1. SPIDER'S WEB
  2. plus
  3. SW+

Szczepionkowy mistrz świata. Jak wojskowy ustawił cały kraj do pionu i wszyscy się z tego cieszą

Ponad metr dziewięćdziesiąt wzrostu, mundur i twardy, żołnierski przekaz: politycy z dala od pandemii, obywatele do punktów szczepień. Tak z koronawirusem walczy kraj uznawany za wzór w tej kwestii. Kraj, w którym zaszczepionych jest już ponad 90 proc. obywateli.

Covid w Portugalii. Jak poradzono sobie z falą pandemii

Konają w karetkach pogotowia stojących w długich kolejkach do szpitalnych oddziałów ratunkowych. Wielu innych odchodzi jeszcze wcześniej – w domach. System ochrony zdrowia chyli się ku upadkowi. Każdego dnia przybywa nawet kilkanaście tysięcy nowych zakażeń na COVID-19, ludzie umierają setkami. Ci z karetek i domów nie mogą liczyć na lepszą pomoc, bo szpitale są wypełnione pacjentami po brzegi. Wszyscy z tym samym śmiertelnym wirusem.

Nadzieją może być tylko opracowana niedawno szczepionka. Ale program jej podawania, choć dopiero powstał, już jest w rozsypce. Obiecane dostawy szczepionek docierają do kraju z opóźnieniem. Jakby tego było mało, wybucha afera: niektórym zastrzyki podawano poza ustaloną kolejnością.

Nie, nie chodzi o Polskę. To Portugalia z początku 2021 roku. Jeden z najmocniej dotkniętych wariantem Delta krajów. Jednocześnie kraj, który kilka miesięcy później zaczął być uznawany za szczepionkowego mistrza świata. Podwójną dawkę preparatu przyjęło tam już blisko 90 proc. populacji. W Polsce odsetek ten wynosi 55 proc. Nic dziwnego, że Portugalia stawiana jest za wzór do naśladowania dla innych, a Polska oznaczana jako kraj wysokiego ryzyka.

Admirał na wojnie z COVID-19

Drogi Polski i Portugalii rozeszły się w okolicach lutego 2021 roku. Kiedy nad Wisłą rozliczano przedstawicieli „elity”, którzy przyjęli szczepionkę przed medykami, w Portugalii zrezygnowano z usług szefa programu szczepień z politycznego nadania. Zastąpiono go niezwiązanym z władzami byłym dowódcą okrętu podwodnego – admirałem Henrique de Gouveia e Melo. Cel 62-letniego wojskowego był jasny: zaszczepić jak najwięcej ludzi w jak najkrótszym czasie.

– Miałem na sobie spojrzenie 10 mln ludzi. Tak się czułem – mówił później Henrique de Gouveia e Melo w wywiadzie dla Associated Press, odnosząc się do całej populacji Portugalii.

Admirał Melo szybko zebrał 30 osób (lekarzy, epidemiologów, matematyków, analityków i taktyków wojskowych) mających koordynować akcję szczepień. Do zespołu dołączyli eksperci od strategii komunikacji, by przekaz był jasny, klarowny i przekonujący. I to właśnie zmiana w tej ostatniej dziedzinie była na początku najbardziej widoczna. Melo sam jest postawny (ma ponad 1,9 m wzrostu) i żeby podkreślić powagę sytuacji podczas wystąpień publicznych, dodatkowo nosił bojowy mundur. Jak mówił w AP, było to symboliczne wezwanie do walki. Dzięki temu już z samego jego wizerunku wynikał przekaz: kraj jest na wojnie z wirusem. A sam Melo ciągle podkreślał, że obywatele tylko łącząc siły, mają szansę stawić mu czoła. Wojskowa symbolika objawiła się też w języku. – Używam nie tylko języka wojny, ale i wojskowego słownictwa – mówił w „New York Times”.

2018 rok. Admirał Melo w środku. Fot. U.S. Navy

– Jeśli to nie jest wojna, to czym jest? – pytał w lokalnej prasie, mówiąc, że walka z COVID-19 to tak naprawdę wojna, której nie można przegrać, bo tak jak zbrojny konflikt uderza w ojczyznę i pochłania ofiary. – Wszyscy Portugalczycy muszą być tego świadomi – dodawał.

W National Public Radio uzupełniał, że przedstawienie tej sytuacji jako wojny było kluczowe, bo to wojna z wirusem. – Kiedy tak to przedstawisz, to ktoś musi sobie odpowiedzieć, po której jest stronie. Albo jesteś po naszej stronie, stronie społeczeństwa i chronisz siebie, swoich bliskich, nas wszystkich albo jesteś z wirusem i ściągasz na nich śmiertelne zagrożenie. Tu nie ma alternatywy – tłumaczył na antenie.

- Spójność na poziomie komunikacji i języka była kluczowa. W Portugalii ruchy antyszczepionkowe nie zyskały zbyt dużego zasięgu ani posłuchu. Portugalczycy używają tutaj nawet innego określenia: negacionistas, po polsku negacjoniści, czyli osoby zaprzeczające czemuś, co jest powszechnie naukowo uznane za prawdziwe. Już na poziomie narracji budowane było spójne podejście w kwestii walki z pandemią – mówi Marta Stacewicz-Paixão, Polka mieszkająca przez ponad dekadę w Portugalii, autorka książki o tym kraju oraz sensemaker i strateg komunikacji w Responsible Leadership Academy.

I to się faktycznie udało, bo początkowo wątpliwości co do szczepionek miało ok. 40 proc. społeczeństwa, a dziś osoby całkiem przeciwne preparatom przeciwko COVID-19 stanowią 2,2 proc. całego społeczeństwa.

Jedną z ważnych rund walki z wirusem był jeden z nielicznych protestów negociadores w Odivelas pod Lizboną, gdy blokowali wejście do punktu szczepień. Admirał Melo nie bał się stanąć z nimi twarzą w twarz. Taka postawa w naszym kraju, gdzie politycy, bojąc się utraty poparcia i spadku sondaży, wręcz z antyszczepionkowcami flirtują, może być odebrana jako niezwykły akt odwagi lub szaleństwa. A dla admirała Melo nie była niczym niezwykłym. Mimo obecności telewizyjnych kamer nie uciekł przed rozgniewanymi demonstrantami, którzy nazwali go „mordercą”, lecz spokojnie, choć zdecydowanie tłumaczył im, że „prawdziwym zabójcą jest wirus i szaleni ludzie, których umysły wciąż tkwią w XIII wieku i w oderwaniu od rzeczywistości”. Styl, w jakim rozprawił się z nimi, sprawił, że zdobył uznanie Portugalczyków. Stał się dla nich kimś w rodzaju narodowego bohatera, na którego widok czekający w kolejce po szczepionkę biją brawo, a młodzież wychwala na TikToku.

Szczepienia na COVID-19 w Portugalii. Fot. Sopotnicki / Shutterstock.com

– Jego charyzma, profesjonalizm i wiarygodność sprawiły, że szybko stał się jedną z najbardziej popularnych i szanowanych postaci w kraju – oceniał w „Financial Times” Miguel Prudencio, badacz z Instytutu Medycyny Molekularnej w Lizbonie.

Dziś mało kto o tym pamięta, ale w pierwszych miesiącach pandemii taką postacią w Polsce mógł stać się... Łukasz Szumowski, ówczesny minister zdrowia. Media ochoczo przedstawiały go jako człowieka walczącego niemal na pierwszym froncie, a jego podkrążone oczy miały być dowodem na zmaganie się z wirusem bez chwili odpoczynku. Potem jednak na jaw wyszła afera z trefnymi maseczkami, a chwilę później z respiratorami od handlarza bronią i czar prysł. Sam Szumowski zaś porzucił ministerialne stanowisko z poczuciem (głównie własnym) dobrze spełnionej misji.

Tradycja walki odkrywców

Ale niektórzy w Portugalii byli nieco sceptyczni wobec roli admirała Melo. Wśród nich jest choćby profesor Tiago Correira z Universidade Nova de Lisboa. – Publiczne postrzeganie admirała Melo jako głównego czynnika udanego programu szczepień jest przesadą. Kluczowym czynnikiem była tradycja – przekonywał w APN News. Faktycznie, Portugalia ma długą tradycję walki ze śmiertelnymi chorobami. Wiele starszych osób i ich dzieci wciąż w pamięci ma bowiem walkę z polio czy epidemią odry.

– Pamięć o tych wydarzeniach wciąż jest żywa. Wtedy szczepionki pomogły, były wręcz wybawieniem. Wówczas wielu ludzi zrozumiało, jakie korzyści płyną ze szczepień i dziś nikomu nie trzeba tego tłumaczyć. Zresztą w kraju podróżników, odkrywców i marynarzy słowo epidemia czy kwarantanna nie jest niczym nowym. Tutaj od wieków ludzie zmagają się z różnego rodzaju zarazami, a kiedy widzą, że naukowcy znajdują na nie środki, to z nich korzystają, a nie starają się być od nich mądrzejsi – mówi Patrycja Bielska, Polka mieszkająca od ponad 20 lat w Porto i pracująca jako przewodniczka.

Jej słowa potwierdza współczesny współczynnik wyszczepienia przeciwko odrze, śwince czy różyczce, który w Portugalii jest jednym z najwyższych w Unii Europejskiej. Jednak przed pandemią również w Polsce przed obowiązkiem szczepień m.in. na wspomniane choroby uchylał się co prawda gwałtownie rosnący, ale wciąż niewielki odsetek rodziców. Z danych Państwowego Zakładu Higieny wynika, że rodziców nieszczepiących swoich dzieci w naszym kraju było w 2019 roku ok. 48,6 tysiąca, a w 2020 roku, czyli w pierwszym roku pandemii, już 50,5 tys.

Liczba niezaszczepionych dzieci w Polsce. Źródło: Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego PZH

Choć pozornie wzrost wydaje się niewielki, to jest całkiem odwrotnie. Dekadę temu takich przypadków było niecałe 5 tys. Eksperci nie mają wątpliwości, że ten nasilający się trend to efekt działań m.in. szerzących dezinformację środowisk antyszczepionkowych. Przez lata zasiewały one wątpliwości wobec szczepionek dla dzieci, kiedy więc nawiedziła nas pandemia COVID-19, trafiły na podatny grunt. Te plony zbieramy dziś w postaci milionów niezaszczepionych przeciwko COVID-19 Polaków. Z badania Centrum Badawczo-Rozwojowego BioStat wynika bowiem, że przeciwko COVID-19 wcale nie zamierza zaszczepić się prawie co czwarty (23,8 proc.) Polak. To ponad 9 mln osób.

Ważna jest więc postawa społeczeństwa. Portugalczyków w przeciwieństwie do Polaków nie zachęcano do szczepień w żaden spektakularny sposób. Nie trzeba było przekupywać ich loteriami, w których do wygrania były hulajnogi czy samochody, jak w Polsce. Widząc, jak groźny jest wirus, zaufali nauce. Chętnych nie brakowało także wtedy, gdy obniżono kryterium wieku i preparat mogli przyjmować już 12-latkowie.

– Portugalczycy po prostu wyciągnęli lekcję z tego, co doświadczyli na własnej skórze. Sceny sprzed roku, kiedy szpitale były przepełnione, codziennie umierały setki osób, były traumatyczne i mocno odbiły się w zbiorowej pamięci – mówi Patrycja Bielska. Jej słowa potwierdzają badania Eurobarometru z czerwca 2021 roku. Wynika z nich, że 72 proc. Portugalczyków za ważny powód do przyjęcia szczepionki uznaje ochronę swojej rodziny i innych przed wirusem (w Polsce – 41 proc). Trudno oddzielać taką postawę od traumatycznych doświadczeń, które odcisnęły piętno w ich pamięci na początku pandemii.

– Dla Portugalczyków niezwykle ważna jest wspólnota, relacje z rodziną, sąsiadami, bliskimi, z którymi mają codzienny, realny kontakt. Okres zamknięcia, kiedy nie mogli się z nimi spotykać, wyjść na kawę, był bardzo trudny. Widzieli, że COVID-19 im to wszystko zabiera. Kiedy tylko pojawiła się szczepionka, czyli szansa na powrót do normalności, ochoczo z niej korzystali. Nikt ich do tego nie zmuszał. Oni po prostu stosują zalecenia ekspertów, bo tutaj ludzie mają ogromny szacunek do medyków i naukowców. Dlatego niemal nikt tu nie kwestionuje tego, że trzeba nosić maskę czy zachowywać dystans. W autobusie czy metrze nie da się spotkać kogokolwiek bez prawidłowo założonej maski. To wynika z odpowiedzialności za bliskich, ale i chęci powrotu do swojego dobrego życia, wśród ludzi, bez codziennego strachu – dodaje Bielska.

Doskonale obrazuje to krótka scena zrelacjonowana przez National Public Radio w artykule z grudnia zeszłego roku. Jej bohaterką jest 80-letnia kobieta, która przyjęła już trzy dawki szczepionki, aby ze spokojem wybrać się do teatru. To wszystko w czasie, kiedy nowy wariant koronawirusa Omikron trafił do Portugalii. Zapytana, czy nosi maskę i czy to samo robili widzowie na publiczności, odparła: – Oczywiście. Wszyscy byli w maskach. Życie jest zbyt dobre, aby je stracić. Trzeba nauczyć się żyć z covidem.

- Portugalczycy kulturowo mają wysokie poczucie społecznej odpowiedzialności, a także mocno ugruntowane posłuszeństwo wobec władz. W kontekście bezpieczeństwa czy zdrowia, zawsze na pierwszym miejscu jest wspólnota.  Jeśli więc są obostrzenia, to zrozumiałe, że wprowadzono je po prostu dla ochrony i dobra wszystkich, że należy ich przestrzegać, nawet jeśli to trudne. Polacy są bardziej niepokorni. Niestety, widzimy jak to kształtuje sytuację epidemiologiczną w naszym kraju - mówi Marta Stacewicz-Paixão i dodaje, że Portugalczycy ufają władzom swojego państwa.

Kiedy więc zespół admirała Melo przygotował potrzebną do masowych szczepień infrastrukturę, ta szybko wypełniła się chętnymi na preparat. Tu też ważna była współpraca, bo punkty szczepień stworzono razem z władzami samorządowymi, rozbudowując istniejące ośrodki zdrowia. Stworzono też setki nowych. Niektóre z nich powstały na piłkarskich stadionach i przypominały fabryki z ogromnymi liniami produkcyjnymi, których produktem byli zaszczepieni ludzie. W szczytowych momentach w punktach szczepiono dziennie ponad 150 tys. osób.

Ale sama infrastruktura to też za mało, aby wygrać z wirusem. Potrzeba bowiem ludzi, którzy nie będą bali się z niej korzystać. Obawy związane ze szczepieniami, ale i nowymi obostrzeniami pozwalały rozwiewać środki użyte przez władze i sztab Task Force, czyli jasna strategia, prosta komunikacja i technologie. Kiedy bowiem ludzie wiedzą, co ich czeka, nikt nie zaskakuje ich z dnia na dzień, to czują się bezpiecznie. Nie muszą wchodzić w tryb surviwalu, gdzie każdy odpowiada za siebie i walczy na własną rękę o przetrwanie. 

- Kierowany przez admirała Gouveia e Melo sztab do walki z covidem opierał się na trzech filarach. Planowania i przetwarzania danych, strategii i jej wdrażania oraz komunikacji. Nie było więc tak, że był kluczowy tylko jeden człowiek, czy jedna technologia, ale wszystko razem – mówi Stacewicz-Paixão.

Jednak ważną rolę w bieżącym informowaniu społeczeństwa, czy o zakażeniach, czy o możliwości szczepień, odegrały technologie. Przykładem jest wykres Matriz de risco.

Matriz de risco

Ta internetowa, ale pokazywana też w telewizji, tablica ryzyka, na której w prosty wizualnie sposób przedstawiono liczbę zakażeń i transmisyjność wirusa. Kluczowa na niej była kropka, która przemieszczała się po tablicy wskazując aktualny trend. Im dłużej była na obszarze zielonym, tym lepiej. I odwrotnie: im więcej żółtego pomarańczowego czerwonego i bordowego, tym gorzej.

- Sucha liczba codziennych zakażeń i zgonów w pewnym momencie staje się tylko statystyką, która jest, ale wydaje się, że nas nie dotyczy. Wykres ryzyka zastosowany w Portugalii to nie tylko  zrozumiały sposób pokazania bieżącej sytuacji. Do tak zwizualizowanej informacji łatwo się odnieść jednostkom, zobaczyć „gdzie jesteśmy” – mówi Stacewicz-Paixão.

Przewodniczka Patrycja Bielska dodaje: – Ten wykres jest bardzo ważny. Jasny, czytelny dla wszystkich. Wszyscy rozumieli, że zielony oznacza, że jest bezpiecznie. Można wyjść do restauracji, odwiedzić znajomych. Ale kiedy kropka przechodziła w żółtą czy czerwoną strefę, to było wiadomo, że trzeba się pilnować, ograniczać wyjścia, spotkania. Ludzie się tym kierowali, bo nie chcieli kolejnego lockdownu.

Kolejny przykład to system Afluência.io.

To technologia przekazana władzom przez prywatną firmę do śledzenia natężenia ruchu w punktach szczepień. Bezpłatnie mogli korzystać z niej wszyscy obywatele. Wystarczyło wejść na stronę internetową i zobaczyć, co wskazuje system zobrazowany światłami drogowymi: zielonym, żółtym, czerwonym.

- Pokazywały one, w czasie rzeczywistym, obłożenie w sieci ponad 300 punktów szczepień w całym kraju oraz ile czasu będzie trzeba czekać w kolejce– mówi Stacewicz-Paixão i dodaje, że Portugalczycy od dekad stawiają na cyfryzację, a dane obywateli są przetwarzane i analizowane od dawna. Dzięki temu wiele urzędowych czy formalnych spraw można załatwić online wchodząc na jeden portal, przez jedno konto i logując się za pomocą jednego loginu.

- Portugalczycy nie musieli budować wszystkiego od nowa w trybie pożaru. Potrafili zaprzęgnąć do roboty system i dane, które już mieli. I co ważne, mając na celu realne potrzeby obywateli życia i funkcjonowania w realiach walki z pandemią – dodaje.

Nowe technologie w walce z COVID-19 wykorzystywały również inne kraje. W Estonii, jednym z najbardziej zaawansowanych państw cyfrowych na świecie, gdzie prawie wszystko można załatwić online, już dzień po ogłoszeniu stanu wyjątkowego odbył się hackathon. Jego celem było zebranie pomysłów i rozwiązań mających służyć walce z koronawirusem. Efektem tej burzy mózgów były zrealizowane niedługo potem mapy infekcji, kwestionariusz samooceny Koroonatest czy krajowy chatbot SUVE odpowiadający na pytania dotyczące sytuacji awaryjnych w języku estońskim i angielskim.

Głośno było też o działaniach Tajwanu, który do walki z pandemią wykorzystał Big Data. Tamtejsze Centra Kontroli Chorób mają dostęp do danych lokalizacyjnych telefonów, dzięki czemu władze mogą w czasie rzeczywistym sprawdzać, jak przemieszczają się obywatele. Są też w stanie określić ich lokalizację do 24 godzin wstecz. Oznacza to, że wiedząc, kto jest zarażony, można sprawdzić, z kim miał kontakt. To pozwala na bardzo szybkie reagowanie i informowanie osób potencjalnie zagrożonych.

Z kolei hiszpańscy naukowcy do analizowania stanu zdrowia zakażonych zaprzęgli sztuczną inteligencję. Stworzyli oprogramowanie, które analizuje skany płuc ze szpitalnych tomografów, identyfikuje oznaki koronawirusa i ocenia stopień patologicznych zmian. Aby wykonać taką analizę, doświadczony lekarz potrzebuje sporo czasu. Komputer robi to w kilka sekund, co znacznie przyśpiesza proces diagnozowania pacjentów.

To tylko bitwa

Wróćmy jednak do Portugalii, gdzie - jak wskazuje Stacewicz-Paixão - w promocji szczepień ważne było również to, że Portugalczycy z jednej strony mniej ufają informacjom w mediach społecznościowych, a to tam rodzą się i wygrywają teorie spiskowe, a z drugiej mają duże zaufanie do tradycyjnych mediów. Te ostatnie często towarzyszą im w czasie spotkań w domach czy kawiarniach.

– To dla nich pewne źródło informacji, któremu można zaufać, bo w Portugalii krajobraz medialny nie jest tak spolaryzowany jak w Polsce – mówi Stacewicz-Paixão i dodaje, że pandemia nie stała się frontem walki politycznej.– Politycy zdecydowali się oddać walkę z pandemią wojsku, a wojskowi powiedzieli: zero polityki. Politycy, rządzący i opozycyjni, zgodnie to   zaakceptowali uznając za oczywiste, że walkę polityczną można uprawiać wszędzie, ale nie tu, więc arena koronawirusa i szczepień jest od tego wolna. Co ciekawe niedawno rozwiązano parlament, bo projekt budżetu nie został przyjęty. Pod koniec stycznia będą przedterminowe wybory, ale nikt obszaru wali z pandemią  nie używa w politycznym starciu, bo jest jasne, że to kwestia zdrowia, życia, a nie kampanii. Nie ma więc potrzeby uwodzenia czy ustępowania elektoratom, manipulowania opinią publiczną, bo wszyscy są zgodni, że priorytetem jest powrót do normalności a tego nie uda się bez sukcesu akcji szczepień – dodaje.  

Oderwanie pandemii od polityki za kluczowe uważa też admirał Melo. Pytany przez dziennikarzy „New York Times”, co inne kraje mogą zrobić, aby wzmocnić program szczepień, udzielił prostej rady: znaleźć do jego organizacji ludzi, którzy nie są politykami. – To człowiek apolityczny, dlatego budzi większe zaufanie. A to, że politycy różnych opcji mówią jednym głosem „szczepcie się, zachowujcie dystans, noście maseczki”, sprawia, że ludzie widzą, że tu nie ma sporu, a skoro tak, to jest to słuszne. Pod tym względem różnica między Polską a Portugalią jest ogromna – ocenia Patrycja Bielska.

Różnice widać też w statystykach. Nad Wisłą niemal każdego dnia odnotowywanych jest kilkaset zgonów. W Portugalii, choć statystyki zakażeń po pojawieniu się niezwykle szybko rozprzestrzeniającego się wariantu Omikron biją rekordy i są wyższe nawet niż przed rokiem, to zgony nie przekraczają 25 przypadków dziennie.

– Co innego mieć nowe przypadki zakażeń niż nowe zgony – stwierdziła w National Public Radio dr Graca Freitas, dyrektor portugalskiego urzędu ds. zdrowia. Według niej nowe warianty koronawirusa będą pojawiać się dopóty, dopóki większość świata nie będzie zaszczepiona.

Portugalski rząd i specjaliści mówią jasno: przy tej skali zakażeń śmiertelność jest niewspółmiernie niska. Czyli szczepienia zadziałały, ale to nie czas na świętowanie, lecz na kolejne dawki. A admirał Melo podkreśla: – Wygraliśmy bitwę, ale nie wygraliśmy wojny, bo to wojna światowa.