REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. Technologie
  3. Foto

Latają przy pożarach i potrafią znajdować ludzi pod gruzami. Nowe drony DJI to to sprzęt rodem z Iron Mana

Lata na ekstremalnym mrozie, w deszczu i przy pożarach, widzi w ciemności i potrafi znajdować ludzi pod gruzami. Do tego nie wymaga operatora, bo autonomicznie wykonuje zaprogramowane loty, a jak trzeba, to sam się doładuje. Oto nowe drony i docki DJI.

Latają przy pożarach i potrafią znajdować ludzi pod gruzami. Oto Nowe drony DJI
REKLAMA

Drony DJI kojarzymy głównie z konsumenckimi zabawkami do fotografowania i filmowania na wakacjach. Seria (Mavic) Mini, Air czy Pro to dobrze znane konstrukcje z różnych półek cenowych, które znajdziemy w każdym lepszym elektromarkcie. Nie każdy jednak wie, że DJI ma też serię Enterprise skierowaną do służb ratunkowych czy np. przedsiębiorstw budowlanych. Jej najnowszy przedstawiciel to DJI Matrice 30, w skrócie M30.

REKLAMA

Seria DJI Matrice do tej pory obejmowała potężne wielowirnikowce przystosowane np. do przenoszenia hollywoodzkich kamer. Nowe drony linii Matrice 30 po raz pierwszy wnoszą do profesjonalnych rozwiązań składaną konstrukcję na wzór konsumenckich Mavików.

DJI Matrice 300 kosztuje 47 tys. zł. Co potrafi dron w takiej cenie?

Przede wszystkim jest to sprzęt do zadań specjalnych. Dron jest dostosowany do lotów w temperaturach od -20 do 50 st. Celsjusza, a do tego może latać nawet w deszczu, ponieważ spełnia normę IP55. Kolejnym ważnym aspektem jest bezpieczeństwo lotu, zapewniane przez niespotykany dotąd zestaw czujników. Na każdym z sześciu kierunków (przód, tył, lewo, prawo, góra, dół) mamy zestaw kamer i czujników ToF dbających o wykrywanie przeszkód. Do tego na pokładzie znalazł się odbiornik ADS-B informujący operatorów o zbliżającym się statku powietrznym, np. helikopterze ratunkowym.

Dron ma nieprawdopodobne parametry lotu, bo potrafi utrzymać się w powietrzu aż przez 41 minut, a do tego nie jest mu straszny wiatr wiejący z szybkością 54 km/h. Do tego dochodzi łączność OcuSync 3 z opcjonalnym wykorzystaniem sieci 4G do przesyłania obrazu.

Szalenie istotne są też kamery, a na pokładzie mamy ich kilka. Podstawowy DJI Matrice 30 ma szerokokątną kamerkę standardu 1/2" robiącą zdjęcia w 12 MP i nagrywającą wideo 4K w 30 kl./s. Do tego dochodzi kamera z zoomem optycznym w zakresie 5-16x. Przeliczając to na ekwiwalent ogniskowej w standardzie pełnej klatki, mamy tu imponujący zakres 113-405 mm. Kamera ma matrycę 48" w standardzie 1/2". Całość uzupełnia dalmierz laserowy do pomiarów odległości w zakresie 3 - 1200 m. Dron Matrice 30T dokłada do tego dodatkową kamerę termowizyjną.

Całość uzupełnia nowy kontroler DJI RC Plus klasy Enterprise. Kontroler ma siedmiocalowy ekran, wspiera łączność OcuSync 3 i 4G i - podobnie jak dron - jest wodoodporny i dostosowany do działania na mrozie i w bardzo wysokich temperaturach.

Znacznie ciekawiej od drona wypada nowy system lądowisk DJI Dock.

Wyobraźmy sobie absurdalną sytuację, w której jakiś kraj bombarduje miasto w innym kraju. Służby ratunkowe muszą dotrzeć na miejsce jak najszybciej, żeby oszacować straty i zaplanować akcję ratunkową. Nikt nie wie, czy do ruin można wysłać ratowników, bo przecież pierwsza zasada udzielania pomocy to zadbanie o bezpieczeństwo ratownika.

W takiej sytuacji drony stają się idealnym pomocnikiem, ale nowy DJI Matrice 30 wraz ze stacją DJI Dock wkracza na zupełnie nowy poziom. Stacja dokująca mieści się w wielkiej skrzyni, która może też służyć do bezpiecznego przechowywania drona. Po rozłożeniu skrzyni DJI Dock staje się lądowiskiem i przenośnym akumulatorem. Dron może nie tylko wystartować z takiego miejsca, ale też odbyć zupełnie autonomiczny lot według wcześniej zaplanowanej trasy.

Wyobraźmy sobie, że na miejscu zdarzenia nie ma akurat żadnego operatora drona. Przekazywanie niedoświadczonej osobie sprzętu za 47 tys. zł nie jest najlepszym pomysłem, ale każdy z minimalną wiedzą odnośnie oprogramowania komputerowego jest w stanie bezpiecznie zaplanować lot drona. Wystarczy wyklikać trasę w intuicyjnym programie DJI i zatwierdzić kluczowe pozycje. Następnie dron sam wykona lot, zawiśnie w zaplanowanym miejscu, sprawdzi teren, oszacuje rozmiar szkód (dalmierz), rozpozna, czy na miejscu są ludzie wymagający pomocy (kamera termowizyjna), prześle dane i wideo do stacji, a ta prześle je do operatora. Jeśli trzeba, dron wróci, by się podładować.

To wszystko może się odbyć zimą w czasie opadów śniegu, w czasie deszczu, a także bezpośrednio przy pożarze, kiedy żar powietrza jest uciążliwy dla ludzi. Ba, taki dron poradzi sobie nawet nocą.

DJI kolejny raz pokazuje, że przyszłość już nadeszła.

REKLAMA

Postęp technologiczny, jaki robi firma DJI jest bezprecedensowy. Z roku na rok pojawiają się zupełnie nowe rozwiązania, które po prostu działają i realnie poprawiają jakość pracy służb operujących w terenie, w tym, ratowników medycznych, ratowników górskich, strażaków, czy strażników granicznych.

Aż trudno przewidzieć, co ten producent wymyśli za kilka lat. Pewne jest tylko jedno: nie ma na rynku drugiej firmy, która mogłaby zagrozić pozycji DJI. Ten producent absolutnie zdominował rynek dronów konsumenckich, a teraz przenosi swoje doświadczenie na coraz bardziej profesjonalne segmenty. Amerykanie mówią, że "sky is the limit", ale Chińczycy z DJI ewidentnie nie znają tego powiedzenia.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA