Tech  /  Recenzja

Ahoj, przygodo. Plecak fotograficzny F-Stop Lotus - recenzja

Picture of the author

32 litry pojemności, mniej więcej milion kieszeni, kieszonek, zaczepów i systemów mocowania, sprytny pojemnik na sprzęt fotograficzny i bardzo wysoki komfort - taki w skrócie jest plecak F-Stop Lotus.

Zacznijmy jednak w skrócie od tego...

... czym jest F-Stop Lotus?

Plecakiem fotograficzno-podróżniczym. Przy czym raczej z kategorii „podróż w góry na cały dzień” niż „podróż autem na sesję foto” czy „podróż samolotem”. Do wyboru są jego trzy wersje kolorystyczne - pomarańczowa (testowana), czarna i zielona (choć to raczej delikatna sugestia zielonego).

Jest to też przy okazji najmniejszy tego typu plecak w ofercie F-Stop. Większe modele mają 40, 50, 70 lub nawet 80 litrów.

Najmniejszy nie oznacza oczywiście w tym przypadku, że jest to plecak faktycznie kompaktowy. Wręcz przeciwnie, co widać zresztą po zdjęciach. Jeśli chodzi o wymiary zewnętrzne, to mowa o 330 x 520 x 279 mm. Masa? 1,5 kg. Przy czym w dużej mierze te ostatni parametr zawdzięczamy wbudowanemu stelażowi, który usztywnia tył plecaka (i robi to bardzo skutecznie).

Całość, z niewielkimi wyjątkami, pokryto tkaniną nylonową 420D i „termoplastyczną folią poliuretanową Advanta” (przyznaję, przepisałem ten fragment ze specyfikacji) co w połączeniu ze specjalnymi suwakami ma zapewnić pełną wodoodporność. Mogę przy tym potwierdzić, że przy lekkich opadach deszczu i śniegu faktycznie sprzęt przechowywany w środku pozostaje suchy. Na trudniejsze warunki i tak polecałbym dokupienie specjalnego pokrowca przeciwdeszczowego - jest nawet na niego miejsce na spodniej części plecaka, niestety nie jest to wyposażenie standardowe.

W kwestii specyfikacji technicznej trzeba też wspomnieć koniecznie o jednym:

Lotus nie ma wbudowanego na stałe pokrowca czy pojemnika na sprzęt fotograficzny. Jego główna komora jest domyślnie jednoprzestrzenna i raczej nie będziemy chcieli mieszać w niej luzem aparatów, obiektywów, pakietów zapasowych akumulatorów i tak dalej.

F-Stop Lotus jest natomiast zgodny z systemem pojemników foto, tzw. ICU. Tutaj przykładowe ICU ze strony producenta:

A tutaj ICU, które trafiło do mnie (model Slope Medium):

Przy czym przyznaję, że było ono zdecydowanie za duże jak na moje potrzeby - bez problemu zmieściły się do niego dwa stałoogniskowe obiektywy (50 i 24 mm), bezlusterkowiec (A7 III) z zamontowaną Sigmą 70 mm z osłoną przeciwsłoneczną, pilot do lampy błyskowej i... dalej zostawało mi w nim sporo miejsca. Prawdopodobnie gdybym zamawiał plecak z ICU pod siebie, zdecydowałbym się na którąś z mniejszych wersji. Z drugiej strony, jeśli ktoś planuje zabrać ze sobą jeszcze więcej sprzętu, są i większe ICU.

Co do samego ICU to absolutnie ma się do czego przyczepić. Jest odpowiednio wyściełane z każdej strony - zarówno przy zewnętrznych, jak i wewnętrznych krawędziach. Podczas wszystkich wędrówek nie miałem najmniejszych obaw o to, że coś może się stać transportowanemu sprzętowi, a co bardziej wartościowe przedmioty można dodatkowo zabezpieczyć z wierzchu bonusowymi paskami, żeby nie wypadały nieproszone przy otwieraniu pojemnika.

Dostęp do ICU w tej wersji możemy uzyskać przy tym tylko w jeden sposób - otwierając tylną część plecaka:

Z góry powita nas niestety nieotwieralna część, ale musiałbym się mocno czepiać, żeby uznać to za wadę - tym bardziej że i tak przeważnie wykorzystywałem przestrzeń ponad ICU na przechowywanie dodatkowych ubrań.

Gdyby ktoś pytał, ile zmieści się nad średnim ICU, to w moim przypadku wchodziła tutaj pełnowymiarowa kurtka zimowa (ok, zimowawa), która zdecydowanie do kompaktowych się nie zalicza, czapka, rękawiczki, koszulka z długim rękawem, a i tak było jeszcze pod dostatkiem miejsca.

Podejrzewam nawet, że byłbym w stanie zapakować się tutaj nawet nie tyle na jeden całodzienny wypad w góry, ile może nawet na dwa, ewentualnie na trzy dni. Zakładając przy tym, że nie musiałbym spać pod namiotem i targać ze sobą turystycznej kuchenki.

I tutaj jeszcze dwie uwagi. Po pierwsze - ICU można w dowolnej chwili wyjąć z plecaka i traktować jako minitorebkę do przenoszenia sprzętu, co zresztą zdarzało mi się robić dość często. Możemy ją nosić albo bezpośrednio w ręce (uchwyt na górze), albo przypiąć do niej pasek (brak w zestawie) i nosić na ramieniu.

Po drugie - na powyższym zdjęciu widać, że zrobiłem w części głównej mały bałagan. Jeśli komuś to nie odpowiada, to można oprócz ICU dokupić jeszcze specjalne, dopasowane pojemniki na akcesoria, dzięki czemu całość będzie modułowa i uporządkowana. Lubię to!

To teraz zapraszam na szybki kurs po kieszeniach, kieszonkach i punktach montażowych.

Ok, oszukałem - to nie będzie krótka podróż.

Na samej górze plecaka mamy dwa zamki. Najwyższy daje nam dostęp do wierzchniej kieszeni, do której bez problemu zmieścimy portfel, powerbanki (tak, liczba mnoga), dokumenty i np. klucze. Przy czym oprócz elastycznych siatek jest tutaj nawet uchwyt na klucz, który możemy w dowolnej chwili szybko zdemontować, a potem zamontować ponownie. Bez trudu zmieścimy tutaj też np. sporą czołówkę.

Otwieramy kolejny zamek i tak dostajemy się ponownie do głównej komory, ale pomijam już część główną i ICU. Mamy tutaj natomiast kolejną sporą kieszeń zabezpieczoną siatką i zapinaną na zamek.

Do tego dodatkowe uchwyty montażowe, np. na system nawadniający - w zestawie wprawdzie go nie ma, ale są przygotowane niezbędne przejścia i uchwyty - w tym i na paskach plecaka:

W głównej komorze znajdziemy też dedykowane miejsce na laptopa albo tablet o przekątnej do 13". Przy czym tutaj akurat mam mały zgrzyt, jeśli chodzi o zabezpieczenie tego - przeważnie przecież drogiego - sprzętu.

Przeznaczona na transport laptopa/tabletu kieszeń to bowiem nic innego niż najzwyklejsza przegródka bez żadnego dodatkowego wyściełania czy ochrony - zarówno od wewnętrznej strony plecaka, jak i od zewnętrznej. Zdecydowanie nie włożyłbym tam tabletu bez dodatkowego zabezpieczenia, szczególnie w momencie, kiedy plecak byłby naprawdę mocno wypchany.

Ok, główną komorę mamy za sobą, można się przyjrzeć plecakowi z zewnątrz.

Na dole: schowek na pokrowiec przeciwdeszczowy:

Od frontu: jedna duża (płaska, ale dość elastyczna) kieszeń. Tak duża, że kiedy poprosiłem żonę, żeby mi coś z niej wyjęła, po dłuższym gmeraniu stwierdziła, że przecież tam nic nie ma (a było!).

Kolejne dwie kieszenie znajdziemy po bokach plecak. Są jeszcze większe od tej frontowej, a do tego zdecydowanie bardziej elastyczne. Bez problemu wcisnąłem tam mój kompaktowy statyw, a nawet monstrualnie nieproporcjonalny bidon 750 (rozmiaru prawie że butelki 1,5 l).

Zresztą boczne kieszenie są na tyle pojemne, że Lotus ma po bokach dodatkowe rzepy, które pozwalają elegancko ściągnąć materiał bocznych kieszeni, kiedy nie są w całości wypchane. Widać to w górnej części tego obrazka:

Nie zapomniano też o kierunkach na pasie biodrowym i szelkach:

Nawet otwierana tylna pokrywa jest pełna punktów zaczepienia:

I tak, ta pokrywa ma jeszcze jedna dodatkową kieszonkę, nawet zapinaną na zamek. Wiedziałem, że o czymś zapomniałem.

Gdyby jeszcze i tego było mało, Lotus ma niemal równie dużo punktów montażowych na zewnątrz.

Nie mam niestety aż tyle sprzętu, żeby dorównać prezentacjom ze zdjęć prasowych, ale trudno mi sobie wyobrazić sytuację, w której taki pakiet byłby niewystarczający - może z wyjątkiem sytuacji, gdzie ktoś potrzebuje większej pojemności wewnętrznej.

Jedyne, co trochę może boleć, to fakt, że dodatkowe taśmy Gatekeeper do mocowania bonusowego sprzętu (na plecaku jest 16 punktów montażowych na takie taśmy) są oczywiście sprzedawane oddzielnie.

A jak jest z komfortem?

Początkowo miałem w tej kwestii pewne obawy, bo plecak jest mimo wszystko spory i sam z siebie trochę już waży, a ja zazwyczaj wybieram się w góry raczej na lekko.

