Papież kontra Budda. Kto młodym kładzie mądrości do głowy?

Autorytet oznacza szacunek, doświadczenie i wiedzę. Przynajmniej w teorii. Starsi narzekają, że młodzi przestali ich doceniać. Ci, zamiast się w nich wpatrywać, na obiekty podziwu wybierają twórców z internetu. Nie muszą oni posiadać naukowego dorobku czy wielkich osiągnięć – wystarczy, jeśli potrafią zabawnie ocenić kebab. 

Papież kontra Budda. Kto młodym kładzie mądrości do głowy?

2 kwietnia przypada 20. rocznica śmierci papieża Jana Pawła II. Dla większości osób Karol Wojtyła to nadal autorytet moralny, największy z rodaków i przewodnik duchowy. Potwierdza to sondaż, w którym taki stosunek do polskiego papieża zadeklarowało prawie trzy czwarte badanych. Jednocześnie odsetek uznających go za autorytet na przestrzeni lat maleje. 

Nie dla wszystkich Karol Wojtyła jest postacią nieskazitelną i jednoznaczną, co jest wynikiem większej wiedzy o jego pontyfikacie. Widać to zresztą w internecie. Dla części osób – zwłaszcza młodych – papież to przede wszystkim żółta postać z memów i obiekt humoru spod znaku 21.37, barki czy kremówki.

Jeszcze 20-30 lat temu jakakolwiek krytyka polskiego papieża, podważanie jego roli jako przywódcy duchowego albo żartowanie było nie tyle ryzykownym posunięciem, ile po prostu nie do pomyślenia. Gdy w latach 90. powstał tygodnik "Nie" Urbana, jako pierwszy w Polsce i regularnie krytykował papieża. Obśmiewał i podawał w wątpliwość jego hagiografię. Tak było choćby w 2002 roku, kiedy redaktor naczelny pisma Jerzy Urban, wcześniej rzecznik rządu PRL w czasie stanu wojennego, w swojej publikacji pod znamiennym tytułem "Obwoźne sado-maso" nazywał papieża "Breżniewem Watykanu", "gasnącym starcem" czy "żywym trupem". Część społeczeństwa przyglądała się temu z aprobatą, ale prawdopodobnie dla większości atak na papieża był skandalem i czynem obrazoburczym. Nie dziwi wiec, że skończyło się na publicznej krytyce i grzywnie w wysokości 20 tys. zł.

Gdyby "Nie" publikowało ówczesne teksty o papieżu dzisiaj, prawdopodobnie oburzenie byłoby mniejsze. Ba, mogłoby nawet zostać stłumione przez głosy w rodzaju, że krytyczna analiza postaci Jana Pawła II jest nie tylko uzasadniona, ale i konieczna.

Dlatego warto zastanowić się, jak zmienia się rola autorytetów, zwłaszcza wśród młodych, którzy zdaniem prof. Marcina Matczaka przeżywają kryzys i cierpią na ich brak. Matczak w książce "Jak zatrzymać koniec świata. Rozmowy o religii, prawie, polityce" (napisanej wspólnie z Marcinem Makowskim) oraz w wywiadach i dyskusjach często przywołuje tezę, że młodzi nie doceniają dokonań i wiedzy starszych. Wskazuje, że ich miejsce w kształtowaniu poglądów zastąpiły technologia i internet.

Czy to jednak oznacza, że młodzi odrzucają autorytet? A może zawsze buntowali się przeciw światu ukształtowanemu przez starszych? Sprawdźmy to.

Człowiek godny szacunku, czyli jaki?

W 1992 roku Centrum Badania Opinii Społecznej przeprowadziło wśród młodych badanie "Zainteresowania, wzory i autorytety młodzieży". Respondentów poproszono o wskazanie, kogo cenią najbardziej. Największym autorytetem cieszył się papież (9 proc. wskazań), osoby bliskie wymieniło 5 proc. ankietowanych. Za to ówczesnego prezydenta Polski Lecha Wałęsę wybrało 3 proc. pytanych. Co ciekawe, blisko połowa badanych nie potrafiła wskazać osoby lub grupy, którą ceni – 35 proc. zaznaczyło, że nie ma takiej osoby, 11 proc. w ogóle nie odpowiedziało na pytanie.

Młodych pytano też o to, co ich zdaniem sprawia, że człowiek staje się godny szacunku. Wśród odpowiedzi znalazły się: poczucie humoru (49 proc.), posiadanie pieniędzy (32 proc.) czy samochodu i ładnych ubrań (22 proc.). Padło również pytanie o relacje z rodzicami. Większość oceniła je jako dobre albo bardzo dobre. 

CBOS we wnioskach z badania podkreślił, że młodzi najbardziej szanują ludzi, którzy potrafią zarabiać, są urodziwi, zaradni życiowo, robią dobre wrażenie i odnajdują się w życiu towarzyskim. Można rzec: zestaw uniwersalnych cech, których oczekujemy od uczciwych, wiarygodnych ludzi. I nic nie wskazuje, by coś się w tym aspekcie zmieniło. 

Wystarczy przyjrzeć się popularnym osobom z internetu, które obecnie młodzi śledzą i na których się wzorują, aby dojść do wniosku, że ów zestaw cech wydaje się tożsamy.

Internet kreuje bowiem influencerów mieszkających w pięknych willach, jeżdżących luksusowymi samochodami. Albo youtuberów zbijających zasięgi na transmitowaniu na żywo własnych potyczek w grach. Inna sprawa, ile pokazywane osiągnięcia i bogactwo mają wspólnego z rzeczywistością, a na ile są tylko PR-ową kreacją.

Mamy jeszcze w pamięci przypadek Buddy, byłego już internetowego idola młodych ludzi. Uwagę odbiorców zyskał organizacją loterii (które zostały uznane przez organy ścigania za niezgodne z prawem) czy chwaleniem się kolekcją luksusowych samochodów (które w rzeczywistości były zarejestrowane na zagraniczne spółki, a nie były jego własnością). Budda skończył z zarzutami – m.in. o organizowanie nielegalnych gier hazardowych, wyłudzanie podatku VAT, działanie w zorganizowanej grupie przestępczej. Więcej o tym pisaliśmy tutaj

Chłopski rozum jako miara wszechrzeczy

Polski YouTube pełen jest postaci, które zyskały poklask młodych. Jednym z najchętniej oglądanych twórców jest Książulo. Filmy, w których recenzuje kebaby, burgery i regionalne dania, śledzi 1,9 mln subskrybentów. Jego sposób działania jest prosty. Jedzie w jakieś miejsce, kupuje podobne jedzenie, a następnie je ocenia. Jest jednak przy tym autentyczny i potrafi budować relacje z widzami. A ci się z nim utożsamiają. Nie tylko dlatego, że je to samo co oni.

Książulo jawi się jako "swojski" chłopak, który w przeszłości pracował po kilkanaście godzin dziennie w gastronomii czy we własnym biznesie, walczył z otyłością, a teraz obnaża problemy, drożyznę i miejscami słabą jakość w barach i restauracjach. Nie bez znaczenia jest fakt, że nie boi się podważać dotychczasowych autorytetów kulinarnych (słynne są jego recenzje dań i lokali, w których swoje rewolucje przeprowadziła Magda Gessler). 

Swego czasu idolami z internetu dla młodych byli również twórcy kanału Abstrachuje TV – Czarek, Masny i Pasut. Ich satyryczne filmiki na temat codziennej rzeczywistości zgarniały miliony wyświetleń. Kanał po latach stracił na znaczeniu, a Masny i Pasut postanowili rozwijać własne projekty. Ten ostatni jednak stał się jednym z najbardziej wyrazistych przykładów upadku internetowego idola. Pasut zaczął nagrywać patostreamy, wypowiadać skandaliczne i nieprawdziwe tezy (jak ta, że nie ma czegoś takiego jak depresja), nawiązywał relacje z nieletnimi dziewczynami. Jego historia pokazuje, jak z autorytetu młodych można zostać obiektem krytyki. Pasut – jak pisaliśmy w tym tekście – staje się jednocześnie przykładem internetowej samotności i więźniem pędu za uwagą odbiorców. O czym z kolei opowiadał nasz nagradzany cykl “Zły wpływ”. By ich pozyskać, sięga po skandaliczne, odstręczające i patologiczne zachowania. Jest w tym jednak coraz bardziej odosobniony, bo goniąc za zainteresowaniem, zyskuje wprawdzie chwilową uwagę, ale nie potrafi tworzyć jakościowych, długotrwałych relacji.

