpowi.
Trumpizm. Trumpistowski. Trumpowski.
W ciągu roku infosfera zamieniła się w istną trumpolinę. Każdy może to sprawdzić empirycznie: policzyć, ile razy w ciągu jednego dnia – albo choćby tygodnia – natrafia na news, komentarz czy wrzutkę związaną z prezydentem Stanów Zjednoczonych.
I to właśnie jest jego największy sukces.
W ciągu roku infosfera zamieniła się w istną trumpolinę. Każdy może to sprawdzić empirycznie: policzyć, ile razy w ciągu jednego dnia – albo choćby tygodnia – natrafia na news, komentarz czy wrzutkę związaną z prezydentem Stanów Zjednoczonych. Ilustracja: shutterstock / TheBlackRhino
Król, który myśli jak piłka
Spin doktorzy Trumpa, a może i on sam, zachowują się tak, jakby wzięli sobie do serca radę z polskiego komiksu Wilq Superbohater: "Jeśli chcesz grać w piłkę, musisz myśleć jak piłka". Jeśli chcesz rządzić ludźmi, musisz dać im dokładnie to, czego chcą. I jeszcze głupiej, z jeszcze z większym funem.
Dziś długie, dyplomatyczne wywody, stonowane przekazy i konsekwentne strategie komunikacyjne są po prostu zbyt nudne. I zbyt trudne. Nie przebijają się. Nie grzeją.
Tresowani latami przez dark patterns technologicznych gigantów, chcemy być nieustannie rażeni odpowiednią dawką prądu. Nie interesuje nas konsekwencja ani dowożenie obietnic. Wiemy przecież od dawna, że ekscytujące njusy działają jak narkotyk: uzależniają, wciągają w spiralę konsumpcji informacji o wojnach, katastrofach, wypadkach i tragicznych śmierciach.
To, co Trump powiedział wczoraj, nie ma żadnego znaczenia, bo dziś napada na kolejny kraj. Wystarczył tydzień, by temat Wenezueli zupełnie wystygł. Teraz grzeją Grenlandia i Iran. O Ukrainie zapomnieliśmy. Chyba że Donald Trump znowu powie, że "dzwoni do Putina" i "kończy wojnę".
Nie skończy oczywiście. Bo to oznaczałoby śmierć doskonałego tematu, którym można grzać, gdy inne zawodzą. Bardziej opłaca się śmierć kolejnych ukraińskich żołnierzy, matek i dzieci.
Buddyzm porównuje ludzki umysł do małpy nieustannie żądlonej przez skorpiona. Według tej metafory nasza głowa, niczym rozjuszony makak, szamocze się, wije i skacze z gałęzi na gałąź. Rozedrganie i niepokój są dla nas stanem naturalnym. Spokój wymaga wysiłku. A komu dziś chce się pracować – zwłaszcza gdy GPT przejmuje część obowiązków i zdejmuje z nas ciężar myślenia?
Od dwunastu miesięcy nasze małpie umysły oglądają więc występ Małpiego Króla. Z rozdziawionymi gębami. Zachwycone, pijane z radości. Komentują, krytykują, analizują, rozbijają enigmatyczne komunikaty na czynniki pierwsze i dywagują nad jego rzekomymi szachami 7D.
Mówić Trumpem
Już ponad dwie dekady temu poznaliśmy zjawisko rezonansu medialnego. To, że twoi znajomi z pracy albo krewni zaczynają używać w rozmowach dokładnie tych samych słów, które słyszą w telewizji, ma solidne naukowe podstawy. Długotrwała ekspozycja na przekaz medialny sprawia, że zaczynamy go bezrefleksyjnie powtarzać. Jak dzieci. Albo papugi.
Dziś jesteśmy jednak poziom wyżej. Czy nie macie wrażenia, że zarówno słowo pisane, jak i mówione staje się coraz bardziej mechaniczne?
To nie wrażenie. W połowie ubiegłego roku zespół z Instytutu Maxa Plancka w Berlinie opublikował badanie pokazujące, że część z nas zaczyna mówić jak ChatGPT. Nie chodzi wyłącznie o plagę absurdalnie długich myślników czy nadmiar dziwnych cudzysłowów w generycznych tekstach.
Badacze dowodzą, że ludzie na całym świecie zaczynają spontanicznie nadużywać konkretnych słów – tych, które najczęściej pojawiają się w treściach generowanych przez GPT.
Ponieważ OpenAI wyoutsourcował proces trenowania modelu do krajów, gdzie pracownikom płaci się równowartość szklanki wody za godzinę (między innymi do Nigerii), model przejął lokalne maniery językowe. Efekt? Użytkownicy zaczęli je imitować.
W angielskim są to słowa takie jak delve, meticulous czy inquiry. W polskim chociażby wszechobecne dziś "odzwierciedlać". Z kim przestajesz, takim się stajesz.
Analogiczny proces zachodzi w mediosferze. Wystarczyło kilka lat powszechnego użycia AI, by część z nas zaczęła myśleć, mówić i pisać jak LLM. Wystarczył jeden rok, byśmy zaczęli mówić Trumpem.
Mainstreamowe media podchwytują każde zdanie wypowiedziane przez wielkiego wodza i niosą je w świat, bo to woda na ich coraz bardziej rdzewiejące młyny. Algorytmy sociali robią swoje, wypychając trumpopochodny content.
Co gorsza, język obecnej administracji USA przenika do powszechnego użytku nie tylko jako treść, ale i jako forma. Uczestnicy scen politycznych przejmują trumpowską retorykę agresji i przemocy, widząc, że działa. Władze na Starym Kontynencie coraz śmielej flirtują ze środowiskami otwarcie hołubiącymi Trumpowi.
Lewicujący publicyści z kolei produkują tony oburzonych analiz, opisując, jak bardzo są oburzeni – jednocześnie idealnie smarując tryby tej samej maszyny. Sam, bijąc się w pierś, przyznaję: tym tekstem dokładam swoją cegiełkę. Pierwszy i ostatni raz. Obiecuję.
Oddam prawdę za władzę
Styczeń 2026 to także pierwsza rocznica symbolicznego hołdu lennego, jaki technologiczni baronowie Doliny Krzemowej złożyli Donaldowi Trumpowi. Ustawili się w kolejce po łaskę. Gesty lojalności były skrupulatnie rejestrowane, a prezesi wielkich firm prześcigali się w deklaracjach finansowego wsparcia nowej administracji. Każdy król potrzebuje dworu.
Jednym z najbardziej czytelnych sygnałów tej nowej uległości była decyzja Marka Zuckerberga o wycofaniu fact-checkingu z Facebooka i Instagrama. Szef Mety sięgnął po dobrze znane słowa-wytrychy: "cenzura" i "wolność słowa". Narracja skrojona idealnie pod trumpowski gust.
Problem w tym, że ta „wolność słowa” w praktyce oznacza dezinformację, falę oszustw (na których Facebook zresztą zarabia niemałe pieniądze), hejt i przemoc werbalną. Owa rzekoma „cenzura” była w ogromnej większości efektem pracy niezależnych organizacji fact-checkingowych, które po prostu oznaczały kłamstwa i manipulacje jako wprowadzające w błąd.
Nikt masowo nie usuwał treści. Nikt nie kneblował opinii. Próbowano jedynie chronić użytkowników – także tych najmłodszych – przed jawnie fałszywymi informacjami.
Dwanaście miesięcy później skutki są oczywiste. Facebook i Instagram stały się przestrzenią, w której dezinformacja pleni się bez przeszkód. Doskonale odnajdują się w niej ci, którzy z siania propagandy uczynili zawód. Między innymi dzięki zakończeniu współpracy z fact-checkerami rok 2025 był rokiem, w którym Rosja wygrała swoją najważniejszą wojnę: wojnę o informację.
W 2026 wchodzimy z mediami społecznościowymi zaprojektowanymi tak, by ugłaskać Trumpa. Dostał to, czego chciał: spokój regulacyjny i polityczną przychylność. Użytkownicy dostali coś innego.
Informacyjny śmietnik.
Trump nie potrzebuje planu pięcioletniego ani długofalowej wizji rozwoju. Wystarcza mu agenda na dziś i jutro. Najlepiej taka, która wywoła awanturę i skutecznie przykryje wczorajszą. Ilustracja: shutterstock / TheBlackRhino
Zachód sika w majtki, Wschód wchodzi tylnymi drzwiami
Podczas gdy my od roku żyjemy spektaklem z Donaldem Juniorem w roli głównej, u największego rywala Stanów Zjednoczonych i Europy właśnie dobiega końca rok Drewnianego Węża.
W chińskiej astrologii to symbol wzrostu, rozwoju, kreatywności, elastyczności i współpracy. Państwo Środka można – i należy – krytykować za autorytaryzm, represje, wspieranie Rosji, udział w wojnie informacyjnej, łamanie praw człowieka i agresywną politykę wobec sąsiadów.
Trudno jednak odmówić mu jednego: konsekwencji i długiego horyzontu myślenia.
Chiny planują, budują, inwestują i negocjują. Cicho, metodycznie, cierpliwie. Nawet jeśli robią to cynicznie i wyłącznie we własnym interesie. Wiedzą, że prawdziwą kontrolę sprawuje się przez biznes, a biznes nie lubi nerwowych ruchów. Lubi czas.
Pekin powoli zajmuje kolejne pola na mapie globalnych wpływów. Azja Wschodnia, Afryka, Ameryka Południowa, a coraz częściej także Europa – w tym Polska – otwierają swoje rynki, wpuszczają chińskie firmy i pozwalają się zalewać tanimi, gównianymi produktami. Bez większego oporu. Bez strategii. Bez refleksji.
Na Zachodzie tymczasem o elastyczność i współpracę coraz trudniej. Wszyscy stoją na baczność, bo sierżant z Białego Domu krzyczy i groźnie macha palcem. Każdy fałszywy ruch może zostać uznany za zdradę. Stabilną dyplomację i trwałe sojusze oddaliśmy dobrowolnie w zamian za groźby, fochy i czysto transakcyjną grę pod publiczkę.
Trump nie potrzebuje planu pięcioletniego ani długofalowej wizji rozwoju. Wystarcza mu agenda na dziś i jutro. Najlepiej taka, która wywoła awanturę i skutecznie przykryje wczorajszą.
Pytanie nie brzmi więc, czy kolejny rok jego rządów przyniesie jeszcze więcej chaosu. To niemal pewne. Pytanie brzmi raczej, jak długo jeszcze damy radę to wytrzymać. Czy w końcu coś w nas pęknie i wysiądziemy z tej karuzeli, czy po prostu przyzwyczaimy się do mdłości i uznamy je za nową normę.
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-01-16T12:16:14+01:00
Aktualizacja: 2026-01-16T12:08:27+01:00
Aktualizacja: 2026-01-16T12:01:42+01:00
Aktualizacja: 2026-01-16T11:43:49+01:00
Aktualizacja: 2026-01-16T11:19:42+01:00
Aktualizacja: 2026-01-16T10:42:05+01:00
Aktualizacja: 2026-01-16T09:50:26+01:00
Aktualizacja: 2026-01-16T09:18:24+01:00
Aktualizacja: 2026-01-16T08:31:26+01:00
Aktualizacja: 2026-01-16T08:09:46+01:00
Aktualizacja: 2026-01-16T08:04:13+01:00
Aktualizacja: 2026-01-16T07:00:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-16T06:57:36+01:00
Aktualizacja: 2026-01-16T06:26:37+01:00
Aktualizacja: 2026-01-16T06:18:30+01:00
Aktualizacja: 2026-01-16T06:17:27+01:00
Aktualizacja: 2026-01-16T06:16:42+01:00
Aktualizacja: 2026-01-16T06:11:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-16T06:00:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-15T21:36:21+01:00
Aktualizacja: 2026-01-15T21:17:17+01:00
Aktualizacja: 2026-01-15T20:58:25+01:00
Aktualizacja: 2026-01-15T20:45:06+01:00
Aktualizacja: 2026-01-15T20:25:33+01:00
Aktualizacja: 2026-01-15T19:55:13+01:00
Aktualizacja: 2026-01-15T19:17:51+01:00
Aktualizacja: 2026-01-15T19:00:48+01:00
Aktualizacja: 2026-01-15T18:48:34+01:00
Aktualizacja: 2026-01-15T18:15:36+01:00
Aktualizacja: 2026-01-15T17:27:59+01:00
Aktualizacja: 2026-01-15T17:17:28+01:00
Aktualizacja: 2026-01-15T16:24:49+01:00
Aktualizacja: 2026-01-15T16:05:32+01:00
Aktualizacja: 2026-01-15T15:21:36+01:00
Aktualizacja: 2026-01-15T14:51:25+01:00
Aktualizacja: 2026-01-15T13:57:46+01:00
Aktualizacja: 2026-01-15T13:25:24+01:00
Aktualizacja: 2026-01-15T13:23:40+01:00
Aktualizacja: 2026-01-15T13:06:16+01:00
Aktualizacja: 2026-01-15T12:58:00+01:00