REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. Technologie
  3. Social media

Generał Denaturow śmieszy, ale wojna nie ma w sobie nic z memów

Gdyby ktoś wpadł na szalony pomysł obserwować wojnę jedynie przez pryzmat memów, mógłby przecierać oczy ze zdumienia. Ostatnie dni na froncie to zdobycie rosyjskiego czołgu przez Romów, przegrana bitwa rosyjskiego żołnierza z drzwiami, ostrzelanie pomnika czołgu czy utknięcie w windzie. W tym czasie Ukraińcy przenoszą miny z papierosem w ustach.

Zbrodniarz zderzył się ze smartfonami. Putin przegrywa z technologią i światem XXI wieku
REKLAMA

Rosjan zaś w bój wysłali generałowie Kacapajew, Denaturow czy Menelow - jak okrzyknięto rosyjskich wojskowych, nabijając się z ich mocno radzieckiego wyglądu. Memy tłumaczyły, że Kijów nie został zdobyty, bo żołnierze zabalowali, a pojazdy paliwa nie mają, bo generałowie po cichu je sprzedawali na lewo. Stereotypowe, owszem, ale jakie to ma teraz znaczenie.

REKLAMA

Tyle że w obliczu ludzkich tragedii wojna w internecie nagle staje się aż czymś za bardzo absurdalnym. Zwrócił na to uwagę na Twitterze Łukasz Najder. Wpis ma przeszło 2 tys. polubień, co pokazuje, że nie tylko on obawia się, że być może wajcha za mocno została przesunięta na memiczną stronę wojny:

Teoretycznie trudno z tym dyskutować. Prezydent Ukrainy jest już wręcz komiksowym superbohaterem. Zdaje sobie z tego sprawę. Kiedy świat zastanawiał się, czy ostatnie spotkanie Putina z kobietami to czasem nie ściema - agresor miał być doklejony do scenerii, tak naprawdę kobiety go nie widziały - dowodem na to miał być fakt, że ręka Putina przenika przez mikrofon. Co zrobił Wołodymyr Zełenski dosłownie kilka godzin później? Swoje wystąpienie zakończył przestawieniem mikrofonu. Nawet na wojnie możesz stać się viralem.

Podobno w Stanach Zjednocznych fascynacja Zełenskim na TikToku jest wręcz niezdrowa

Kroku prezydentowi dotrzymują sami walczący Ukraińcy. Tak jak Rosja na froncie to gapy, którzy nawet z karabinem nie potrafią otworzyć drzwi, tak broniący swej ojczyzny popisują się bohaterstwem na każdym kroku. Trzeba przenieść minę? Potrzymaj mi papieros. Albo w sumie po co, po drodze się jeszcze sztachnę.

Bardzo łatwo wpaść w tę pułapkę. Ukraińskie profile zresztą podbudowują tę narrację i co rusz dokładają kolejne przykłady. O tym pisałem dziś rano – zwykli mężczyźni, za pomocą prostych sposobów, rozbrajają bombę.

Nie zgadzam się jednak z tym, co napisał Najder. Mam wrażenie, że absurdalna twarz wojny nie przykrywa tej brutalnej. Jest naturalną reakcją. Choćby na takie zdjęcia:

Albo filmik z nagrania rakiety uderzającej w cywilny samochód. Celowo nie wklejam, bo sam ciągle mam w pamięci ten obraz - to chyba zbyt dużo.

Przez większą część czasu nie myślę o Rosjanach jak o nieudolnych gamoniach

Wiem, że to ludzie, którzy bombardują szpitale, ostrzeliwują dzieci w korytarzach sanitarnych, będą w stanie dokonać najgorszych zbrodni. Bo właśnie to widzę w mediach społecznościowych, nawet częściej niż żarty. Dzięki Twitterowi oglądam prawdziwe okrucieństwo wojny, czego się zresztą obawiałem i na co nigdy gotowy nie byłem.

Co więc mi zostaje? Śmiech, naturalne lekarstwo - z Hitlera też się przecież nabijano. Jak zwykle to kwestia bańki, poglądów, ale nie wydaje mi się, żeby memy przysłoniły prawdziwy obraz wojny. Tę widzę po raz pierwszy w życiu tak dokładnie. Owszem, dlatego, że rozgrywa się tak blisko, ale też dlatego, że jest to również wojna cyfrowa, w której internetowa propaganda odgrywa olbrzymie znaczenie. Także ta pozytywna, pro-Ukraińska, robiąca z Rosjan mazgajów.

Czy widok Denaturowa, który namawia Putina do skosztowania dykty (czyli denaturatu - nie sądziłem, że właśnie w takich warunkach poznam pijacki słownik) sprawi, że zapomnę o tych kobietach z dziećmi, które od kilku dni masowo przybywają do Łodzi? Widać je na ulicach, na radosnej Piotrkowskiej. Jedne niosą jedną jedyną walizkę, którą zabrały z domu, inni jakieś przekazane przez ludzi podstawowe produkty. To jest moja wojna, która mnie dotyka, choć to nie na moje miasto spadają bomby i to nie ja muszę szykować się na front - nie ta absurdalna z memów.

Niewykluczone, że staram się przekonać samego siebie

W rozmowie z "Wyborczą" Dr hab. Magdalena Kamińska, prowadząca badania nad cyberkulturą w Zakładzie Badań nad Kulturą Filmową i Audiowizualną Instytutu Kulturoznawstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, zwraca uwagę, że być może memy sprawiają, że o wojnie świat nie zapomniał:

Memetyzacja tej wojny była dobrym posunięciem, bo nauczyliśmy się patrzeć w stronę Ukrainy. Najgorszym scenariuszem było to, że będzie to kolejna zapomniana wojna, w jakimś kącie świata, którym nikt się nie interesuje, nikt nie wie, gdzie to jest i o co chodzi. Wtedy rzeczywiście Rosjanie mogliby rozjechać Ukraińców w ciągu tygodnia. Ale również dzięki memom dziś dzień bez newsów z Ukrainy jest dniem straconym. Nie tylko w Polsce, bo to zrozumiałe, ale na całym świecie.

Czy "Duch Kijowa", gen. Menelow, Rosjanie zatrzymani w windzie są potrzebni, byśmy jeszcze o Ukrainie pamiętali? W innym przypadku nie chcielibyśmy czytać o kolejnym bombardowaniu, jeszcze jednej trudnej nocy Kijowa, zabitych cywilach?

Celowo staram się odebrać "znaczenie" memom, przekonać siebie i was, że nie są aż tak ważne, bo ciągle pamiętamy o prawdziwym okrucieństwie wojny, żeby tylko nie przyznać, że może w uwadze Magdaleny Kamińskiej coś jest.

REKLAMA

Ale faktycznie "memetyzacja" wojny momentami skręca w złą, niepokojącą stronę. Ostatnio modne zrobiło się przedstawianie Putina w makijażu, na tle flagi LGBT. Bo przecież Rosjanie i sam Putin nie cierpią "Gejropy", więc hej - niech ich to zaboli! A że zaboli też osoby z tych środowisk, które wcale nie chcą być w taki sposób przedstawiane, a Putin i Rosjanie o niczym się nie dowiedzą, bo są odcięci od światowego internetu? Nieważne, jest wojna, czasami rykoszetem oberwą też niewinni.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA