1. SPIDER'S WEB
  2. Tech

Każdy chce mieć swojego Clubhouse’a. Teraz ma go nawet Spotify

Każdy chce mieć swojego Clubhouse’a. Teraz ma go nawet Spotify

Muzyka na żywo, rozmowy o kulturze i sporcie - takie treści zaserwuje nam Spotify w swojej nowej aplikacji.

Clubhouse wzbudza wiele kontrowersji, ale nie można mu odmówić jednego - tchnął życie w skostniałą sferę mediów społecznościowych i zmusił gigantów do działania. Prawdopodobnie okupi to własnym upadkiem, bo nim Clubhouse zdąży pozyskać sensowną bazę użytkowników, zdążą go wyprzedzić wszyscy konkurencji, którzy na gwałt zaczęli budować własne platformy a la Clubhouse.

Twitter już testowo uruchomił Pokoje, także w Polsce. Facebook i Instagram lada dzień uruchomią swoje rozwiązania. Nawet Xiaomi przekształciło swój komunikator MiTalk w kopię Clubhouse’a. Na Androidzie powstają dziesiątki mniejszych i większych klonów serwisu. Teraz zaś swojego Clubhouse’a zachciało też mieć Spotify.

Spotify będzie miał swojego Clubhouse’a. Po co?

Spotify na przestrzeni ostatnich lat agresywnie inwestował w sferę podcastów i nagrywania własnych audycji audio. Dziś streamingowy gigant ogłosił zakup firmy Betty Labs - twórców aplikacji Locker Room. Locker Room (z angielskiego „szatnia”), to popularna aplikacja na iOS do dyskutowania o sporcie na żywo.

Spotify planuje poszerzyć jej spektrum tematów o rozmowy kulturalne i muzykę na żywo. Ponadto swoje własne rozmowy będzie mógł tworzyć każdy, nie tylko użytkownicy zaakceptowani przez twórców aplikacji.

Co ciekawe, Locker Room nie zostanie wchłonięty do Spotify. Pozostanie oddzielną aplikacją, działającą tymczasowo pod istniejącą nazwą - z czasem nazwa zostanie zmieniona, a aplikacja pod nową nazwą pojawi się także na urządzeniach z Androidem.

To stawia pod znakiem zapytania sensowność całego zakupu, ale szef działu R&D Spotify zdradził, iż obydwie aplikacje - choć rozdzielone - mają się wzajemnie uzupełniać, zaś nowa aplikacja ma stanowić „znakomite dopełnienie” widowni, którą artyści i twórcy podcastów zbudowali w Spotify.

Gustav Söderström nie wyklucza, że w przyszłości pewne funkcje nowej aplikacji mogą przeniknąć do serwisu streamingowego. Zaznaczył również w rozmowie z The Verge, iż nowa aplikacja ma przede wszystkim stanowić lejek dla ekosystemu podcastów w Spotify. Jak mówi, „już dziś ludzie nagrywają swoje rozmowy w Clubhouse i udostępniają je jako mp3 w serwisie Anchor” (serwis do dystrybucji podcastów). Dodaje „chcemy ułatwić ten proces”.

Docelowo ma istnieć możliwość zarejestrowania całej konwersacji i opublikowania jej bezpośrednio w Spotify w formie podcastu. A to coś, co może przekonać do usługi całe rzesze twórców, zwłaszcza planujących wykorzystywanie rozmów audio jako narzędzi marketingowych, co obserwujemy dziś masowo na Clubhouse.

W perspektywie czasu Clubhouse od Spotify może mieć sporo sensu.

Nie ma co się doszukiwać głębszych motywów za faktem, że klony Clubhouse’a wyrastają jak grzyby po deszczu - w powietrzu czuć zapach pieniądza. Wszyscy, od Facebooka po deweloperów z Indii, wyczuli potencjał zarobkowy w nowym formacie, jaki wprowadził Clubhouse. I każdy chce ukroić sobie jak największą porcję tego tortu.

Sęk w tym, że format rozmów audio nie do każdej platformy pasuje i nie wszędzie się sprawdzi. Większość tych „klonów” będzie funkcjonować w oderwaniu od głównej funkcjonalności danej platformy, do której użytkownicy przywykli. Tymczasem w przypadku Spotify rozmowy audio stanowią naturalne przedłużenie innych możliwości platformy, której trzonem jest właśnie dźwięk: czy to w postaci muzyki, czy podcastów. Jestem w stanie z łatwością sobie wyobrazić, jak np. muzycy urządzają sesje Q&A ze swoimi fanami w dodatkowej aplikacji Spotify, albo jak podcasterzy urządzają nagrania na żywo, z udziałem publiczności i publikują potem nagrane odcinki bezpośrednio w serwisie.

Spotify nie różni się przy tym od innych platform: inwestuje tam, gdzie wietrzy pieniądz. Jednak w przeciwieństwie do innych platform tutaj z tej inwestycji może wyniknąć coś naprawdę sensownego.