REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. Nauka
  3. Ekologia

Czy też widzicie za dużo mleczy? Zapytałem naukowców, czy mamy dziwną wiosnę

Owszem, mleczy zawsze było dużo, ale w tym roku jakoś szczególnie rzucają się w oczy. "Widzę ich coraz więcej już od trzech lat" – mówi mi kolega. Inny z kolei zwraca uwagę, że jak na maj wyjątkowo mało jest pszczół. Czy faktycznie mamy do czynienia z inną, dziwną wiosną, będącą kolejnym dowodem na zmiany klimatyczne?

dużo mleczy
REKLAMA

- Wrażenie zwiększającej się w ostatnich latach liczby "mleczy" (czyli okazów mniszka lekarskiego Taraxacum officinale) spowodowanej jest raczej przez zwiększenie się liczby widocznych "kwiatów" (tak naprawdę są to całe kwiatostany, typu koszyczka, wyglądające jak pojedyncze duże kwiaty), a nie przez zwiększenie się ogólnej liczby roślin. Mówiąc inaczej - "mleczy" jest mniej więcej tyle samo, co w przeszłości, natomiast wyraźnie obficiej kwitną, przez co znacznie bardziej rzucają się w oczy – tłumaczy w rozmowie ze Spider's Web dr Sławomir Janyszek z Katedry Botaniki Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.

REKLAMA

Dlaczego jednak kwiaty wyraźnie obficiej kwitną? Tak, tu już odpowiedzią są zmiany klimatyczne. Susza, jaka od lat dotyka coraz większe obszary Polski, powoduje, że obniża się poziom wody w glebie dostępny dla roślin.

- W takich warunkach zdecydowaną przewagę zdobywają te rośliny, które wytwarzają głęboko sięgające korzenie palowe. Do tej grupy należy właśnie mniszek lekarski. Jest on jedną z najgłębiej korzeniących się roślin spośród gatunków, które możemy spotkać na trawnikach i terenach otwartych w otoczeniu naszych siedzib – wyjaśnia dr Janyszek.

Przez susze "odpadają rywale", rośliny, z którymi mniszek musiałby walczyć o przetrwanie, mówiąc kolokwialnie. Mniszek sięga głęboko korzeniami po wodę, a na dodatek wysoka temperatura – dodajmy, że z roku na rok rosnąca - przyspiesza tempo i sprawność przebiegających w jego komórkach procesów biochemicznych.

Idealne warunki do tego, aby mniszek mógł się rozwijać

Mniszki lekarskie mogą dzięki tym warunkom wytworzyć wyjątkowo dużo kwiatów, żeby dzięki temu wysłać w świat możliwie jak najwięcej dzieci ("ukrytych" w nasionach).

– Bardzo obficie kwitnące mniszki obserwujemy obecnie na tle innych gatunków roślin, które są osłabione przez suszę, a więc są małe, słabo rosnące, w ogólnie kiepskiej kondycji. To sprawia, że powstaje dodatkowe wrażenie "wielu dużych mniszków" na tle "nędznego" trawnika – podsumowuje dr Janyszek.

Coraz mniejsza różnorodność roślin prowadzi nas do kolejnego problemu: gdzie są pszczoły? Statystyki od dawna są alarmujące. Z około 460 gatunków pszczół żyjących w Polsce, aż 222 są zagrożone wyginięciem. Problem jest globalny - populacja owadów maleje w rekordowym tempie.

Czy to właśnie dlatego jak do tej pory zobaczyłem zaledwie jedną pszczołę?

– Populacje różnych gatunków pszczół są już od dłuższego czasu widoczne w środowisku, jednak należy pamiętać, że mogą one pojawiać się nierównomiernie na różnych terenach. Pszczół miodnych nie zauważyłem, by było mniej, raczej ich występowanie utrzymuje się na podobnym poziomie co w latach ubiegłych. Jest to jednak uzależnione od liczby pszczelarzy hodujących te owady na danym terenie – wyjaśnia mgr inż. Mateusz Kęsy z Katedry Zoologii Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.

Naukowiec zwraca uwagę, że w przypadku populacji pszczół dziko żyjących siedliska mogą zmieniać się przede wszystkim w zależności od ilości występujących na danym terenie pożytków pszczelich (pokarmu), a to z kolei nie jest stałe. Patrzę na trawniki w okolicy zdominowane głównie przez mlecze i rozumiem, dlaczego u mnie jest pod tym względem kiepsko.

Tegoroczna wiosna jest… dziwna?

Prosty przykład – zobaczcie, jak zmienił się krajobraz w zaledwie dwa tygodnie.

Owszem, wiosna zawsze gwałtownie wybucha i roślinność nagle budzi się do życia, ale mimo wszystko miałem wrażenie, że dawniej ten proces dało się jednak bardziej zauważyć i go na spokojnie śledzić. Tu jednak wpadam w pułapkę ignorancji: może zawsze tak było, jak teraz, ale człowiek mniej zwracał na to uwagę, bo wiosna to wiosna. Była, jest i będzie.

Tymczasem nie do końca. Z zimy, która jest coraz cieplejsza i mniej śnieżna, od razu przechodzimy do letnich temperatur. Tak jest też w tym roku.

– Tegoroczna wiosna została poprzedzona wyjątkowo ciepłą zimą, co sprawiło, że licząc od 1 stycznia rok 2022, jest nadal prawie o 1 stopień C cieplejszy niż nowa norma termiczna dla naszego kraju – komentuje dr hab. Bogdan Chojnicki z Pracowni Bioklimatologii Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.

Tyle że kwiecień nie był aż tak ciepły, aby rośliny mogły urosnąć i właśnie to jest powodem nagłej zmiany zieloności roślin.

Rośliny w kwietniu niejako czekały na okres ciepła, który spowoduje ich rozwój. Jest on sterowany przede wszystkim przez odpowiednio wysoką temperaturą. Oczekiwany wzrost na początku maja spowodował, że rośliny dość pospiesznie rozpoczęły wegetację. Można powiedzieć, że taki przebieg pogody przypomina klasyczny układ z dawnych lat, kiedy to wegetacja w Polsce zaczynała się stosunkowo późno, a wpływ ciepłej zimy na roślinność został ograniczony przez chłodny kwiecień. Innymi słowy, powiew z północy sprawił, iż w nowych cieplejszy warunkach klimatycznych aura przypomniała nam, że Polska leży stosunkowo blisko bieguna północnego.

Naukowiec ma złą wiadomość dla tych, którzy cieszą się, że ocieplenie klimatu sprawi, że w Polsce nagle zaczną rosnąć cytrusy

Otóż nie. Napływy chłodnych mas powietrza z północnych regionów będą skutecznie korygowały marzenia co poniektórych, jakoby globalne ocieplenie miało sprawić, że nasz kraj znajdzie się w strefie klimatycznej, której skutkiem będą np. palmy nad Bałtykiem.

To wszystko pokazuje, jak skomplikowane są zmiany zachodzące podczas katastrofy klimatycznej. Niby jest cieplej, ale trochę też jak dawniej. A na wnikliwą obserwację często nie mamy czasu i po prostu wiedzy.

Uderzyło mnie to, o czym mówił w rozmowie ze mną Szymon Iwanowski, pomysłodawca Mapy Drzew Łodzi. Opisał, jak wygląda historia drzewa, które zostało uszkodzone podczas remontu.

REKLAMA

Podczas przebudowy ulicy Strzelców Kaniowskich, przy której rozmawiamy, podkopano kasztanowcom korzenie. I to w sposób barbarzyński. Drzewa tej wiosny wypuszczą liście - wola i chęć życia w drzewie jest olbrzymia. Podejrzewam jednak, że większość tych drzew zdecydowanie wcześniej zrzuci liście. W przyszłym roku prawdopodobnie jedno po prostu uschnie, bo nie ma już korzeni, które by zapewniły odpowiednią ilość wody. W kolejnym - jeszcze jedno. I tak będą stopniowo, rok po roku, odchodzić z tej ulicy. Być może ktoś z mieszkańców zada sobie pytanie, co stało się z drzewami, które jeszcze niedawno tu stały. I dojdzie do wniosku, że tak miało być - drzewo uschło ze starości. Nikt nie będzie pamiętał o remoncie i uszkodzeniach, do których doszło. Drzewo reaguje na zmiany długo, nie od razu są one widoczne, często dopiero po kilku latach. Związek przyczynowo-skutkowy jest oczywisty, ale czas rozmywa odpowiedzialność i świadomość człowieka. 

Mlecze też były zawsze, i zawsze było ich sporo. A jednak jak się przyjrzymy bliżej, zobaczymy ich ekspansję. Trudno zobaczyć problem gołym okiem, możemy jedynie podejrzewać, że coś jest nie tak.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA