1. SPIDER'S WEB
  2. Technologie
  3. Sprzęt

Roboty dostarczające jedzenie utknęły w korku. Są rozczulająco nieporadne i nie radzą sobie bez człowieka

W sieci furorę robi wideo pokazujące roboty dostarczające jedzenie, które utknęły w korku. Tym razem zima zaskoczyła nie drogowców, ale twórców urządzeń mających radzić sobie samodzielnie.

Roboty dostarczające jedzenie ugrzęzły w śniegu. Powstał korek

Po tych niezdarnych szkrabach raczej nie ma co spodziewać się brutalnej rewolucji. Chociaż jesteśmy daleko od wizji rodem z filmów science-fiction, to w temacie robotów dzieje się naprawdę dużo. Już tu są i bardzo pomagają ludziom. Nawet w Polsce.

Niedawno ktoś na Twitterze przypomniał, że głowa rodziny Jetsonów urodzi się w 2022. To oznacza, że George został już poczęty. Niby nic nieznacząca, zabawna ciekawostka zmusiła jednak do myślenia. Mamy jeszcze jakieś 30-40 lat do zrealizowania wizji, o której marzyliśmy oglądając serial. Latające samochody, krótka praca (tak, tak – Jetsonowie wkurzali się, gdy musieli spędzić w niej… dwie godziny), roboty pełniące funkcje służących – jesteśmy raczej dalej niż bliżej, żeby to mogło się spełnić.

Teoretycznie. Bo roboty już tu są i pomagają

Na Reddicie pojawił się zabawny i uroczy filmik „korku” spowodowanego przez pojazdy dostarczające żywność. Roboty utknęły w śniegu i nie mogły się poruszać.

Podobno problem rozwiązano i po jakimś czasie dalej ruszyły w trasę. A gdy jakiemuś znowu zdarzyło się zakopać to do akcji wkraczali mieszkańcy.

Ich widok w stolicy Estonii od jakiegoś czasu nie jest zaskoczeniem. Roboty dostarczają zamówienia zrealizowane w sklepie Selver. Mogą pomieścić trzy torby zakupów, a kupione produkty są do odbioru w ciągu nawet pół godziny. Drogę robota śledzi się w aplikacji.

To niby jeszcze jeden dowód na technologiczną potęgę Estonii. W kraju, w którym już w 2005 roku organizowano internetowe wybory, widok robocików sunących z zamówieniami nie może dziwić. Owszem, Estonia ma mniej mieszkańców niż Warszawa, ale to i tak imponuje. Na szczęście my także nie mamy się czego wstydzić.

Twórcy firmy DeliveryCouple stworzyli robota (a w zasadzie drona na kołach, bo nie jest to na razie pojazd autonomiczny), który odbył jazdę testową, dostarczając jedzenie z jednej z lubelskich restauracji. Próby odbyły się w listopadzie.

Przebycie 3-kilometrowego dystansu zajmuje Mateuszowi, bo taką nazwę nosi maszyna, nieco ponad 25 minut. Sprzęt wyposażony został w kamery i czujniki i zdalny system otwierania, który uniemożliwiać ma kradzież.

Póki co Mateuszem steruje człowiek, ale w ciągu dwóch lat pojazdy mają być w 90 proc. autonomiczne.

Zamówione jedzenie nie tylko będzie dostarczone przez robota – będzie także zrobione

We Wrocławiu już korzysta się z technologii ułatwiającej kucharzom wykonanie sushi. W restauracji Sushi Kushi zamontowano maszyny do układania ryżu, cięcia oraz kręcenia rolek. Jeden robot potrafi zrobić 2400 porcji nigiri lub pociąć 200 rolek sushi w godzinę. Maszyna w ciągu 2 sekund tnie rolki jednym cięciem czy układa ryż na nori.

– Robot wykonuje za mnie najcięższą pracę, w której ludzki błąd zawsze istniał. Rolki docięte są idealnie, porcje ryżu idealnie wyważone, rolki złożone są perfekcyjnie, a po przecięciu wyglądają idealnie. Dzięki niemu jesteśmy w stanie znacznie szybciej obsłużyć naszych gości oraz zamówienia. Odbiło się to już w procentowym wzroście sprzedaży oraz znacznie ułatwiają nam prace w weekendy, w momencie dużej ilości setów do przygotowania – wyjaśnia Andrzej Pelc-Gonera, właściciel marki Sushi Kushi.

Wprawdzie nie jestem koneserem sushi, ale akurat wszystko, co ma w sobie element ludzkiego błędu, jest dla mnie ciekawsze, szczególnie w kuchni. Z jednej strony perfekcja bywa potrzebna, bo dzięki temu danie jest powtarzalne i zawsze smakuje tak samo, ale z drugiej lubię miejsce na pomyłkę, która może prowadzić do ciekawego eksperymentu. I unikalnych smakowych doznań.

Wkrótce perfekcja może opanować kuchnię, bo według właściciela Sushi Kushi roboty w gastronomii to bardzo możliwy scenariusz. Choćby rotacja pracowników może powodować, że łatwiej będzie postawić na robota, który zajmie się krojeniem i cięciem szybciej oraz znacznie skuteczniej.

Teoretycznie tym robotom daleko do tego, co oglądaliśmy w filmach czy grach. Nie mają głosu, ludzkich cech i przede wszystkim wyglądu. Co nie oznacza, że i takich technologii się nie opracowuje. Centrum Nauki Kopernik zamówiło humanoidalnego robota, który do złudzenia przypomina ludzkie niemowlę. Po co? Żeby pokazać, że jest możliwe stworzenie maszyny wyglądającej jak człowiek.

Ale to jest właśnie w nim odpychające

Dlatego zdaniem niektórych nie możemy spodziewać się póki co realizacji filmowych wizji – nie jesteśmy na to gotowi.

Z jednej strony jest to obiekt realistycznie wizualnie przypominający żywe dziecko, więc nasza kora mózgowa mówi: „to jest niemowlę”, a z drugiej strony mózg dostaje sygnały, które wskazują, że to nie jest coś prawdziwego, bo nie porusza się podobnie jak prawdziwe dziecko, nie ma typowych zachowań, które znamy z obserwacji dzieci. Jest to po prostu zimna lalka wywołująca jedynie złudzenie, że jest człowiekiem. I to daje odczucie zmieszania, niejednoznaczności. Myślę, że w warstwie poznawczej można to porównać do spotkania gdzieś na ulicy psa z głową kota. Nasz mózg niechętnie toleruje takie niezwykłe połączenia i dlatego instynktownie odsuwamy się od nich – opowiadał Spider’s Web+ dr Konrad Maj, kierownik Centrum HumanTech, Uniwersytet SWPS w Warszawie.

My póki co obcować będziemy z uroczymi pojazdami, które pokona większy śnieg, lub będziemy zajadać się sushi nie wiedząc nawet o tym, że elementy pokroiła maszyna. Tymczasem te bardziej ludzkie urządzenia mogą posłużyć choćby studentom medycyny. Nie tak sobie to wyobrażaliśmy, ale przyznajcie sami: to i tak imponujące. Roboty są wśród nas.

Zdjęcie główne Clive Stapleton/Shutterstock.com