REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. Technologie
  3. Sprzęt

W końcu nie budzę się z rozładowanym telefonem. Anker 623 - recenzja

Długo trzeba było mnie namawiać na skorzystanie z rozwiązania MagSafe. Ale w końcu przyszedł taki dzień, kiedy spróbowałem i nie widzę szansy na powrót do standardowych rozwiązań.

Anker 623 - recenzja
REKLAMA

Krótkie tło historyczne - od lat ładuje wszystkie swoje telefony (i jeśli się da - również słuchawki) z pomocą ładowarek bezprzewodowych, bo tak jest po prostu wygodniej, a i luźno walających się końcówek przewodów jest mniej. Nie ma dla mnie znaczenia prędkość/moc ładowania - byle tylko telefon położony wieczorem na płytce ładującej rano był naładowany do pełna. Albo do takiego poziomu, jaki uzna za właściwy.

REKLAMA

Problem w tym, że nie zawsze ten podstawowy - i jedyny - cel udaje mi się osiągnąć. Źle odłożony telefon - klops. Kot wskoczy i przesunie ładowarkę - również klops. Nie zdarza się to może często, ale konieczność myślenia o tym, jak odłożyć telefon, trochę kłóci się z ideą ogólnej wygody i komfortu tego rozwiązania.

I na to wszystko wjeżdża, cały na biało, Anker 623.

Z pozoru wygląda jak dość zwykła ładowarka, choć dziwić może nieco jego cylindryczna, wysoka forma. Wynika ona głównie z faktu, że całość jest ładowarką pozwalającą na jednoczesne ładowanie dwóch sprzętów i trzeba było zadbać o solidną, stabilną podstawę.

Docelowa forma Ankera 623 jest bowiem taka:

Ta odchylana część obsługuje oczywiście rozwiązanie MagSafe, więc szybko robimy coś takiego:

Przy okazji znajdujemy drugie pole do ładowania.

I to jest zresztą jedna z największych zalet ładowarki Anker 623 - właśnie MagSafe. Zero szans na to, że źle odłożymy telefon, zero szans na to, że w nocy zsunie się albo zostanie strącony z pola ładującego. Przysuwamy telefon, magnesy się przyciągają, klik, gotowe. Tak, wiem, to nie jest nowa technologia, ale sam zaczynam się z niej cieszyć dopiero teraz.

Podstawka ładująca z MagSafe jest przy tym płynnie regulowana, choć pełnych 90 stopni nie osiągniemy - to, co widać na zdjęciach, to maksymalny poziom wychylenia. Ale jeśli ktoś chce sobie zrobić z tego podstawkę np. do oglądania seriali podczas jedzenia obiadu i jednoczesnego ładowania telefonu - będzie jak znalazł.

Na ile całość jest stabilna?

Przy standardowy użytkowaniu - na tyle, na ile prawdopodobnie się da. Od strony blatu ładowarka opiera się na solidnej gumowej podstawie, która co najmniej uniemożliwia przypadkowe przesunięcie. Sam MagSafe trzyma natomiast telefon - przynajmniej taki w rozmiarze iPhone'a 12 - wystarczająco solidnie.

Przeprowadziłem kilka mało naukowych testów symulujących niewielkie trzęsienie ziemi pod szafką nocną i całość nie przesunęła się nawet o milimetry, natomiast iPhone pozostał przyczepiony. Delikatnie wprawdzie drżał, ale ostatecznie nie upadł na podłogę i nie musiałem korzystać z ubezpieczenia od uszkodzeń.

Podobnie całość zaliczyła testy pojedynczych, mocniejszych uderzeń w szafkę nocną. Można spać spokojnie - albo niespokojnie, nie ma większego znaczenia. Nasz telefon i tak będzie bezpieczny.

Odrobinę mniej ciekawie będzie, jeśli zdecydujemy się wykorzystać taką podstawkę do pisania z telefonem w układzie poziomym. Przy takich "skrzydłach" cała podstawka lubi już sobie podskakiwać i kręcić się na boki, szczególnie przy maksymalnym odchyleniu podstawy. Ale to tyle - nikt raczej nie planował tak używać tego urządzenia.

Trochę więcej luzu ma za to drugi ładowany przez nas sprzęt.

Przeważnie będą to słuchawki.

Bo głównie one się tam zmieszczą. Aczkolwiek udało mi się wsunąć tam iPhone'a 12 i operacja ta zakończyła się informacją o tym, że urządzenie jest ładowane. Czyli da się.

Drugie pole do ładowania nie ma przy tym żadnych magicznych gadżetów - ani się nie rusza, ani nie oferuje MagSafe. Jest po prostu dość standardową płytką do ładowania, na której trzeba trafić z ulokowaniem opakowania ładującego nasze słuchawki i czasem ewentualnie poprawić ułożenie. Testowałem to na słuchawkach Jabra Elite 7 Active i trudno się do czegokolwiek przyczepić.

A sam proces ładowania? Cóż, odbywa się.

Przewód z zestawu ma 1,5 m

Z maksymalną mocą w przedziale 5-7,5 W, czyli taką, jaka w zupełności wystarczy, żeby rano zdjąć z ładowarki telefon i słuchawki naładowane do pełna - nawet jeśli wieczorem odkładaliśmy je w stanie kompletnie rozładowanym.

Na plus można też dopisać Ankerowi fakt, że całość nieprzesadnie się nagrzewa, więc zasypiałem z podłączonymi urządzeniami bez większych obaw.

Wejście od strony ładowarki - USB-C.

Za drobny minus można natomiast uznać fakt, że wymagany do działania ładowarki jest zasilacz PD (oczywiście jest w komplecie). Początkowo podłączyłem Ankera 623 do ładowarki, która już była w gniazdku i kompletnie nic to nie dało - niezbyt zaskakujące, ale jednak lenistwo w pierwszej turze wygrało.

Nie jest to może jakiś wielki problem, ale warto o tym pamiętać podczas pakowania się na wakacje. Anker 623 jest kusząco mobilny - i obsłuży dwa sprzęty jednocześnie - ale jeśli nie zadbamy o odpowiedni zasilacz, to niewiele zrobimy. Nawet jeśli mamy inną, słabszą ładowarkę zgodną z USB-C.

Na koniec wielki - przynajmniej dla mnie - plus. Ładowarka jest wprawdzie podświetlana od spodu, ale biały pierścień zaświeca się tylko na chwilę, tuż po podłączeniu urządzenia ładowanego, po czym gaśnie. Zaczynają mi już działać na nerwy te wszystkie diody w innych ładowarkach, które rozpraszają mój sypialniany mrok.

Ładowarka Anker 623 - czy warto?

Tak, bo Anker 623 robi swoją robotę, jest przemyślany, dobrze wygląda, naładuje dwa urządzenia jednocześnie, jest malutki i może robić za podstawkę do telefonu.

Jest tylko jeden haczyk i jest nim cena na poziomie 250-310 zł (takie oferty pokazuje internet), czyli wyższa niż w przypadku oficjalnej ładowarki MagSafe od Apple, wielokrotnie wyższa od nie-firmowych ładowarek indukcyjnych bez MagSafe, a także wyraźnie wyższa od wielu ładowarek z dwoma polami ładowania i nadal bez MagSafe.

Trzeba więc zadać sobie pytanie, czy jesteśmy gotowi pozbyć się ok. 300 zł, żeby móc jednocześnie ładować dwa urządzenia, w tym jedno z MagSafe. Choć w sumie przy telefonach za 3 czy 4 tys. zł nie brzmi to jak wielki wydatek.

Czy kupiłbym ładowarkę Anker 623 dla siebie?

Bardzo możliwe. Pewnie się na to zdecyduję po kolejnym zorientowaniu się, że mój telefon na zwykłej ładowarce przesunął się na bok i rozładował.

Czy poleciłbym znajomemu?

Tak, o ile ma taki właśnie budżet na ładowarkę. Bo nie ma co się oszukiwać - tanie to to nie jest.

Trzy najfajniejsze rzeczy w ładowarce Anker 623:

Robi co trzeba, ładnie wygląda, ma MagSafe

REKLAMA

Trzy najgorsze rzeczy w ładowarce Anker 623:

Nie jest tania, niezbędny jest zasilacz z PD, przy pisaniu na telefonie w trybie poziomym lubi sobie popodskakiwać.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA