Zrobili telefon z lufą od czołgu. Miniaturyzacja po chińsku
Pamiętam początki smartfonów, których zadaniem było zastąpienie jak największej liczby urządzeń. Komputer, telefon, aparat, a także konsola. Chińczycy idą dziś znacznie dalej, bo pokazali smartfon z lufą jak w czołgu. Oto Vivo X300 Ultra.

Trend z dodawaniem do smartfonu dodatkowej optyki został wskrzeszony w zeszłym roku, po dekadzie tkwienia w zaświatach. Tak moi drodzy, mój profesor od prawa rzymskiego mówił, że wszystko już było i niczym nie da się zaskoczyć człowieka, który zna historię. Doczepiane moduły były już w Motoroli Moto Z w 2016 roku, a jeszcze wcześniej, bo w 2013 r., świat zobaczył Samsunga Galaxy S4 Zoom. Oba te projekty łączy jedno - były niewypałami i trafiły na śmietnik historii. Dlaczego? Samsung był za drogi i nie dawał przewag, a Motorola poległa na akcesoriach doczepianych do telefonu, bo nikt nie chciał z tego korzystać. I teraz na scenę wchodzą Chińczycy, bo nie załapali, że to nie ma sensu.
Oppo Find X9 Pro oraz Vivo X300 Pro zadebiutowały z doczepianym teleobiektywem, który sprawiał, że te smartfony mogły konkurować z aparatami fotograficznymi. Widziałem efekty takiej pracy, były spektakularne, ale z tyłu głowy miałem poczucie, że to bez sensu, że noszenie w kieszeni teleobiektywu do smartfona jest dziwne. Nie dość, że każdy się pyta, czy cieszysz się na jego widok, to dodatkowo jest niewygodnie. I ta procedura montażu.
Siłą telefonów zawsze było to, że ma się je pod ręką i można robić zdjęcia w każdej chwili, często dokumentując jedne z najważniejszych wydarzeń w historii świata. Wyobrażacie sobie, że wszyscy robią zdjęcia z inauguracji pontyfikatu nowego papieża, a wy się rozstawiacie z teleobiektywem?

W Chinach trąby stają się nowym trendem. Do dwóch wspomnianych firm za chwilę dołączy nowy Honor w specjalnej edycji, a dzisiaj zadebiutował potwór. Vivo X300 Ultra. Firma wierzy w sukces teleobiektywu, bo np. w naszym kraju rozeszły się wszystkie egzemplarze modelu X300 Pro z zestawem fotograficznym, ale niestety trudno powiedzieć o jakiej liczbie sztuk możemy mówić. Nie jest to na pewno ogromny wolumen, ale dajmy temu spokój, wszak każdemu wolno marzyć. Czym wyróżnia się Vivo X300 Ultra?
Vivo X300 Ultra ma lufę i klatkę. Co ja patrzę?
Według producenta Vivo X300 Ultra z zestawem fotograficznym otwiera zupełnie nowe możliwości twórczej ekspresji. Ma zadebiutować globalnie, więc pewnie trafi i do Polski. O co tyle hałasu? O ZEISS Telephoto Extender Gen2 Ultra, razem z telefonem tworzy perfekcyjnie długą nazwę, która dobrze przyjmie się w Niemczech, bo tam takie kochają. Akcesorium to teleobiektyw o ekwiwalencie 400 mm. Zoom optyczny ma się przekładać na imponujące 17-krotne przybliżenie.
Niestety nie podano szczegółowych danych technicznych. Wiemy tylko, że aparat tele ma matrycę 200 Mpix, a stabilizacja optyczna jest tak mocna, że podchodzi pod osiągi gimbali. Oczywiście nie mogło zabraknąć uchwytu jak w aparacie do płynnego regulowania zoomu i robienia zdjęć, ale to nie wszystko.

Vivo tak bardzo chce trafić do profesjonalistów, że pokazało również profesjonalną klatkę operatorską. Ma umożliwiać szybko montaż dodatkowych akcesoriów - lampy, mikrofony, itd. Oferuje fizyczne spusty migawki i regulacji zoomu. Z racji tego, ze smartfony potrafią się nagrzać podczas filmowania w wysokiej jakości, to producent postanowił wyposażyć klatkę w wentylator. Oczywiście można w niej zamontować również teleobiektyw.

Czy Vivo X300 Ultra z vivo Zeiss Telephoto Extender Gen2 Ultra i klatką Pro-grade Cakera Cage będzie przełomem?
Spociłem się przy wpisywaniu pełnej nazwy, ale już spieszę z odpowiedzią: nie, skąd ten pomysł? To pokaz siły producenta, tego, że gra w pierwszej lidze, jeżeli chodzi o aparaty. Może nie ma to większego sensu, bo taki zestaw jest nieprzydatny dla amatora, a profesjonalista ma lepsze sprzęty. Czasem jednak nie chodzi o kolumny w Excelu sprzedażowym, a o wysłanie wiadomości: jesteśmy tu i rozdajemy karty. I to vivo X300 Ultra robi bardzo dobrze.



















