Gry  /  Relacja

Apex Legends celebruje 100 mln graczy nowym trybem. Testowałem Arenę, mam skojarzenia z CS:GO

Picture of the author

Dzięki uprzejmości Electronic Arts mogłem wziąć udział w zamkniętych testach nowego permanentnego trybu, który pojawi się w Apex Legends. To Arena, stawiająca zasady znane z subgatunku battle royale na głowie. Małe mapy, szybkie starcia i kupowanie broni? Zrobiło się bardzo e-sportowo.

Podczas wideokonferencji z deweloperami, Robert West zdradził mi, że nad trybem Arena pracowali w Respawn Entertainment już od 2019 r. Kompletnie mnie to nie dziwi. Apex Legends został wszakże stworzony przez weteranów gatunku FPS. Doskonale zatem rozumiem ich potrzebę wprowadzenia do gry częstszych, bardziej intensywnych konfrontacji. Emocjonująca wymiana ognia jest wpisana w DNA studia Respawn, natomiast Arena wyłącznie to podkreśla.

Arena to zupełnie nowy tryb w Apex Legends, który rzuca naprzeciw siebie drużyny 3v3.

Starcie jest podzielone na rundy i odbywa się na nowych, znacznie bardziej ciasnych i zwartych mapach. Lokacjom stworzonym na potrzeby Areny bliżej do malutkich obszarów z Call of Duty niż wielkich i otwartych światów charakterystycznych dla subgatunku battle royale. Ciaśniejsze pola bitwy mają sprawić, że gracze będą walczyć ze sobą znacznie częściej, a faza pojedynku nie będzie poprzedzona fazami lotu oraz eksploracji.

W praktyce pierwsze wystrzały zazwyczaj słychać w przeciągu minuty, maksymalnie dwóch. Gracze po obu stronach zazwyczaj rwą się do boju, chcąc zająć jak najlepsze pozycje w centralnej części areny. To właśnie tam znajdują się zbiorniki z cenną walutą, o której wspomnę później. Same starcia są szybkie, możliwości wycofania ograniczone, a wymiana ognia intensywna. Duża w tym zasługa częściowego wyłączenia umiejętności specjalnych. Bez ich odnawiania jeszcze ważniejsze jest wprawne oko oraz szybka dłoń.

Nowy tryb w Apex Legends szybko podnosi puls i pompuje adrenalinę. To skutek prostego, ale skutecznego systemu punktów. Wygrywa drużyna mająca na koncie minimum trzy zwycięstwa, przy jednoczesnej dwupunktowej przewadze nad rywalami. Właśnie konieczność zyskania tej przewagi sprawia, że pojedynki stosunkowo często trwają nawet do finałowej, dziewiątej rundy. Łatwo wtedy poczuć wysokość stawki, a jaką trwa rywalizacja - każda drużyna włożyła sporo czasu i wysiłku, by dotrzeć do tego miejsca. Nikt nie chce przegrać.

Arena w Apex Legends budzi skojarzenia z takimi turniejowymi grami jak CS:GO czy Valorant.

W Respawn Entertainment zainspirowali się sceną e-sportową, wprowadzając wyłącznie do tego trybu zupełnie nowy system zarządzania i zdobywania ekwipunku. Ten musimy na nowo kupować po każdej rundzie, korzystając z unikalnej waluty. Granaty, apteczki, osłony, bronie, dodatki do broni - wszystko to kosztuje, a punktów zawsze mamy mniej niż zakupowych możliwości. Dlatego tak ważna jest wcześniej wspomniana kontrola środka, gdzie można zdobyć dodatkową walutę.

Każda kolejna runda jest rozpoczynana od etapu zakupów, a z potyczki na potyczkę bazowa pula punktów staje się większa. Co za tym idzie, ostatnie rundy rozgrywane są przy wykorzystaniu topowego i solidnie ulepszonego sprzętu. Taki system jest bardzo prosty do opanowania, a jednocześnie świetnie sprawdza się w praktyce. Zakupy w stylu CS:GO oraz Valoranta wprowadzają do walki na Arenach dodatkowy element skomplikowania, a także pozwalają znajomym lepiej wykorzystać potencjał ich zgranych drużyn.

Będąc przy arsenale, aktualizacja wprowadzająca do Apex Legends tryb Areny wnosi do gry również… łuki. Te nie są co prawda tak śmiercionośne jak w innych grach FPS, ale stanowią rewelacyjną broń na daleki dystans. Wystrzelone strzały nie pozostawiają za sobą żadnych świetlnych smug. Co za tym idzie, gracze wyposażeni w łuki mogą planować zasadzki na przeciwników. Pierwsze dwa - trzy strzały są jak świąteczny prezent. Gdy rywale odgadną już naszą pozycję i skrócą dystans, warto wtedy przełączyć się na drugą z posiadanych broni.

Areny mają gigantyczny potencjał, aby rozwinąć Apex Legends w zupełnie nowym kierunku.

Gra battle royale wydana przez Electronic Arts zdecydowanie nie może narzekać na brak uwagi. Z ponad 100 milionami unikalnych graczy, Apex Legends to jedna z najbardziej udanych sieciowych strzelanin ostatnich lat. Nie każdy lubi grać jednak w battle royale. Dzięki nowym Arenom Apex ma coś do zaoferowania bardziej konserwatywnym graczom, a także miłośnikom rozgrywek typowo turniejowych, nastawionych na szybkie, dynamiczne i wymagające konfrontacje.

Areny mają jeszcze jedną wielką zaletę. Nowy tryb to rewelacyjny obszar testowy, pozwalający eksperymentować z broniami oraz taktykami. Podczas rozgrywki w module battle royale zdarza się, że najpierw przez kwadrans eksplorujemy mapę, aby później zginąć w kilka sekund podczas pierwszej konfrontacji. Walcząc na Arenach nie ma tego strachu utraty zdobytego ekwipunku, nie ma oporu przed atakowaniem rywali w zasięgu wzroku. Można sobie postrzelać do woli, lepiej poznając dostępne bronie.

Zupełnie nowy tryb Areny to nie jedyny dodatek, jaki pojawi się w aktualizacji Apex Legends: Legacy. Darmowa gra battle royale zostanie rozszerzona o nową grywalną bohaterkę Valyrie, wcześniej wspomniane łuki oraz fundamentalne zmiany na mapach. Najciekawszą z nich jest nowy kosmiczny krążownik, z którego wystają nietypowe organiczne pnącza. Na jego pokładzie znajdziemy więcej niż tylko ciała martwych naukowców.

Niestety, podczas wideokonferencji zabrakło najważniejszej dla mnie informacji, mianowicie tej dotyczącej daty debiutu Apex Legends na konsolach nowej generacji, z większą liczbą klatek na sekundę.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst