Tech  /  Felieton

List otwarty do pieszych: nie klnijcie, gdy jadę hulajnogą po chodniku. W końcu was rozumiem

Picture of the author

Od dawna wiedziałem, że życie pieszego jest przechlapane, ale dopiero przejście na elektryczną hulajnogę uświadomiło mi skalę problemu. Dziurawe, nierówne chodniki to nie problem mojej okolicy, ale całego miasta. I wreszcie piesi mają solidnego sojusznika. 

W ostatnim czasie miałem okazję jeździć hulajnogą Bird One. Jest masywna i ciężka (ponad 17 kg), ale właśnie dzięki temu świetnie radzi sobie z nierównościami, większymi podjazdami czy niedużymi dziurami. A okazało się, że tych w mieście - mieszkam w Łodzi, ale podobnie jest zapewne w większości polskich miast - jest od groma. 

Nie jestem naiwniakiem i wiem, że infrastruktura dla pieszych kuleje od dawna. Wiecie, że Polska jest jedynym - albo jednym z niewielu - państw na świecie, w których uparcie stawia się znaki, kosze na śmieci i tym podobne utrudniające życie przeszkody właśnie na chodniku, czyli na drodze pieszego? Uzmysłowił mi to niewidomy, z którym kiedyś rozmawiałem.

Trudno o lepszy dowód całkowitego braku szacunku dla poruszających się na nogach

Dodajmy do tego auta zawalające chodniki i fatalny ich stan, aby wyłonił nam się obraz nędzy i rozpaczy. 

Wy, przechodnie, mieliście powody, by denerwować się na elektryczne hulajnogi. Zresztą ja miałem podobnie! Irytowały mnie pozostawiane niedbale pojazdy: na środku chodnika, przy wyjściu z przejścia podziemnego. Utrudniały i tak niełatwe już poruszanie się.

Ale wszystko się zmienia.

Po krytyce mieszkańców, władz czy mediów coraz częściej widzę dobrze ustawione, zaparkowane hulajnogi. Doszło do współpracy, dzięki której korzystają wszyscy: operator, miasto, mieszkańcy. Co więcej, Mathieu Deloly, dyrektor zarządzający Tier Polska, apeluje, aby zlikwidować część miejsc parkingowych dla samochodów, udostępniając w ten sposób miejsce hulajnogom.

To już się dzieje: elektryczne pojazdy zmieniają miasta i sposób myślenia o nich.

Najważniejsze jest jednak to, że nie tylko jeżdżący na elektrycznych pojazdach skorzystają ze zmian

Sam dotychczas po mieście poruszałem się głównie rowerem. Interesowało mnie więc wyłącznie to, kiedy miasto wybuduje kolejne ścieżki rowerowe. Nie przejmowałem się losem pieszych, bo chodnik, owszem, służył mi do spacerów, ale ważniejsza była dla mnie rowerowa dostępność miasta. Trudno było o nić porozumienia. Piesi nie korzystają ze ścieżek, dopóki nie przesiądą się na jednoślady, rowerzystom chodnik do jazdy niepotrzebny.

Po przejściu na e-hulajnogę wyraźnie zobaczyłem skalę problemu. Zepsute chodniki to nie jest problem osiedla. Tak samo jest w centrum, na obrzeżach, przy ulicy wychodzącej od zatłoczonego deptaka. Dziura nie ciągnie się tylko przez chwilę, jest ciągłym problemem. O ile infrastruktura rowerowa stale się polepsza, przybywa dróg rowerowych, bezpiecznie jeździ się nawet obok samochodów, tak z poziomu hulajnogi widać, że o pieszych jakby zapomniano.

Kiedy czułem kolejne nienawistne spojrzenia, że jeżdżę po chodniku, a nie gdziekolwiek, pomyślałem sobie, że taka postawa jest błędem. Piesi, na nas, jeżdżących hulajnogami, patrzcie jak na sojuszników, nie wrogów! I my, na hulajnogach, i wy, na nogach, potrzebujemy solidnych chodników tak samo.

Wszędobylskie dziury na hulajnodze denerwują jeszcze bardziej

Jeżdżących jest coraz więcej. Przybywa też firm, które oferują przejazdy. Nagle piesi, z marginalizowanej grupy (politycy częściej już jeżdżą na rowerach niż przyznają się, że do pracy chodzą pieszo) dostają potężnego partnera. Partnera, z którym trzeba się liczyć i trzeba rozmawiać.

- Bezpośrednio nie otrzymujemy raczej zgłoszeń o dziurawych chodnikach, co nie znaczy, że nasi użytkownicy nie zauważają problemów związanych z infrastrukturą – mówi mi Maciej Szwed z polskiego oddziału Lime.

Ze swojej strony możemy powiedzieć, iż w rejonach i miastach o lepszej infrastrukturze nasze hulajnogi wymagają rzadszych napraw, a ich średnia żywotność jest dłuższa. W trakcie zeszłego roku przeprowadziliśmy badania w Europie, które pokazuje że w miastach, w których jest więcej ścieżek rowerowych (wiele miast w okresie pandemii zainwestowało w takie rozwiązania), ludzie więcej korzystają z naszych usług

Z analiz Lime wynika, że istnieje „silna zależność między stanem infrastruktury a natężeniem ruchu”. Co więcej, im lepsza nawierzchnia, tym dłużej użytkownicy korzystają z pojazdów. Firmom zależy więc na tym, aby miasta były lepiej dostosowane do nowych form transportu.

„Trójmiasto i Kraków już idą w kierunku dostosowywanie infrastruktury drogowej pod e-hulajnogi. Bardzo się z tego cieszę” – mówi Deloly. To samo podkreśla Maciej Szwed:

Już teraz blisko współpracujemy z polskimi miastami, między innymi przy ustalaniu punktów rozstawiania i parkowania hulajnóg, ale też samych stref dostępności hulajnóg elektrycznych. Jesteśmy jednak otwarci na kooperację na wielu płaszczyznach. W wielu europejskich miastach pomagamy np. dzieląc się analizami dotyczącymi natężenia ruchu czy częstych miejsc parkowania, a miasta uwzględniają to w swoich planach rozbudowy infrastruktury.

Niby wchodzące niedługo w życie przepisy „wypchną” hulajnogi na ścieżki rowerowe. Chodnik dalej będzie jednak potrzebny tam, gdzie nie ma właśnie dróg rowerowych lub auta pędzą zbyt szybko, by można było jechać hulajnogą po drodze.

Nie praca aktywistów, nie działania polityków, a elektryczne hulajnogi mogą sprawić, że życie pieszych stanie się lepsze. To najlepszy dowód na to, że nowe technologie mogą zmieniać rzeczywistość.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst