REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. Technologie
  3. Sprzęt

Należy się owacja na stojąco. Sony WH-1000XM5 ocierają się o doskonałość - recenzja

Oto i one - Sony WH-1000XM5. Nazwa może nadal nie jest zbyt sexy, ale spędziłem z nimi trochę czasu i już wiem, że to bezwzględnie najlepsze słuchawki bezprzewodowe na rynku.

Sony WH-1000XM5 - recenzja
REKLAMA

Dobra passa nie opuszcza Sony od chwili premiery pierwszych tysiączek, jak mówi się o nich pieszczotliwie w kuluarach. Seria WH-1000 pozamiatała, zarówno pod względem brzmienia, jak i pod względem jakości ANC. I nawet jeśli w ostatnich latach konkurencja zaczęła doganiać Japończyków, to poprzednia generacja - WH-1000XM4 - nadal plasuje się w ścisłej czołówce słuchawek bezprzewodowych.

REKLAMA

Osobiście nigdy nie było mi po drodze z tysiączkami, bo choć doceniałem ich brzmienie, tak straszliwie nie odpowiadała mi ich konstrukcja. Już po krótkiej chwili czułem nieprzyjemny ucisk czaszki, a pałąk dosłownie wpijał mi się w czubek głowy. Nie jestem zresztą w tych odczuciach osamotniony, bo kwestia komfortu była najczęściej krytykowanym aspektem poprzednich generacji słuchawek Sony.

Jestem jednak przekonany, że tym razem będzie dokładnie na odwrót. Sony wykonało kawał dobrej roboty przeprojektowując swoje topowe słuchawki Bluetooth i teraz nie tylko są one szalenie wygodne, ale też przegoniły rywali pod innymi względami. Szczerze? Po prawie dwóch tygodniach szukam minusów na siłę, bo te słuchawki są tak dobre, że nie sposób ich komukolwiek jednoznacznie odradzić.

Sony WH-1000XM5 tylko pozornie przypominają poprzednie modele. Zmieniło się sporo.

Ok, może nie każdemu przypadnie do gustu design nowych słuchawek (sam jeszcze nie jestem pewien, czy mi się podobają, czy nie), ale nie sposób polemizować z ich projektem i jakością wykonania, bo te stoją na najwyższym poziomie.

Sony WH-1000XM5
Sony WH-1000XM5

Nie znajdziemy tu aluminium, jak w AirPods Max, czy fikuśnych materiałów wykończeniowych jak w słuchawkach Bang&Olufsen. Znajdziemy za to obudowę wykonaną z tworzyw pochodzących częściowo z recyclingu części samochodowych i nauszniki z nowoopracowanej, syntetycznej skóry. Pod względem obsługi nic się nie zmieniło - nadal mamy tu kombinację dwóch przycisków (włączanie/parowanie i obsługa ANC) i panelu dotykowego na prawej puszce.

Sony WH-1000XM5

Największą zmianą w nowych słuchawkach jest pałąk, który teraz regulujemy bezstopniowo i bezgłośnie. Umożliwia to idealne dopasowanie długości do kształtu czaszki, choć niestety w parze z nową konstrukcją idzie pewien kompromis - otóż nie są one składane, jak poprzednie generacje. W zamian za to otrzymujemy jednak pałąk o lepszym zakresie regulacji i nieporównywalnie większej elastyczności; te słuchawki można niemal związać w supeł, a przedstawiciele Sony zapewnili mnie, że nowy pałąk z całą pewnością nie podda się tak łatwo, jak zdarzało się to poprzednim generacjom.

Sony WH-1000XM5

Skoro słuchawki nie są składane, to musiały też trafić do klientów w innym niż dotychczas etui. I warto się przy nim na chwilę zatrzymać, bo Sony zastosowało tu bardzo ciekawy patent. Gdy słuchawki są schowane, etui nie jest przesadnie duże. Ale kiedy je wyjmiemy, możemy skondensować pokrowiec do zaledwie kilku cm grubości i schować go np. do przegródki w plecaku czy torbie.

Sony WH-1000XM5
Sony WH-1000XM5

Te wszystkie zmiany sprawiły, że Sony WH-1000, które były dla mnie jednymi z najmniej wygodnych słuchawek na rynku, stały się najwygodniejszymi słuchawkami, jakie kiedykolwiek miałem na uszach (no, może oprócz studyjnych modeli Beyerdynamics). Po części dzieje się tak za sprawą nowej konstrukcji pałąka i zastosowanych materiałów. Po części zaś wynika to z faktu, że nowe słuchawki Sony są nieprawdopodobnie lekkie - ważą zaledwie 247 g, czyli o 7 g mniej od poprzedniej generacji. Różnica wydaje się niewielka, ale zdecydowanie czuć ją na głowie.

Sony WH-1000XM5

Mój absolutnie jedyny zarzut to kierunek obracania się nauszników. W poprzednich generacjach obracały się one jak bogowie muzyki przykazali, więc po zsunięciu słuchawek na szyję leżały one na płasko, nausznikami do dołu. Teraz zaś nauszniki obracają się w drugą stronę, więc po założeniu ich na szyję wyglądamy jak proszący o datki mnich z dwoma miskami na ryż na ramionach. Ktoś powie, że dzięki takiej konstrukcji pan biznesman nie pobrudzi sobie koszuli. Ja powiem, że nie wszyscy użytkownicy takich słuchawek chodzą w koszulach, a odsłonięte wnętrze słuchawek aż się prosi, żeby coś wpadło do środka i uszkodziło przetworniki.

Skoro zaś o przetwornikach mowa, to pomówmy chwilę o dźwięku.

Sony WH-1000XM5 zachowały swój niemal analogowy charakter.

Częścią uroku poprzednich dwóch generacji słuchawek Sony było ich brzmienie, przez wielu przyrównywane do specyfiki lampowych wzmacniaczy. Ciepłe, wyraźnie zabarwione, ale nadal dość transparentne, by wszystkie instrumenty wyraźnie wybrzmiewały podczas odsłuchu. Tym niemniej słuchawki Sony zawsze silnie faworyzowały niskie tony, co nie każdemu odpowiadało.

Sony WH-1000XM5

Sony WH-1000XM5 zachowały ten swoisty analogowy urok i ciepło poprzednika, ale jednocześnie przestały być tak silnie basowe. Tony niskie oczywiście są i to wyraźne, ale teraz nie przeważają nad innymi częstotliwościami, no chyba, że tak sobie życzymy - wtedy wystarczy kilka ruchów palcem w korektorze graficznym i Sony znów łupie basem.

Domyślnie jednak nowe tysiączki grają tak dobrze, że po raz pierwszy w historii serii nie czułem potrzeby gmerania przy EQ. Spora w tym zasługa zupełnie nowego przetwornika o średnicy 30 mm, wykonanego z włókien węglowych wzmocnionych micą. Materiał ma jednocześnie wysoką sztywność i bardzo niską masę, co zapewnia większą łatwość wprawiania w wibracje, a co za tym idzie - wyższą szczegółowość dźwięku. I nie przesadzę chyba mówiąc, że te słuchawki poziomem szczegółowości mogą śmiało rywalizować z modelami studyjnymi. Jeśli tylko słuchamy pliku wysokiej jakości, w nowych słuchawkach Sony można usłyszeć każdą nutkę, każdy niuans i każdy trick zastosowany przez producenta. Jedyny aspekt, w którym WH-1000XM5 ustępują nieco konkurencji od Apple’a, to rozpiętość sceny - ta nie jest aż tak szeroka jak w AirPods Max, ale nadal dźwięk urzeka poczuciem przestrzeni i otwartości.

Sony WH-1000XM5

Sony poprawiło też inne elementy konstrukcyjne, które teraz wykorzystują technologię znaną z topowych odtwarzaczy Walkman. Dla przykładu połączenie akumulatora z obwodem słuchawek zawiera domieszkę złota, a za równomierne rozprowadzanie mocy odpowiada rezystor Fine Sound.

Te wszystkie usprawnienia zapewniły słuchawkom Sony certyfikację Hi-Res Audio, czyli odznakę najwyższej jakości dla słuchawek łączonych przewodowo ze źródłem dźwięku. Ponadto WH-1000XM5 otrzymały też certyfikat Hi-Res Wireless, bo zapewniają najwyższą dostępną na rynku jakość transmisji Bluetooth dzięki zastosowaniu kodeka LDAC, obsługiwanego przez wybrane smartfony z Androidem.

Sony WH-1000XM5

Słuchanie muzyki z Apple Music w formacie lossless na Samsungu Galaxy Z Flip 3 z kodekiem LDAC było czystą przyjemnością. A nawet gdy przyszło mi sparować słuchawki z telefonem, który LDAC nie obsługuje, to dzięki upscalingowi DSEE Extreme nawet pliki 320 kbps ze Spotify brzmią w tych słuchawkach odczuwalnie lepiej niż w innych modelach słuchawek Bluetooth. Mamy tu również obsługę dźwięku 360 w wybranych aplikacjach. Za brzmienie należą się Sony najwyższe noty. WH-1000XM5 to muzyczne cudo, a na tym nie koniec zalet.

Żadne słuchawki nie mają lepszego ANC. Kropka.

Już w poprzednich generacjach redukcja hałasu stała na najwyższym poziomie, ale to, co Sony zrobiło przy piątym wcieleniu WH-1000, zakrawa o technologię kradzioną od kosmitów.

Większość słuchawek z ANC nie ma żadnego problemu z odcinaniem jednostajnego szumu tła, np. ryku silnika samolotu czy tumultu pociągu sunącego po szynach. Topowe modele świetnie radzą sobie też z powszechnymi odgłosami tła, jak np. gwarem kawiarni czy szumem sunących ulicą samochodów. Większość słuchawek nie radzi sobie jednak zbyt dobrze z losowymi, niejednostajnymi odgłosami. Nawet stukot klawiatury przerasta możliwości ANC większości słuchawek. W Sony WH-1000XM5 świat zewnętrzny po prostu przestaje istnieć.

Sony WH-1000XM5

Gdy zakładam te słuchawki na uszy, nie słyszę nic, prócz muzyki i własnego bicia serca. Nawet stukot klawiatury mechanicznej na biurku brzmi jakby dobiegał z pokoju obok. Gdy siedząca metr ode mnie żona coś do mnie mówi, nie słyszę ani słowa. Gdy mewa drąca dziób pod blokiem od kilku dni rozpoczyna swoje skrzekliwe serenady, WH-1000XM5 nie dopuszczają jej skrzeków do moich uszu. ANC w tych słuchawkach jest nieprawdopodobnie dobre. A jakby tego wszystkiego było mało, dzięki zastosowaniu sztucznej inteligencji i funkcji Adaptive Sound Control słuchawki automatycznie dopasowują natężenie ANC do najczęściej odwiedzanych przez nas miejsc. Charakter ANC możemy też regulować ręcznie w aplikacji Sony Headphones Connect, lecz niestety nie dane mi było tego przetestować w przedpremierowej wersji aplikacji.

Sony WH-1000XM5

Zawdzięczamy to nie tylko doskonałym algorytmom odszumiającym, ale też usprawnieniom sprzętowym. Przede wszystkim, teraz w słuchawkach Sony znajdziemy aż 8 mikrofonów. Co więcej, nowe słuchawki wykorzystują dwa procesory - procesor V1 zajmuje się przetwarzaniem dźwięku, łącznością i innymi zadaniami, zaś nowy procesor QN1 dedykowany jest wyłącznie redukcji hałasu, zarówno podczas słuchania muzyki, jak i w czasie rozmów telefonicznych czy korzystania z trybu transparentnego.

Skoro zaś o rozmowach mowa, to połączenia telefoniczne zawsze były słabym punktem tysiączek. Tu jest inaczej - zastosowanie ośmiu mikrofonów znacząco ulepszyło zarówno zbieranie głosu, jak i redukcję odgłosów otoczenia, z wiatrem na czele. Teraz nasz głos jest krystalicznie czysty, niezależnie od tego, w jakich warunkach prowadzimy rozmowę.

Bardzo łatwo jest też prowadzić rozmowy nie zdejmując słuchawek z głowy, bo WH-1000XM5 wykorzystują znaną już z modeli dokanałowych funkcję Speak to Chat. Wystarczy się odezwać, a słuchawki obniżą głośność muzyki i zaczną pompować dźwięki otoczenia do nauszników. Słuchawki uczą się też brzmienia naszego głosu, by reagować jedynie na nasze słowa, a nie np. na chrząknięcie czy kaszlnięcie. Funkcja ta działa znakomicie. Momentami aż nazbyt znakomicie, bo uruchamia się momentalnie, nawet gdy zaczniemy mruczeć pod nosem. Jeśli lubicie podśpiewywać w czasie słuchania muzyki, polecam od razu tę funkcję wyłączyć.

Sony WH-1000XM5

A propos wyłączania, to Sony dokonało też jednej drobnej, ale bardzo istotnej zmiany - poprawiło dokładność wykrywania noszenia. Wcześniej rozpoznawanie założenia słuchawek odbywało się przez pojedynczy czujnik zbliżeniowy. Teraz WH-1000XM5 wykorzystują czujnik pojemnościowy, ukryty na całej powierzchni słuchawek, za nausznikami. Dzięki temu słuchawki błyskawicznie zatrzymują dźwięk, gdy zdejmujemy je z głowy, a co za tym idzie, oszczędzają energię, choć... to akurat nie trzeba się martwić. Sony deklaruje 30 godzin czasu pracy i ja im wierzę, bo przez blisko dwa tygodnie słuchania po ok. 2 godziny dziennie, ze stale włączonym ANC, nie udało mi się ich rozładować. Gdy zaś przyjdzie pora ładowania, to w tej generacji skorzystamy z szybkiego ładowania przy użyciu standardu USB-C Power Delivery.

Sony WH-1000XM5

Słuchawki oczywiście obsługują łączność multipoint z dwoma urządzeniami jednocześnie (nie działa, jeśli korzystamy z kodeka LDAC, który zajmuje całą przepustowość BT), mechanizm Google Fast Pair oraz Microsoft Swift Pair do szybkiego łączenia się z telefonami i komputerami. Nie znajdziemy tu za to NFC i bardzo dobrze, bo chyba nikt już nie wykorzystuje tego standardu do parowania słuchawek z telefonem.

Muszę też pochwalić Sony za dbałość zarówno o środowisko, jak i o nasz dobrostan. Wspominałem już o ekologicznych materiałów, z których wykonane są słuchawki, ale to nie koniec ekologicznych rozwiązań. Samo opakowanie słuchawek wykonane jest z materiałów pochodzących z odzysku i nadających się do recyclingu. W opakowaniu znajdziemy też same niezbędne akcesoria - etui, przewód do ładowania i przewód słuchawkowy. Nie znajdziemy za to instrukcji obsługi; ta dostępna jest online i bardzo dobrze, bo przecież i tak nikt tej instrukcji nie czyta. Mamy tu jedynie te dokumenty, które są wymagane prawnie (i których również nikt nigdy nie czyta).

Sony WH-1000XM5

Sony zastosowało też nowe rozwiązanie, stosując się do zaleceń WHO dotyczących higieny słuchu. Aplikacja Headphones Connect zasygnalizuje nam, kiedy zbyt długo korzystamy ze słuchawek i zasugeruje przerwę. Takie rozwiązanie znane jest chociażby ze smartfonów Apple’a, które od dawna wysyłają powiadomienia, jeśli słuchamy muzyki zbyt głośno, lecz Sony robi to nieco inaczej - ostrzeżenie nie odbywa się na podstawie natężenia sygnału, lecz na podstawie analizy danych ciśnienia akustycznego zarejestrowanego przez słuchawki. Długotrwała ekspozycja na wysokie natężenie ciśnienia akustycznego może doprowadzić do permanentnej degradacji słuchu, więc nowość wprowadzona przez Sony jest bardzo mile widziana (czy raczej - słyszana, he he).

Doskonałość kosztuje.

Sony WH-1000XM5 są aktualnie najlepszymi słuchawkami bezprzewodowymi na rynku, nie zapraszam do dyskusji. Nawet jeśli znajdzie się w nich kilka mankamentów, to któryż sprzęt ich nie ma? Nawet jeśli w jakichś drobnych kwestiach nie są obiektywnie naj, to jako suma wszystkich części deklasują każdy produkt konkurencji. Ponownie - jeśli mam w nich szukać wad, to robiłbym to na siłę. Może jakieś ujawnią się po dłuższym wykorzystaniu, tego nie wiem, ale po niespełna dwóch tygodniach nie mam większych uwag. Sony otarło się o słuchawkową doskonałość.

Niestety doskonałość kosztuje. Dorzućmy do tego inflację i globalny kryzys półprzewodników, i można było się spodziewać, że czeka nas podwyżka.

Sony WH-1000XM5 trafią do sprzedaży pod koniec maja w cenie 1999 zł, czyli nieco wyższej od poprzedniej generacji. To obiektywnie dużo pieniędzy. Ale w zamian dostajemy najlepsze słuchawki na rynku, a przypominam, że wcale nie są to najdroższe słuchawki na rynku.

REKLAMA

Co więcej, Sony WH-1000XM4 nie wypadają z oferty. Jeśli ktoś chce wydać mniej lub bardziej odpowiadała mu składana konstrukcja poprzedników, nadal będzie mógł kupić starszy model w atrakcyjnej cenie. Osobiście spodziewam się, że w okolicach Black Friday spokojnie będzie można wyrwać WH-1000XM4 za mniej niż 1200 zł.

Tymczasem ci, którzy poszukują najlepszego ANC, znakomitego brzmienia i niezrównanego komfortu w pracy czy w podróży, nie muszą szukać dalej. Za WH-1000XM5 należy się inżynierom Sony owacja na stojąco.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA