REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. Technologie
  3. Gry
  4. Sprzęt

Recenzja DualSense Edge. Super pad za 1200 zł jest świetny, ale ma dużą wadę

Integracja hardware - software. Żonglowanie profilami. Zaawansowane ustawienia pada. Wymienne moduły analogów i blokada okablowania - to wszytko obszary, w których DualSense Edge błyszczy. Niestety, pro kontroler Sony posiada także kilka sporych kompromisów projektowych, z czego największym jest akumulator o mizernej wydajności.

Recenzja DualSense Edge. Super pad za 1200 zł jest świetny, ale ma dużą wadę
REKLAMA

Apex Legends. Specjalnym przyciskiem otwieram małe submenu, w którym wybieram profil tej gry. Potem skrzydełkami na pleckach pada robię wślizgi oraz skaczę, bez odrywania dłoni od plecków kontrolera. Następnie przełączam się na Gran Turismo 7. Ponownie aktywuję submenu profili i wybieram taki dla gry wyścigowej. Motylki służą teraz do zmiany biegów. Na koniec dołączam do rozgrywki w Warzone, a dzięki szybkiej zmianie profilu mogę wskazywać sojusznikom rywali bez puszczania palca ze spustu.

REKLAMA

Żaden inny kontroler na PS5 nie oferuje takiej integracji systemowej co DualSense Edge.

Chociaż dla PlayStation 5 możemy kupić kilka różnych pro kontrolerów, tylko DualSense Edge posiada pełnowymiarowe wsparcie systemowe, uwzględniające nowe submenu profili oraz zaawansowanych ustawień. Submenu jest niezwykle wygodne i pozwala przełączać wcześniej skonfigurowane profile w locie, podczas rozgrywki, bez odrywania wzroku od samej gry.

Co najlepsze, takie profile to znacznie więcej niż tylko przypisanie funkcji do dodatkowych przycisków na pleckach. Każdy profil różni się takimi parametrami jak martwa strefa, profil czułości analogów, stopień czułości analogów czy poziom wibracji. Różnice między działaniem pada na poszczególnych profilach mogą być gigantyczne. Właśnie o to chodzi, by jak najlepiej dopasować konkretne zestawy ustawień pod konkretne gry z nich unikalnymi mechanikami.

W przeciwieństwie do innych pro padów z możliwością tworzenia profili DualSense Edge nie ogranicza nas ilościowo. W pamięci konsoli możemy mieć kilkadziesiąt różnych profili, a trzy unikalne w pamięci samego pada (oraz czwarty, domyślny). W ten sposób jadąc na turniej lub LAN Party bez problemu wykorzystamy własny zestaw ustawień, bez konieczności ponownej konfiguracji przed ważnymi rozgrywkami.

Drugą unikalną cechą pada za 1200 złotych są w pełni wymienne moduły analogów.

Najpierw przesuwamy suwak na pleckach i zdejmujemy przednią osłonę obudowy. Następnie podnosimy metalową wajchę obok takiego modułu. W tym momencie kontroler automatycznie wyłącza się, by nie doszło do spięcia. Teraz możemy bezpiecznie wysunąć cały moduł analoga z kontrolera. Sony zdecydowało się na takie rozwiązanie, ponieważ analogi to ten element padów, który psuje się najczęściej.

Jeśli analog w takim padzie zacznie dryfować, zamiast wymieniać cały kontroler, wystarczy kupić zapasowy moduł dla Edge'a. O ile nie będzie kosztował tyle, co zwykły DualSense, rozwiązanie sprawi, że Edge będzie zakupem na długie lata, nawet mimo bardzo intensywnego użytkowania tego pada.

DualSense Edge nie imponuje za to w kwestii długości działania na jednym ładowaniu.

Mój główny problem z tym padem polega na tym, jak krótko działa on w trybie bezprzewodowym. Edge wystarcza na około 5-8 godzin nieustannej rozgrywki z włączonymi wibracjami oraz adaptacyjnymi spustami (1`0 bez nich). W ten sposób drogi pad Sony wypada znacznie gorzej od kilkukrotnie tańszego DualSense'a - również od Sony - dodawanego do każdej konsoli.

Pięć godzin to naprawdę mało. Ledwo wystarcza na jeden porządny weekendowy maraton z grami. W tym obszarze konkurencja potrafi być znacznie lepsza. Przykładowo, świetny Razer Wolverine V2 Pro potrafi działać do 28 godzin (!) na jednym ładowaniu. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, by Edge'a podłączyć do konsoli kablem i w ten sposób kontynuować rozgrywkę, ale pięć godzin to i tak skandalicznie mało.

Zachwyca za to, w jak bogatym zestawie został wydany nowy pad Sony.

W pudełku znajdziemy nie tylko kontroler oraz kabel w oplocie, ale również specjalną blokadę kabla blokującą możliwość jego odłączenia. Do tego dochodzą dwie pary tylnych skrzydełek - długa i krótka - oraz aż sześć analogów do wyboru. Różnią się nie tylko kształtem, ale również długością podstawy. Do tego dochodzi bardzo solidne etui z kieszonkami na osadzenie wszystkich tych elementów.

Bez wątpienia mamy więc do czynienia z zestawem na premium. Wrażenie zrobiła na mnie zwłaszcza blokada kabla. Opcjonalna kostka sprawia, że żadne szarpnięcia za przewód nie powodują wyrwania go z gniazda kontrolera. Świetna sprawa, jeśli gramy turniejowo oraz po kablu. Nie musimy obawiać się o żadne szarpnięcie.

Pod względem użytkowania DualSense Edge przypomina podstawowy pad Sony dla PS5. To bardzo dobra wiadomość.

Dla mnie klasyczny pad DualSense dla PlayStation 5 to najbardziej udany kontroler tej generacji. Duże osiągnięcie, bo to Microsoft zawsze miał przewagę na tej płaszczyźnie. Sony zdaje się rozumieć, jak dobry pad stworzyło w tej generacji, dlatego ulepszony model Edge nie zmienia niczego w kwestii podstawowej funkcjonalności. Na szczęście.

Nie oznacza to jednak, że nie poczujecie różnic. Pierwszą, która od razu daje o sobie znać, jest odczuwalnie większa masa. Już zwykły DualSense nie należy do lekkich, a Edge jeszcze potęguje efekt. Dla mnie to zaleta. Preferuję solidne, masywne sprzęty i lubię czuć, że coś trzymam w dłoniach. jeśli jednak komuś zależy na jak największej lekkości, musi brać pod uwagę znaczną masę Edge'a.

Nieco inne jest także odczucie podczas wciskania spustów, za sprawą bardzo dobrze wyczuwalnej tektury na triggerach. Dłonie od razu wyczują także dodatkowe ogumienie na uchwytach, od ich tylnej strony. Jednak już same przyciski akcji, przyciski kierunkowe, bumpery, domyślne analogi - wszystko to działa dokładnie taki samo jak w kilkukrotnie tańszym, podstawowym kontrolerze dla PlayStation 5.

Skrzydełka oraz blokady spustów: tutaj jest bardzo dobrze (ale mogło być jeszcze lepiej).

DualSense Edge otrzymał trzystopniowy skok spustu, umożliwiający regulację głębokości, na której trigger wysyła sygnał do konsoli. Im mniejszy skok, tym szybciej PS5 dostaje informację, że strzelamy do przeciwnika. Urywamy setne sekundy i m.in. za to płacą osoby skłonne do zakupu pro kontrolera.

Ten najmniejszy skok spustu faktycznie jest bardzo płaski, chociaż spotkałem się z jeszcze szybszymi, na przykład u Razera. Jednak co do zasady mamy do czynienia z bardzo szybkim triggerem, zamieniającym posiadacza w cyfrowego rewolwerowca. Pomimo płaskiego skoku, efekt wciśnięcia wciąż jest bardzo wyrazisty, a spust wyraźnie się odbija, dzięki czemu bez problemu pociągniemy szybką serią w kierunku przeciwnika.

Na pleckach urządzenia znajdują się motylki - dodatkowe przyciski, którym możemy przypisać dowolne funkcje. Świetnie spisują się jako zamienniki takich akcji jak rzut granatem czy zmiana biegu w pojeździe. Wciskanie motylków jest szybsze, niż przycisków akcji na froncie pada, do obsługi których musimy odrywać kciuk znad prawego analoga. Warto dodać, że Sony oferuje dwa rodzaje motylków: krótkie i długie, a magnetyczny system wymiany działa szybko oraz sprawnie.

Czy DualSense Edge to najlepszy pro kontroler dla PlayStation 5? Tak. Nie. Zależy czego potrzebujesz.

Pod względem integracji systemowej, profili oraz zaawansowanych ustawień DualSense Edge nie ma sobie równych. Sony świetnie wykorzystało pozycję producenta konsoli, tworząc relację hardware - software jakiej nie posiada żaden inny pad na PS5. Kilkadziesiąt profili i dedykowane submenu - do tego ze skrótami od regulacji głośności oraz balansu CzatMix - to elementy, dzięki którym pad Sony wybija się na tle konkurencji.

Inne bardzo mocne cechy tego pada to wymienne moduły analogów, blokada okablowania, bogate wydanie oraz bardzo dobre krótkie skrzydełka na plecach urządzenia. Niestety, Edge nie jest padem idealnym i w części obszarów wypada odczuwalnie gorzej niż konkurencja.

Kiedy najważniejszy jest czas pracy na jednym ładowaniu, Razer Wolverine 2 Pro okazuje się kilkukrotnie lepszy. Jeśli priorytetem jest jak największa liczba dodatkowych przycisków konfigurowalnych, Edge ma ich raptem 2, gdy konkurencyjny SCUF Reflex Pro oferuje 4, a Wolverine aż 6. Kiedy natomiast chcemy wyróżnić się z tłumu, to tutaj SCUF nie ma sobie równych, oferując niesamowite możliwości wizualnej edycji kontrolera. Stawiamy na szybkość? Wolverine ma najszybsze spusty, najszybsze przyciski akcji i do tego układ analogów z Xboksa.

Największe zalety:

  • Rewelacyjna, unikalna integracja hardware - software
  • Przydatne submenu profili z funkcjami skrótów
  • Wymienne moduły analogów
  • Bardzo dobre krótkie skrzydełka na pleckach
  • Bogaty zestaw, świetne wydanie, wiele dodatkowych elementów
  • Aż sześć analogów do wyboru

Największe wady:

REKLAMA
  • Tylko 5-10 godzin bezprzewodowego grania (!)
  • Tylko dwa motylki na pleckach
  • Wysoka cena (1200 złotych)

Składając to wszystko w całość, nie sposób napisać, że DualSense Edge jest najlepszym pro kontrolerem dla PlayStation 5 na każdej możliwej płaszczyźnie. Mnie szczególnie boli brak dodatkowej pary skrzydeł na pleckach, a także bardzo krótki czas działania na jednym ładowaniu. Jestem natomiast zachwycony integracją systemową, wykonaniem krótkich motylków oraz unikalnymi funkcjami dodatkowymi.

REKLAMA
REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: tydzień temu
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA