1. SPIDER'S WEB
  2. Nauka

Rada Medyczna przy polskim rządzie się rozpadła. Mają dość antyszczepów i głupich działań polityków

Aż 13 z 17 członków Rady Medycznej zrezygnowało z zasiadania w niej. Po półtora roku walki z koronawirusem renomowani naukowcy piszą w liście do Mateusza Morawieckiego wprost, że są sfrustrowani tym, że rząd zwyczajnie nie słucha ich wskazówek i wytycznych. Mają też dość akceptowania środowisk antyszczepionkowców. To jasno pokazuje: Rada Medyczna była tylko listkiem figowym potrzebnym rządowi do prowadzenia własnej polityki, często pod rękę właśnie z antyszczepami.

Rada Medyczna nie istnieje. Mateusz Morawiecki dostał list

O rezygnacji z uczestnictwa w Radzie Medycznej lekarze poinformowali bezpośrednio premiera Mateusza Morawieckiego. Pod listem podpisało się aż 13 z 17 ekspertów zasiadających w radzie. Nie owijają w nim w bawełnę. Piszą wprost o akceptowaniu antyszczepionkowców i uległości wobec nich:

Byliśmy niejednokrotnie oskarżani o niedostateczny wpływ na poczynania Rządu. Jednocześnie obserwowaliśmy narastającą tolerancję zachowań środowisk negujących zagrożenie COVID-19 i znaczenie szczepień w walce z pandemią, czego wyrazem były również wypowiedzi członków Rządu lub urzędników państwowych.

Zaznaczają, że rząd nie realizował działań rekomendowanych przez radę, które miały chronić zdrowie i życie Polek i Polaków:

Rozbieżności między przesłankami naukowymi i medycznymi a praktyką stały się szczególnie jaskrawe w kontekście bardzo ograniczonych działań w obliczu fali jesiennej, a potem wobec zagrożenia wariantem Omikron, pomimo przewidywanej olbrzymiej liczby zgonów.

I uważają, że po prostu Rada Medyczna jako byt nie ma sensu: "Z upływem czasu z narastającą frustracją obserwowaliśmy brak politycznych możliwości wprowadzania optymalnych i sprawdzonych rozwiązań w walce z pandemią".

To pokazuje, jak polski rząd przez ostatnie półtora roku traktował i obywateli kraju, i ekspertów, którzy mieli z koronawirusem walczyć. Widać też jak na dłoni, jakie priorytety ma polski rząd w prowadzeniu polityki - to nie jest zdrowie obywateli, ale własne zachowanie posad. Oczywistym jest, że większość antyszczepionkowców to osoby gorzej wykształcone, z mniejszych miast i wsi, z niższymi dochodami. To także naturalnie większość wyborców Prawa i Sprawiedliwości.

Polska to nie jest kraj, w którym można uznać, że coś jest ważniejszego od władzy czy pieniędzy. Że jest coś śmiertelnie groźnego, z czym trzeba walczyć ponad podziałami. Dopiero co opisywaliśmy, jak z koronawirusem radzi sobie Portugalia. Tam liderem walki z pandemią jest wojskowy admirał - apolityczny, za to zdeterminowany, by wirusa pokonać. Politycy nie wtrącają mu się w działania, w ogóle polityka i koronawirus to niełączone ze sobą tematy.

Tyle że to w Portugalii. Nad Wisłą bowiem połowa społeczeństwa to antyszczepionkowcy zapatrzeni w Morawieckiego opowiadającego, że "ten wirus już sobie poszedł". Poszedł, rozlazł się po Polsce i umościł, bo ma tu duże pole do popisu. Zaledwie nieco ponad 50 proc. wyszczepionego społeczeństwa sprawia, że nawet linie lotnicze już przestają chcieć do Polski latać. Prawo i Sprawiedliwość karykaturuje ten kraj, żongluje tematami do przykrycia kolejnych afer i podlizuje się ludziom, którzy uważają, że Bill Gates steruje ludzkością dzięki wszczepionym chipom.

Teraz już nawet Rada Medyczna - naukowy fundament walki z koronawirusem w Polsce - postanowiła, że czas przestać udawać. Lekarze, wybitni naukowcy mają niewielki wpływ na to, co wyprawia polski rząd z Morawieckim na czele i Kaczyńskim za plecami w kontekście koronawirusa. Naukowcy zarzucają na przykład, że rząd nie posłuchał ich w sprawie szczepień pracowników medycznych. Rada rekomendowała, by zrobić to latem, rząd wprowadza je dopiero teraz i to w lekkiej wersji.

W liście eksperci piszą wprost: rząd znów za późno wdraża rekomendacje, co pociągnie za sobą kolejne zakażenia i zgony. Kolejne śmierci Polek i Polaków.

Rada Medyczna w rozpadzie przez zgniłych polityków

Zorganizowanie grupy naukowców, którzy mają tworzyć politykę wobec koronawirusa, było pomysłem Mateusza Morawieckiego. Rada powstała w listopadzie 2020 roku, a jej członkowie niejednokrotnie wypowiadali się w mediach. Politycy zaś lubowali się na nich pooływać. Jak się okazuje, publicznie mówili swoje, ale niekoniecznie słuchali się naukowców.

Gwoździem do trumny stał się projekt ustawy, która uprawniałaby pracodawców do sprawdzania wyników testów u pracowników. Zamiast przepisy wprowadzić zgodnie z zaleceniem, sejmowa komisja zdrowia zgodziła się na publiczne wysłuchanie projektu. To uruchomiło antyszczepów, którzy znowu zaczęli awanturować się o obowiązkowe szczepienia (choć to nie o tym jest projekt), a nawet zorganizowali pielgrzymkę do Jarosława Kaczyńskiego. Grupa posłów-antyszczepów zabrała tam nawet relikwie św. Andrzeja Boboli. Mniejsza o to, czemu akurat jego, a nie papieża-Polaka. Niemniej, paradne antyszczepy sejmowe przechyliły szalę.

Nie wiadomo, co będzie dalej z tym bytem. Centrum Informacyjne Rządu opublikowało stanowisko, w którym umniejsza rolę Rady Medycznej. Tłumaczy, że władza podejmuje decyzje dotyczące koronawirusa na podstawie nie tylko rozmów z lekarzami, ale też przedstawicielami innych grup zawodowych. "Poszczególne decyzje były konsultowane z wieloma środowiskami - w tym z medykami, przedsiębiorcami, ekspertami od edukacji i psychologami. Trzeba jednak podkreślić, że opinie poszczególnych gremiów były często odmienne. Pokazywano w ten sposób wiele dróg na radzenie sobie z pandemią oraz jej skutkami społeczno-gospodarczymi. To rolą rządu jest podejmowanie decyzji na bazie  zróżnicowanych stanowisk ekspertów - Rady Medycznej, ekonomistów, ekspertów z innych obszarów, na które wpływa epidemia" - czytamy w komunikacie CIR.

Jak jednak informuje "Wyborcza", która w ogóle jako pierwsza napisała o sytuacji, Morawiecki poprosił ekspertów o wstrzymanie się z decyzją do poniedziałku. Wygląda na to, że premier spędzi teraz weekend z ręką w nocniku.

Zdjęcie główne - Kamila Kozioł/Shutterstock