Młodzi na obiekty podziwu wybierają twórców z internetu. Nie muszą oni posiadać naukowego dorobku czy wielkich osiągnięć. Fot: AI

Wnioski z badania CBOS sprzed trzech dekad i współczesne trendy oraz sympatie młodych ludzi skłaniają do zastanowienia się, czy rzeczywiście mamy do czynienia z odrzuceniem autorytetów, czy raczej z ich naturalną ewolucją z poprawką na współczesne (czytaj: cyfrowe) uwarunkowania. Jak mówi mi kulturoznawczyni i medioznawczyni dr Małgorzata Bulaszewska, taka zmiana następuje, co pogłębił internet. 

– Moi studenci raczej nie mówią o autorytetach, tylko o influencerach, osobach, na których w jakimś zakresie się wzorują. Dawniej autorytetami byli ludzie posiadający albo wiedzę, albo stanowisko. Rozwój mediów społecznościowych, moim zdaniem, przyczynił się do ewolucji pojęcia. Miejsce autorytetów zajęli celebryci i eksperci internetowi, którzy chętnie i często wypowiadają się na wiele tematów – mówi badaczka związana z Uniwersytetem SWPS. 

Jak dodaje dr Bulaszewska, internet przyczynił się do demokratycznego dostępu do wiedzy. Ale choć każdy może znaleźć informacje na dany temat, to ich jakość nie zawsze jest wysoka. Obok treści wartościowych istnieje bowiem śmietnik złożony z fake newsów, gównianych rolek czy robotycznych tekstów pisanych przez AI pod wyszukiwarkę.

– To my wybieramy, kogo uznajemy za autorytet. Dla jednych autorytetem moralnym będzie Jan Paweł II, inni w tej samej kategorii obsadzą prof. Bartoszewskiego, a jeszcze inni będą widzieli w niej Elona Muska. Ale tak jak każda ewolucja ma skutki pozytywne, ma także i negatywne. Do tych pierwszych zaliczają się: większa niezależność myślenia, wnioskowania oraz różnorodność autorytetów. Do tych drugich brak stabilnych wzorców – wszystko można podważyć i znaleźć „autorytet”, którego twierdzenia da się przywołać jako argument. To zaś prowadzi do dezinformacji i jej szybkiego rozprzestrzeniania się – mówi dr Bulaszewska. 

Kulturoznawczyni zwraca również uwagę na powierzchowność przekazu treści tworzonych przez wielu influencerów. Zabierają głos w różnych kwestiach, nie mając kompetencji ani odpowiedniego wykształcenia. I pół biedy, gdy dotyczy to recenzowania jedzenia. Gorzej, gdy influencer bez zaplecza merytorycznego opowiada o zdrowym odżywianiu, odchudzaniu czy inwestowaniu. Zwłaszcza o tym ostatnim zagadnieniu pojawia się dzisiaj w internecie dużo pseudotreści. Samozwańczy eksperci podpowiadają, w co inwestować na wypadek wojny, pokazują, jak obłowić się na kupnie kryptowalut, ostrzegają przed rychłym upadkiem ZUS-u. Skąd to wiedzą? Tego się nie dowiecie (pisaliśmy o tym tutaj). 

W internecie roi się od filmików i reklam, w których influencerzy chcą zmonetyzować swoje zasięgi, przedstawiając proste recepty na złożone problemy. W taki sposób twórcy obiecują nam napisanie bestsellera w jeden weekend lub zarabianie kilkudziesięciu tysięcy złotych miesięcznie po dwumiesięcznym kursie programowania. Internetowi celebryci kuszą bogactwem i sławą, często wykorzystując aktualne trendy i obawy odbiorców. Dziś sprzedają na YouTube czy LinkedIn kursy z poruszania się po rynku kryptowalut, a jutro szkolenia ze sztucznej inteligencji. Takich szamanów i pseudoekspertów jest cała masa, co zwłaszcza dla młodych, niedoświadczonych osób jest zagrożeniem i niewiele ma wspólnego z autorytetem.

– To, co się zmieniło, to wyznaczniki autorytetu – przekonuje dr Aleksandra Powierska z Instytutu Sztuk Audiowizualnych Uniwersytetu Jagiellońskiego. – Z pewnością nie jest już nim sam status czy zajmowana pozycja, ale na przykład rzeczywiste kompetencje, zaangażowanie społeczne, doświadczenie i chęć dzielenia się nim – dodaje.

Rzecz w tym, że autorytet nigdy nie jest z nadania.

Bliski jak streamer

Pytając dwudziestoparoletnich młodych o ich autorytety, można odnieść wrażenie, że podchodzą do nich ostrożnie.

Kamil: – Postać autorytetu u młodych ludzi została bardzo rozmyta ze względu na ogromną liczbę internetowych twórców, z których każdy ma coś do powiedzenia. W takiej sytuacji nauczyciel, kiedyś jedna z niewielu osób, od której można było czerpać wzorce zachowań czy wartości, staje się "tylko" nauczycielem. Osobą jedną z wielu.

Wtóruje mu Marcin: – Klasyczne autorytety przegrywają w konkurencji z osobami ze świata cyfrowego. Ale chodzi tu tylko o intensywność kontaktu. Streamer, który jest z widzem przez 12 godzin, może stać się bliższy niż niejeden rodzic, nauczyciel, trener, z którym mamy szansę przebywać przez godzinę czy dwie dziennie. Myślę też, że na bycie autorytetem trzeba sobie zasłużyć, a to wymaga poświęcenia czasu. W tym zakresie rodzic, który nie daje tego czasu swoim dzieciom, nigdy autorytetem nie będzie, a youtuber, który to robi, ma szansę się takim stać.

Podobnego zdania jest Alicja: – Dla mnie autorytet to ktoś, kogo zdanie jest dla mnie ważne i postępowanie podziwiam. To też ktoś, kogo chciałabym naśladować, kto mi imponuje. Myślę, że w ostatnich latach mocno zmieniło się rozumienie pojęcia autorytetu. Coraz więcej mówi się o tym, że prawdziwy autorytet nie jest z nadania, ale trzeba sobie na niego zapracować.

Młodzi zgodnie podkreślają, że autorytet to "ktoś, kto imponuje", "szanuje swoich odbiorców", "zachowuje zasady kultury osobistej", "ma wpływ na światopogląd". Rozmówcy wskazują również, że ważne w kontekście bycia wzorcem jest branie odpowiedzialności za to, co się mówi, oraz przekazywanie prawdziwych informacji.

O tym, że w przypadku internetowych twórców reguły te często są łamane, będzie jeszcze w tym tekście.

"Dobry" i "zły” autorytet

O tym, gdzie młodzi szukają wzorców, świadczy strategia Donalda Trumpa w ubiegłorocznej kampanii wyborczej w USA. Zamiast mediów tradycyjnych, jak prasa czy telewizja, postawił na podcasty, TikTok i YouTube. Jedną z jego przedwyborczych rozmów u czołowego amerykańskiego podcastera Joego Rogana obejrzano 40 milionów razy (więcej o strategii medialnej Trumpa pisaliśmy tutaj). Postawa Trumpa nie dziwi, jeśli zgłębi się na ten temat badania. Jak donosi raport Reuters Institute "Digital News 2024", 72 proc. odbiorców informacje zdobywa w internecie, 48 proc. z mediów społecznościowych, a tylko 10 proc. z prasy. 

W innym z raportów "Influencerzy pod lupą" zrealizowanym przez Wavemaker  i Choreograph czytamy, że influencerzy mocno oddziałują na konsumentów, zwłaszcza tych z najmłodszej grupy. 65 proc. z nich przyznało, że zdarzyło im się pod wpływem ulubionego twórcy kupić dany produkt, a 59 proc. zmieniło poglądy w jakiejś kwestii. Youtuberzy czy podcasterzy kreują potrzeby i świadomość młodych ludzi – aż 87 proc. osób z pokolenia Z poznało markę właśnie dzięki śledzeniu konkretnych twórców w internecie. O ich sile mówią też inne dane – młodzi w wieku 15-24 obserwują przeciętnie aż 102 konta influencerów (średnia dla całej populacji to 47).

Jednak nie jest tak, że młodzi ślepo ufają twórcom i nie dostrzegają zagrożeń płynących z treści tworzonych w internecie. Jest wręcz przeciwnie – częściej niż starsze grupy są świadomi, że social media i internet powodują przebodźcowanie, zagrożenie dla danych osobowych czy uzależnienia. Młodsi odbiorcy są też krytyczni; jeśli widzą, że śledzone przez nich osoby zachowują się niewłaściwie – na przykład dyskryminują określone grupy społeczne, używają wulgaryzmów lub nadużywają alkoholu – przestają ich obserwować. Tutaj za przykład może służyć Pasut, który z bardzo lubianej postaci stał się patostreamerem krytykowanym za swoje nieetyczne działania w internecie. Albo Janusz Palikot, przedsiębiorca i były polityk, który za sprawą zbiórek crowdfundingowych finansował swoje alkobiznesy, a potem nie wywiązał się ze zobowiązań wobec akcjonariuszy, rujnując początkowo zbudowane zaufanie. 

Dzisiejszą amboną dla młodych jest internet. Fot: AI

Dr Bulaszewska tłumaczy: – Autorytet polega na zaufaniu do człowieka i jego wiedzy, a także doświadczeniu i charyzmie. Nie może być przez nikogo nadany, autorytet się zdobywa. A skoro go zdobywamy, to także możemy go stracić: wtedy, gdy nasze zachowanie i głoszona wiedza rozmijają się z naszymi wartościami. Jeśli jestem uznawana za autorytet moralny, to stracę go, gdy będę zachowywać się w sposób uznany przez społeczeństwo za niemoralny. Gdy jestem uznawana za autorytet z fizyki jądrowej, to stracę go, gdy nie będę aktualizować wiedzy – mówi naukowczyni.

Młodzi podzielają to zdanie, podkreślając, że autorytetu nie dziedziczy się ani nie otrzymuje z automatu. Stąd – być może – bierze się przejaw matczakowskiej tezy o odrzucaniu autorytetów. Ludzie z młodszych pokoleń po prostu zyskali dziś większą swobodę i świadomość w kontekście wyboru i oceny, kogo cenić, a kogo nie.

– Można uznać, że są osoby, które nadają się na autorytet, i są takie, które się nie nadają. Można być youtuberem i tworzyć wartościowe i rozwijające treści, tak samo można być rodzicem, który zasłużył jedynie na zerwanie z nim kontaktu – mówi Kamil.

Alicja: – Wraz ze zmieniającym się szybko światem zmienia się również to, kto i w jaki sposób może dotrzeć do młodych ludzi. To nieuniknione. Twórca na YouTubie również może być ważną postacią w procesie dojrzewania. O „złym” autorytecie możemy mówić według mnie wtedy, kiedy podziwiana jest osoba, która stosuje przemoc, łamie prawo albo chwali się podejmowaniem zachowań ryzykownych.

Dr Aleksandra Powierska dodaje, że sam fakt posiadania miliona obserwujących na Instagramie lub tysięcy odsłon na YouTubie nie czyni jeszcze autorytetem. – Internet, a głównie media społecznościowe sprawiły, że szybciej i łatwiej można dotrzeć do szerokiego grona odbiorców, zaangażować ich, sprawić, by poczuli się częścią jakiejś społeczności. I młodzi ludzie angażują się, często w sprawy ważne, jak ochrona środowiska czy walka z nierównościami. Ale media społecznościowe to miecz obosieczny, zdobyte zaufanie szybko można stracić. Będąc nieustannie "na widoku", ktoś, kto staje się dla innych autorytetem, nieustannie podlega ocenie. Ta ocena bywa błyskawiczna, a przede wszystkim widoczna w postaci komentarzy i reakcji – mówi specjalistka.

Jak burzy się pomniki. Poradnik z TikToka

W dyskusji o autorytetach nie należy pomijać oceny ich „jakości”. Autorytet przywołuje takie skojarzenia jak dobro, wiedza, mądrość. Słownik języka polskiego definiuje go jako "człowieka mającego duże poważanie ze względu na swą wiedzę lub postawę moralną, stawianego za wzór do naśladowania, mającego wpływ na postawy i myślenie innych ludzi". Co ważne, autorytet opiera się na dobrowolnym podporządkowaniu i zaufaniu, ale też poczuciu wspólnoty z jakimiś ideami i innymi ludźmi.

Tak pojmowany autorytet przywołany na początku prof. Matczak uważa za zagrożony, kontestowany przez młodych, wręcz odrzucany. Zastępowany jest przez wzorzec internetowy, który jednak – tu znowu odwołanie do Matczaka – staje się substytutem autorytetu.

– Mimo że youtuber czy influencer jest bliższy młodemu człowiekowi, mówi jego językiem, to jednak pozostałabym przy nazywaniu takich postaci influencerami; właśnie ze względu na wpływ, jaki mają na swoich odbiorców – mówi dr Bulaszewska.

– Pojęcie autorytet wolałabym zarezerwować dla ludzi, którzy mają ogromną wiedzę albo cechują się wyjątkowym kompasem moralnym. Nasuwa mi się pytanie, na ile współczesne społeczeństwo wraz z tymi wszystkimi informacjami, które znajduje w internecie, i przy braku edukacji medialnej może świadomie wybierać autorytety – zastanawia się kulturoznawczyni.

Autorytet według argumentów dr Powierskiej i dr Bulaszewskiej staje się kategorią wieloznaczną, ale przede wszystkim nie jest dany raz na zawsze. Świadczy o tym choćby przywołany na początku przykład papieża, który z postaci wręcz nietykalnej wizerunkowo stał się obiektem krytyki. Sporo w tej kwestii mają do powiedzenia właśnie młodzi, którzy nie tyle buntują się przecież autorytetom w ogóle, ile dostrzegają skazy na autorytetach już zakorzenionych w świadomości. 

– Jednym z ulubionych powiedzonek ludzi starszego pokolenia jest: "wy, młodzi, nie macie żadnych autorytetów". Najczęściej jednak takie zdanie pada w momencie uświadamiania takiej osoby, że ktoś, kogo przez całe życie podziwiała, niekoniecznie na to zasługiwał. W dobie powszechnego dostępu do internetu, a co za tym idzie – ogromu informacji dostępnych na wyciągnięcie palca – wiele "autorytetów" można błyskawicznie zweryfikować. Mnóstwo pomników, budowanych przez dekady w świadomości społecznej, padło – zauważa Kamil.

Młodzi buntują się. Także przeciw autorytetom "starego świata". Fot: AI

Czy w takim razie współczesny świat odrzuca autorytety?

Na pewno stawia im nowe wymagania. Matczak ma rację: influencer czy youtuber mają wpływ na odbiorców, ale nie każdy z nich zastąpi autorytet eksperta czy mentora, który opiera swoją pozycję na wiedzy, doświadczeniu i rzetelności. Zmieniło się jednak to, że dzisiaj autorytet nie ma monopolu na wpływanie na masy. Musi znaczną część tortu oddać influencerom i internetowym celebrytom. Zwłaszcza że współcześnie to zasięgi, lajki i liczba obserwowanych na Instagramie tworzą rankingi popularności, a co za tym idzie - oddziaływania na odbiorców.

I choć popularność w sieci nie jest tożsama z kompetencjami, to influencerzy mogą skutecznie docierać do szerokiej publiczności. Ich  przekaz – często prosty, bazujący na emocjach i atrakcyjnej narracji, a nie weryfikowalnej wiedzy – w ekosystemie social mediów daje efekty. 

Co nie znaczy, że autorytet ginie: musi ciągle udowadniać, że nim jest. I bardzo dobrze.