Kosmos  /  News

Na zdjęcie z teleskopu kosmicznego trzeba czekać latami. Naukowcy: dość tego, zbudujemy sobie własny

Picture of the author

Komercyjny sektor kosmiczny jak każde przedsięwzięcie biznesowe musi opierać się o usługi, które przynoszą jakiś zysk. W tym kontekście wynoszenie ładunków na orbitę może być bardzo lukratywnym przedsięwzięciem. Otwarte natomiast pozostaje inne pytanie.

Czy możliwe jest skomercjalizowanie badań naukowych - więcej - badań podstawowych, które szczególnych korzyści materialno-finansowych nie przynoszą, ale pozwalają nam poszerzać naszą wiedzę o wszechświecie i naszym miejscu w nim? Jak się okazuje, taki projekt już powstaje.

Astronomowie, którzy do swoich badań muszą korzystać z największych teleskopów naziemnych lub teleskopów kosmicznych przez dużą część swojej kariery muszą dbać o niezwykłą wręcz cierpliwość. Nie wystarczy bowiem napisać e-maila z prośbą o wykonanie zdjęć tego czy innego fragmentu nieba za pomocą największego teleskopu na Ziemi. Czas obserwacyjny teleskopów jest bardzo ograniczony, a astronomów na świecie chcących z niego skorzystać jest bez liku. Stąd i długie okresy oczekiwania na wykonanie choćby kilkugodzinnych obserwacji tego czy innego interesującego obiektu na nieboskłonie.

Chyba najlepszym przykładem tutaj będzie Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba, który pierwotnie miał trafić w przestrzeń kosmiczną już w 2007 roku, a tymczasem w 2021 roku wciąż czeka na start. Choć jego start planowany był jeszcze niedawno na wrzesień, to aktualnie przesunięto go na listopad br. Istnieje zatem nadzieja na to, że JWST w końcu w tym roku rozpocznie obserwacje. Problem jednak z tym teleskopem jest taki, że odkąd piszę o kosmosie - a będzie tego już niemal dekada - połowa artykułów kończy się wzmianką o tym, że astronomowie z tego czy innego projektu planują kontynuować swój projekt badawczy za pomocą Kosmicznego Teleskopu Jamesa Webba. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie, jak długa będzie kolejka do tego teleskopu.

Tymczasem…

Już w 2022 r. rozpocznie się budowa teleskopu kosmicznego o nazwie Twinkle, który powinien trafić w przestrzeń kosmiczną w 2024 r. Będzie to pierwszy teleskop kosmiczny przeznaczony do badania atmosfer planetarnych i pierwszy sfinansowany komercyjnie.

Pomysł stworzenia takiego teleskopu powstał w 2014 r. w głowie Marcella Tessenyi, badacza egzoplanet z University College w Londynie. Choć to właśnie wtedy Kosmiczny Teleskop Kepler co chwilę odkrywał nowe planety, to badacze nie mieli nowych narzędzi, które pozwoliłyby na badanie tych planet nieco dokładnie. Astronomowie mieli nadzieję, że w 2014 r. Europejska Agencja Kosmiczna zatwierdzi budowę nowego teleskopu kosmicznego, który pozwoliłby im się wgryźć w pierwsze atmosfery egzoplanet.

Gdy jednak ESA ostatecznie odrzuciła ten projekt, wiadomo było, że w najbliższym czasie odpowiednich narzędzi w przestrzeni nie będzie. Owszem, w przestrzeni kosmicznej był Hubble oraz Spitzer, ale te teleskopy projektowane były, zanim odkryto pierwszą planetę pozasłoneczną, a więc średnio się nadawały do ich obserwacji, Poza tym na liście oczekujących znajdowali się także naukowcy badający wszystkie inne obiekty we wszechświecie, od najbliższych do najdalszych. Wtedy też naukowcy postanowili sprawdzić, czy sami mogliby zbudować taki teleskop, jaki im jest potrzebny i umieścić go w przestrzeni kosmicznej. Tak oto powstał start-up Blue Skies Space, który rozpoczął poszukiwania finansowania na budowę teleskopu.

Gdzie tutaj pieniądze? Naukowcy przekonują, że dane zebrane za pomocą takiego teleskopu mogą być sprzedawane środowisku naukowemu, tak samo jak operatorzy satelitów obserwujących Ziemię sprzedają swoje dane sektorowi rolniczemu czy rządowemu. Choć przekonanie środowiska trwało długo, to aktualnie projekt teleskopu Twinkle wspierany jest przez 10 różnych uniwersytetów, otrzymał wsparcie finansowe z Europejskiej Agencji Kosmicznej, a budową teleskopu zajmie się w pierwszym kwartale 2022 r. Airbus.

Twinkle będzie teleskopem o średnicy zwierciadła równej 50 cm. Teleskop będzie w stanie wykonywać pomiary spektroskopowe z dokładnością równą teleskopowi Hubble’a.

Autorzy przedsięwzięcia przekonują, że jeżeli uniwersytety i instytucje naukowe będą zlecały im wykonywanie obserwacji, których w przeciwnym razie w ogóle nie mogłyby pozyskać, to zyski ze sprzedaży takich danych zostaną przeznaczone na budowę kolejnych generacji teleskopów tego typu. Pozostaje zatem trzymać kciuki.