Messenger i WhatsApp mam już głęboko w pompie. Pisz mi SMS-y
Wracam do ery piksela łupanego i będę porozumiewał się SMS-ami. Facebook ogłosił, że to już koniec Messengera w wersji na komputery.

Messenger to jeden z największych komunikatorów internetowych na świecie, który w szczególności upodobali sobie Polacy. Po tym początkowym szale na Facebooka, który wygryzł z czasem Grono, Naszą Klasę i Gadu-Gadu, za którym dziś tęsknię, zachłysnęliśmy się możliwością zebrania w jednym miejscu pokemonów kontaktów z całego świata bez konieczności wymieniania się numerem telefonu komórkowego. Naturalną koleją rzeczy zaczęliśmy konwersować online w ramach jego ekosystemu.
Wybraliśmy jako naród Messengera zamiast zyskującego popularność w innych krajach jeszcze starszego od niego WhatsAppa, w którym dodaje się kontakty tradycyjnie, w oparciu o numery. Możliwe, że wynikało to z faktu, iż z początku ta druga usługa, jeszcze zanim wykupił ją Mark Zuckerberg, wymagała uiszczenia opłaty w wysokości dolca rocznie. Z czasem stała się darmowa, ale komunikator spięty z Facebookiem zdobył ogromne udziały rynkowe, które utrzymuje do dziś.
A teraz przyszło nam zapłacić rachunek za przywiązanie się do Messengera.
Messenger nigdy nie był moim ulubionym komunikatorem, ale traktowałem go jak mniejsze zło. Wszystkie braki w interfejsie i funkcjach wynagradzał mi fakt, iż miałem w jednym miejscu dostęp do większości znajomych. Problem w tym, że korporacji Meta, która powstała jako parasol obejmujący Facebooka, Instagrama i jej różne komunikatory, nie jest na rękę fakt, iż masa ludzi porzuciła jej media społecznościowe. No i teraz kombinuje, jak tutaj nas przymusić do powrotu.
Sam praktycznie nie korzystam już z Facebooka per se, który upiera się, by wyświetlać mi wyłącznie posty od kilku z kilkuset osób, które niezbyt mnie interesują, ale na Messengerze mam masę grup, w których aktywnie uczestniczę. Niestety już pod koniec zeszłego roku Meta uznała, że utrudni mi życie i ubiła aplikacje do obsługi komunikatora na komputerach. Zostaliśmy z kiepskimi apkami typu PWA, aczkolwiek… pojawiły się zamienniki na maszyny z Windowsem i macOS-em.
A teraz Meta wyciąga wtyczkę i strona Messenger.com znika całkowicie.
To fatalna wiadomość, bo zarówno kiepsko działające PWA, jak i apki od twórców trzecich, które udawały natywną aplikację Messengera, działały w oparciu o tę stronę internetową, na której komunikator był dostępny w trybie pełnoekranowym. Tak jak się obawialiśmy, Facebook uznał, że koniec tego dobrego i witryna messenger.com znika. Od kwietnia kierowani będziemy na facebook.com/messages, ale coś tak czuję przez skórę, że docelowo zostaniemy odesłani do małego okienka na facebook.com.
Tak czy inaczej jako użytkownicy jesteśmy teraz w d… dużej kropce - przywiązaliśmy się do Messengera, a dostęp do niego będzie teraz utrudniony. Z kolei oderwanie się od niego wymagałoby zbudowania od zera bazy kontaktów w ramach jakiejś innej usługi. Tylko co wybrać zamiast Messengera, WhatsAppa? Nie ma szans. Niby ma apki na komputery, w tym na te z macOS-em oraz dostał wersję na iPady i Apple Watche, ale rozwija go Meta, której przecież już nigdy w tej materii nie zaufam.
Jaki komunikator wybrać zamiast Messengera? iMessage też odpada!
Jestem posiadaczem sprzętów marki Apple, z których korzystają również moi bliscy i czasem konwersujemy z użyciem iMessage. Problem w tym, że firma z Cupertino nie udostępnia swojego komunikatora na maszyny z innymi systemami operacyjnymi niż własne, ani tym bardziej nie daje dostępu do niego w przeglądarce. Mógłbym więc korzystać z tej usługi na komputerze Mac, ale znajomi z iPhone’ami i maszynami z Windowsem na swoim sprzęcie desktopowym go nie odpalą.
O komunikatorach od Google’a to z kolei szkoda wspominać, bo firma miała ich w ofercie już z tuzin. Google Talk, Wave, Google+ Messenger, Google+ Hangouts, Hangouts Chat, Hangouts Meet, Hangouts, Meet, Google Chat, Chat, Google Voice, Buzz, Fi, Allo, Duo… Straciłem już rachubę, ile ich było i nawet nie chcę wiedzieć, na czym stanęło. Jeśli istnieje firma, której w kwestii komunikatorów ufam mniej niż Mecie to jest nią właśnie ta z Mountain View.
Wściekły jestem też na polskich operatorów telefonii komórkowej za brak obsługi RCS.
RCS, czyli Rich Communication Services, to komunikator internetowy będący następcą SMS-ów i MMS-ów. Pomysł, by zastąpić je nowoczesną usługą, pojawił się już blisko dwie dekady temu. Problem w tym, że mało kto się kwapi, aby uczynić z tego globalny standard. Pierwsze wdrożenia ruszyły blisko dekadę temu i są kraje, w których ta usługa już działa w modelu multiplatformowym, ale Polska do nich niestety nadal nie należy. I, co ciekawe, to nie jest wina Apple’a.
Z początku Apple oczywiście opierał się, jak mógł, bo nie chciał obsługiwać RCS-ów, skoro ma swoje iMessage, ale Tim Cook w końcu skapitulował. Niestety na naszym rynku operatorzy telefonii komórkowej nadal nie pozwalają na wymianę wiadomości tego typu pomiędzy iPhone’ami, o współpracy na linii iOS-Android nie mówiąc. Nowoczesne formy komunikacji są dla zarządu, a nam pozostają SMS-y oraz MMSy. I tak się żyje w tej globalnej wiosce.
Szlag mnie trafia na spór Apple’a z Unią Europejską w kontekście DMA.
W ojczyźnie Facebooka, czyli w Stanach Zjednoczonych, brakowi wersji desktopowej Messengera na komputerze z macOS można zaradzić w nieco pokrętny sposób dzięki funkcji iPhone Mirroring (Klonowanie iPhone’a). Pozwala ona wyświetlać na monitorze zarówno powiadomienia z aplikacji mobilnych, jak i kopię takiej apki, która jest strumieniowana z telefonu w czasie rzeczywistym. Problem w tym, że nie mamy dostępu do tego w wyniku sporu Apple’a z Unią Europejską.
Digital Markets Act, czyli w skrócie DMA, to termin określający przepisy wymagające od wybranych korporacji konkretnych ustępstw podczas świadczenia usług na Starym Kontynencie. Jedną z firm, które one obejmują, jest Apple. Tam, gdzie musiał, Tim Cook dostosował się do lokalnych przepisów, ale jednocześnie nowych funkcji, takich jak właśnie klonowanie obrazu aplikacji z iPhone’a na komputerze, nie wprowadza u nas wcale, zasłaniając się tymi przepisami.
Jednocześnie korporacje śmieją się w twarz Unii Europejskiej w zakresie interoperacyjności komunikatorów.
W idealnym świecie komunikatory internetowe działałyby jak poczta e-mail, a użytkownicy mogliby pisać wiadomości w swoim ulubionym, które ich odbiorca odbierałby w wybranym przez siebie. Rozwiązałoby to wszelkie problemy użytkowników, ale rzecz jasna nie jest na rękę korporacjom. Unia Europejska wpadła na pomysł, by przymusić big-techy do wdrożenia zmian, które by to umożliwiały. Problem w tym, że chyba nikomu na tym nie zależy.
Pilotaż łączenia różnych komunikatorów już wystartował, ale jak zobaczyłem, że wybrano w jego ramach usługę, której apka miała 100 pobrań w Google Play, to zachciało mi się śmiać. Oczekiwaliśmy możliwości wysyłania wiadomości z iMessage na WhatsAppa i odbierania tych wysłanych z aktualnego komunikatora od Google’a na Messengerze, podczas gdy w praktyce korporacje nie robią nic, by ułatwić nam życie. Stawiają dupochrony, by udawać, że nad tym pracują, by dalej kosić kasę.
Sprawdź inne nasze teksty o komunikatorze Facebook Messenger:
Mam nadzieję, że Unia Europejska dobierze się w końcu globalnym korporacjom do tyłka, ale tak, gdzie faktycznie powinna. Zgadzam się, że DMA co do zasady jest potrzebne, ale w praktyce nie broni wszystkich interesów konsumentów z Europy - bo w praktyce nie tylko na tych przepisach coś zyskujemy, ale też tracimy. Niemniej jednak to urzędnikom z Europy tutaj będę dalej kibicował, a nie korporacjom, które są odpowiedzialne za postępujące gównowacenie internetu.
I prędzej wrócę do SMS-ów, niż dam się przymusić Markowi Zuckerbergowi do powrotu na cofającego się w rozwoju Facebooka, czego dalsze korzystanie z Messengera by wymagało. Niech sobie szef Mety siedzi na nim, w towarzystwie botów AI z ich slopami i halucynacjami, sam.







































