Gigantyczna kolejka po walizkę InPostu. Rafał Brzoska uspokaja
Wygląda na to, że Polacy krytycznie oceniają bagażową politykę tanich linii lotniczych i nie zamierzają dopłacać za bagaż. InPost już na tym korzysta, choć niektórzy mają wątpliwości.

"Produkt jest chwilowo niedostępny" - taki komunikat ciągle widnieje w sklepie InPostu. Chętni na walizkę, która mieści się w największej skrytce paczkomatu, muszą zostawić swojego maila i czekać na znak-sygnał.
- Ściągamy kolejne dostawy i one będą - zapowiedział Rafał Brzoska w kuluarach szczytu "Choose France" w Paryżu, cytowany przez Business Insider.
Chętnych na walizki nie brakuje
Brzoska nie zdradził wprawdzie dokładnych liczb. Wiemy jedynie, że "tysiące sprzedały się w ciągu pierwszej godziny".
- Na dziś mamy kilkanaście tysięcy zapisów na kolejne sztuki - dodaje szef InPostu.
Zainteresowanie nie dziwi, bo osoby regularnie podróżujące mogą szybko wyjść na plus, jak wyliczał w swojej recenzji walizki Oliwier Nytko.
Zestawmy to z rzeczywistością tanich linii lotniczych. Ryanair za 20-kilogramowy bagaż rejestrowany w jedną stronę podaje widełki 20-40 euro przy rezerwacji, a przy dokupowaniu go później - typowo 25-50 euro (a nierzadko stawki dobijają do 60 euro na najbardziej obleganych trasach). Oznacza to, że za ciężki bagaż lotniczy w obie strony łatwo zapłacimy równowartość 400-500 złotych. Z ekonomicznego punktu widzenia wysyłka Paczkomatem w jedną stronę (np. powrotną, gdy nakupimy pamiątek i płynów) za 50-125 zł to świetny interes. InPost zdejmuje z nas obowiązek płacenia kary lotniczej i fizycznego taszczenia 25 kg przez stacje metra i terminale.
Pomysł, by wysyłać walizkę do zagranicznego paczkomatu - a potem ponownie do Polski - ma jednak pewien haczyk
Trzeba wziąć pod uwagę, że bagaż należy nadać z odpowiednim wyprzedzeniem, tak aby dotarł w dniu, w którym meldujemy się w obcym kraju. A co, jeśli dojdzie do opóźnień?
"Rzeczpospolita" zapytała InPost, czy klienci będą mogli liczyć na ewentualne odszkodowania w sytuacji, gdyby bagaż został dostarczony z opóźnieniem. Firma nie odpowiedziała na pytania redakcji.
- Konsumenci, którzy zdecydują się nadać swój bagaż za pomocą InPostu, muszą być bardzo ostrożni i świadomi tego, że ta usługa nie jest w żaden sposób powiązana z ruchem lotniczym. Paczki będą przewożone przez kurierów, drogą lądową. W praktyce oznacza to, że zastosowanie znajdą nie przepisy o przewozach lotniczych, ale przewozach lądowych. Nie ma w nich gwarancji dotyczących opóźnionego bagażu i wysokich odszkodowań za błąd po stronie przewoźnika. Przesyłka nie jest traktowana jako bagaż pasażera – zaznaczył Krzysztof Witek, adwokat z kancelarii Schoenherr Halwa Okoń Chyb.
W swoim regulaminie InPost zaznacza, że klientowi przysługuje "odszkodowanie za utratę, ubytek lub uszkodzenie przesyłki w wysokości nieprzekraczającej wartości utraconych lub uszkodzonych rzeczy oraz za opóźnienie w doręczeniu przesyłki – w wysokości nie wyższej niż dwukrotność ceny usługi".
Chodzi zatem o niespełna 110 zł. W odniesieniu do pozostałych krajów – opisano procedurę reklamacji, ale nie wskazano konkretnych wartości przysługującego odszkodowania - czytamy na portalu.
Zainteresowanie walizkami pokazuje, że chętnych do zaryzykowania nie brakuje. Tanie linie lotnicze rzeczywiście będą musiały odpowiedzieć obniżkami?
„Ekstatycznie umiłował morze”, ale mieszka w Łodzi. Lubi pisać o tym, jak technologia wpływa na człowieka, politykę, ekonomię, ekologię, architekturę czy miasta, zastanawiając się przy tym, czy dzięki niej możemy żyć jeśli nie lepiej, to chociaż inaczej. Gra też na Nintendo Switch, a zamiast Xboksa i PlayStation woli Stadię i GeForce Now, bo granie w chmurze to przyszłość.