Na szczęście moje obawy były zupełnie bezpodstawne. Plecak, szczególnie po dopakowaniu go sprzętem, zdecydowanie nie jest lekki, ale czujemy to tylko w momencie, kiedy musimy go podnieść i zarzucić go sobie na plecy. W momencie, kiedy mamy już wszystko na barkach, większość tego ciężaru niemal całkowicie znika. Obstawiam, że w dużej mierze odpowiada za to usztywnienie plecaka stelażem, który jednocześnie jest powodem startowej masy plecaka na pusto.

Żeby jednak nie wyciągać pochopnych wniosków, zdecydowałem się zarzucić plecak na plecy mojej zdecydowanie drobnej pod względem postury żonie i tak puścić ją na kilkugodzinną podróż pieszo po górach. Narzekania? Zero. Pas biodrowy i piersiowy mają szeroki zakres regulacji, a pomimo tego że nie są jakoś szaleńczo mocno wyściełane, nie pozostawiają odcisków czy otarć - zarówno jeśli idziemy w kurtce, jak i w bluzie (trochę jeszcze za zimno na testowanie w samej koszulce).

Same szelki mają też dodatkowy poziom regulacji przylegania do pleców, więc szybko dało się przestawić to ustawienie z jej prostych na moje garbate plecy i na odwrót.

Jedynym elementem, który uznałbym za niezbyt wygodny, jest... uchwyt do noszenia plecaka w ręce:

O ile przy lekko napakowanym plecaku nie stanowi większego problemu, o tyle jeśli wypakujemy go po brzegi i znacząco zwiększymy jego masę, sprawia wrażenie, jakby był zbyt wąski i zbyt chętnie wcinał się w dłoń. Zdecydowanie nie zaszkodziłaby tutaj jakaś nakładka - tym bardziej że o niską masę nikt tutaj nie walczy, a i rzadko kiedy bierze się ze sobą taki plecak w góry, żeby nosić go pustego.

Co jeszcze mi się nie podobało?

Że moje kije w postaci złożonej były trochę zbyt krótkie, żeby zamontować je w uchwytach z przodu plecaka, więc musiałem je montować z boku, tym samym blokując sobie trochę dostęp do bocznych kieszeni. Ale to akurat czepianie się, bo nic nie stało na przeszkodzie, żeby je rozłożyć i w takiej formie zamontować.

Brakowało mi też trochę przynajmniej jednej bocznej, zewnętrznej kieszeni siatkowej. Przeważnie na górskie wyprawy jeżdżę z psem, dla którego zabieram ze sobą wodę w butelce zintegrowanej z miską. Zazwyczaj wkładam ją właśnie do takiej bocznej, otwartej kieszeni - tutaj takiej opcji nie mam. A zdecydowanie wolałbym mieć, chociażby dlatego, że po prostu czasem cieknie z niej woda i wolałbym, żeby ciekła po wodoodpornym materiale na zewnątrz.

Momentami miałem też dość mieszane uczucia dotyczące pracy zamków. Ale spokojnie - nic dramatycznego, wszystko działało skutecznie i wygląda na wyprodukowane z takim zapasem materiałowym, że nie będzie trzeba korzystać z praw wynikających z 20-letniej gwarancji, jaką chwali się na swojej stronie producent. Po prostu w niektórych przypadkach ich przesuwanie było takie... niezbyt premium, bez jakiejś wybitnej płynności.

I to by było na tyle, jeśli chodzi o wady.

F-Stop Lotus - warto czy nie?

Warto, jeśli planujemy całodzienne górskie podróże, cenimy sobie możliwość modułowej organizacji wnętrza plecaka, chcemy coś, co będzie dobrze chronić sprzęt przed warunkami pogodowymi (i nie tylko), a do tego będzie piekielnie wygodne. Plus do kompletu zabieramy ze sobą masę sprzętu, niekoniecznie związanego z fotografią, który planujemy przyczepić na plecaku.

No i oczywiście - jeśli mamy odpowiedni budżet. F-Stop Lotus bez żadnych dodatków (nawet ICU) kosztuje ok. 1000 zł. W zestawie z ICU, które było u mnie na testach, a także paskami Gatekeepers, dobijamy do około 1300 zł.

Sporo, ale z drugiej strony do ICU przeważnie trafia sprzęt wart wielokrotnie więcej niż kosztuje cały ten plecak ze wszystkimi możliwymi dodatkami...

Na plus:

  • solidne wykonanie
  • możliwość modułowej aranżacji wnętrza
  • świetny dostęp do wnętrza
  • multum kieszeni, kieszonek, zaczepów, punktów montażowych
  • fenomenalny komfort
  • odporny na wodę materiał zewnętrzny

Na minus:

  • kiepsko zabezpieczona przegroda na tablet/laptopa
  • trzeba dopłacić nawet za pokrowiec przeciwdeszczowy
  • zamki mogłyby działać trochę płynniej
  • nie jest najlżejszy
  • na krótkie i łatwe wypady w góry to raczej overkill
przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst