Tech  /  Lokowanie produktu

Aż żałuję, że nie zbierałem do tej pory deszczówki. Mój portfel na pewno by się ucieszył

Aż żałuję, że nie zbierałem do tej pory deszczówki. Mój portfel na pewno by się ucieszył

Prognoza na dzisiaj - burza i deszcz. Prognoza na jutro - deszcz i burza. Jak było wczoraj? Deszczowo i burzowo. I cały ten deszcz spływa sobie po moim dachu, prosto do rynny, a potem marnuje się, trafiając do dwóch skrzynek zakopanych pod ziemią.

A mogło być inaczej.

Co uzmysłowiła mi pompa ogrodowa Karcher BP7, która trafiła do mnie na kilka tygodni testów. Mając ją - a także choćby najprostszy zbiornik na wodę deszczową - mógłbym sobie niemal bezpłatnie podlewać ogród wtedy, kiedy akurat przestanie padać.

Jest to w moim przypadku o tyle kuszące, że obecnie nie mam osobnego licznika ogrodowego do wody, w związku z czym płacę za każdy zużyty litr podwójnie. I zdecydowanie widać to w letnich miesiącach.

Jak działa taka pompa?

Z punktu widzenia użytkownika - dużo prościej, niż można byłoby się spodziewać. Początkowo nawet zastanawiałem się, czy będę w stanie obsłużyć taki sprzęt, ale jego instrukcja należy do jednych z najkrótszych w historii.

Na początku pompę trzeba oczywiście gdzieś ustawić - najlepiej w pobliżu gniazdka, bo wymaga ona stałego zasilania. Mamy przy tym do wyboru dwie opcje - możemy albo postawić BP7 na wbudowanych, gumowych nóżkach, albo - jeśli planujemy instalację na stałe - przykręcić ją do podłoża.

Teraz pozostaje nam już tylko dokręcić adaptery G1 (33,3 mm, znajdują się w zestawie), podłączyć przewód dostarczający wodę i przewód wyjściowy (można podłączyć dwa równocześnie, pozwala na to dołączany do zestawu trójnik), a na końcu napełnić zbiornik wodą, żeby pompa nie uruchomiła się na sucho i... już. To wszystko.

Można teraz wcisnąć przycisk uruchamiania pompy, włączając tryb manualny lub automatyczny. Ach - nie trzeba się nawet w tym celu schylać. Przycisk ulokowano i zaprojektowano tak, żeby można go było obsługiwać nogą - warto o tym pamiętać szczególnie podczas montażu pompy na stałe.

Jeśli natomiast planujemy używać pompy w trybie mobilnym, to pomoże nam w tym całkiem wygodny uchwyt. Ale uwaga - pompa bez żadnych dodatków ma masę 13,4 kg.

I co robi taka pompa?

Pompuje - i to naprawdę skutecznie. Według producenta moc pompy to 1200 W, co pozwala maksymalnie przepompować aż 6000 l wody na godzinę, podnieść wodę na wysokość 60 m i pobierać ją ze źródła ulokowanego na głębokości nawet 8 m.

Po co aż takie parametry? W moim przypadku Karcher BP 7 to zdecydowana przesada (o czym za chwilę), ale wymagający użytkownicy mogą oczekiwać właśnie takich parametrów. Pozwalają one bowiem np. pobierać wodę z dość głębokiej studni, a potem wykorzystywać ją nie tylko do podlewania ogródka, ale też np. zasilenia domowej pralki albo toalety. Czyli gdy nie tylko trzeba pobrać wodę z głębokości, ale potem wpompować ją np. na pierwsze czy drugie piętro.

I tak - w związku z tym, że możemy jednocześnie podłączyć dwa urządzenia, nie musimy wybierać, czy chcemy mieć akurat wodę w toalecie, czy podlany trawnik.

A jak coś pójdzie nie tak?

Właściwie to szanse na to są bardzo niewielkie. BP 7 ma wbudowane zabezpieczenie przed pracą na sucho i przy braku wody po prostu przestanie pracować. W standardzie mamy też zawór zwrotny i wbudowany filtr wstępny.

Po prawej na górze widać szkic, na którym podświetlają się diody wskazujące miejsce problemu.

Jeśli więc coś faktycznie pójdzie nie tak, to prawdopodobnie będzie to miało miejsce poza pompą - na przykład na końcu jednego z podpiętych przewodów. Nie trzeba się jednak domyślać, po której stronie szukać problemu - urządzenie wyposażono w diody sygnalizujące, gdzie wykryto usterkę, przez którą pompa została automatycznie wyłączona.

Mogłem zresztą ten system ostrzegawczy przetestować u siebie - na początku nie wiedziałem, dlaczego pompa nie chciała pompować, mimo że wszystko było podłączone prawidłowo. Na schemacie podświetliła się część od pobierania wody i szybki rzut oka na ten fragment pozwolił usunąć usterkę (aż głupio się przyznać, co nią było, więc się nie przyznaję).

Automatyczne może być też włączanie i wyłączanie.

Wyłączenie następuje oczywiście w przypadku braku wody (albo raczej gdy przepływ spadnie poniżej 60 l/h) albo przy braku zapotrzebowania po stronie odbiornika, ale praca całego układu może być wznowiona bez naszego udziału.

Wystarczy, że np. znowu pobrana zostanie woda (czyli np. beczka na deszczówkę się napełni) i pompa znów zabierze się do pracy. Zabierze się do niej również wtedy, kiedy ciśnienie spadnie poniżej 1,3 bara, co będzie oznaczało zapotrzebowanie po stronie jednego z odbiorników. Czyli np. pralka albo toaleta będzie potrzebować wody. Albo będziemy chcieli podlać ogród.

Sprawdziłem ten system i faktycznie działa tak, jak opisuje go producent. Przy czym sprawdziłem go w dość prosty sposób, wsadzając końcówkę pobierającą do wiadra z wodą i wyciągając ją albo czekając aż zostanie wypompowana cała woda (co działo się błyskawicznie) - za każdym razem po chwili od wypompowania wody pompa przechodziła w stan czuwania, a potem wznawiała swoją pracę, gdy woda została uzupełniona.

I jak to się sprawdza w praktyce?

Dokładnie tak, jak powinno, przy czym przy moich możliwościach i potrzebach zdecydowanie nie byłem w stanie doprowadzić BP 7 do skraju jej możliwości. Bez żadnych problemów tłoczyłem wodę ponad pierwszą kondygnację mojego domu (wyżej nie umiem wejść) i przepompowywałem wodę z wiadra i z oczka wodnego do spryskiwaczy trawnika oddalonych o kilkanaście metrów. Długość posiadanych przeze mnie przewodów nie robiła przy tym na BP 7 większego wrażenia - może gdyby to było ponad 60 m, to byłoby co obserwować, ale tak mogłem spokojnie przeciągać je od jednego krańca ogrodu do drugiego bez najmniejszego problemu. Bez problemu BP 7 poradziła sobie też z jednoczesnym podłączeniem dwóch odbiorników wody i ich obsługą.

Całość po prostu... działała, a jednocześnie była łatwa w montażu i demontażu (nie trzeba jej w obecnych warunkach zabierać do domu, ale wolałem jej tak nie zostawiać), a także w transporcie (o ile ktoś może dźwigać te 13 kg z kawałkiem).

Jeśli natomiast chodzi o kulturę pracy, to nie da się ukryć, że to urządzenie, którego pracę słychać. Raczej nie rozłożyłbym koło niego leżaka na weekendowy relaks, ale już kilkanaście metrów dalej ten dźwięk nie był przesadnie dokuczliwy. Z domu natomiast nie słyszałem jej w ogóle - dźwięk ginął gdzieś w zestawie hałasów tła.

Teraz pozostaje mi tylko jedno.

Zainwestować w jakiś zbiornik na deszczówkę, żeby nie marnować wody z deszczu i nie płacić dwukrotnie za podlewanie ogrodu. A potem do tego zbiornika dokupić pompę i w końcu w oparciu o nią zbudować jakiś sensowny system nawadniania ogrodu.

Zdecydowanie będę miał co robić podczas tegorocznego lata.

* Materiał powstał we współpracy z marką Karcher.

Tagi: