Sprzęt  / Artykuł

Dobry robot do mopowania i odkurzania? To dwa różne sprzęty

Picture of the author

Z każdym rokiem coraz więcej znajomych prosi mnie o polecenie inteligentnych sprzętów domowych. Ostatnio dominują pytania o dobrego robota, który jednocześnie gruntownie sprząta na sucho, jak też na mokro. Mam dla nich złą wiadomość: taki sprzęt po prostu nie istnieje.

Przez ostatnie lata korzystałem z dziesiątek sprzętów do sprzątania domu. Większość z nich to kolejne generacje robotów odkurzających, czyli automatycznych odkurzaczy takich jak Roomba. Przez ostatnie lata urządzenia te bardzo się zmieniły i zyskały wiele ciekawych funkcji, do których należą harmonogram pracy, tworzenie mapy mieszkania i rozpoznawanie konkretnych pomieszczeń, a nawet opróżnianie pojemnika na brud po każdym sprzątaniu.

Jednak część robotów ma jeszcze jedną funkcję, a jest nią sprzątanie na mokro. By skorzystać z tej możliwości konieczna jest wymiana zbiornika na brud na zbiornik na wodę, do którego przymocowana jest sporych rozmiarów szmatka z mikrofibry. Woda wycieka na szmatkę, ta staje się wilgotna, a robot jeżdżąc po mieszkaniu zamiast sprzątać mieszkanie na sucho, robi to na mokro. Brzmi prosto i skutecznie, prawda?

Jest tylko jeden problem: ta funkcja nie działa tak, jak powinna.

Robot zamiast faktycznie mopować, w większości rozciera brud na podłodze, co jest szczególnym problemem w przypadku zabrudzeń innych niż kurz. Dodatkowo tego typu sprzęty najczęściej nie mają specjalnego trybu sprzątania na mokro ani czujników rozpoznających rodzaj powierzchni, po której się poruszają. Zdarza się więc, że robot z zamontowaną mokrą szmatą po prostu wjeżdża na dywany rozcierając na nich brud, co jest sporym problemem. O ile posiadacze niskiej wykładziny po prostu zauważą, że jest ona lekko mokra, to w wysokich dywanach robot może się zakopać i stopniowo wypuszczać zawartość pojemnika na wodę przez kilka godzin. Nie muszę chyba dodawać, jakie to może przynieść skutki.

Dlatego gdybym miał zdecydować się na robota mopującego, prawdopodobnie wybrałbym oddzielne urządzenie. Niestety tego typu sprzętów jest jak na lekarstwo, a w polskich sklepach znajdziecie głównie model iRobota, Braava jet m6. To bardzo sprzęt, który ma funkcję gruntownego mapowania powierzchni i potrafi porozumiewać się z wyposażonymi w moduł wifi robotami odkurzającymi Roomba.

Wygląda to tak, że po zakończeniu sprzątania Roomba informuje o tym Braavę, a ta zaczyna wtedy sprzątanie na mokro. Sekwencja działań jak u człowieka. Najpierw odkurzanie i przygotowanie podłogi do mycia. Dopiero odkurzona podłoga jest gotowa do mycia. Człowiek nie wykonuje tych zadań jednocześnie bo efekty takiej pracy byłyby delikatnie mówiąc mało zadowalające. W przypadku robotów te zadania także muszą być podzielone. Co istotne użytkownik nie musi pamiętać o niczym poza wymianą szmatki oraz uzupełniania wody w pojemniku.

Robot mopujący Braava ma wiele zalet. Pierwsza z nich to budowa. Robot mopujący jest z zasady prostokątny, więc sprząta też w rogach, których okrągła nakładka robota hybrydowego nie jest w stanie wyczyścić. Dodatkowo będzie poruszał się wyłącznie po płaskich powierzchniach, a minimalne wzniesienie zatrzyma go. To, co w klasycznym robocie odkurzającym byłoby ogromną wadą, w robocie mopującym jest zaletą. Dodatkowo Braava najpierw sprawdza przestrzeń przed sobą, czy nie ma na niej żadnych obiektów, następnie cofa się i dopiero wtedy dozuje wiązkę wody na powierzchnię, a następnie przejeżdża po spryskanym fragmencie podłogi gruntownie go mopując.

Użytkownik może też wybrać, czy woli korzystać ze nakładki wielorazowego użytku, którą może uprać w pralce, czy z jednorazowych nakładek nasączonych detergentem. Koszt tych ostatnich to około 35-50 zł za dziesięciopak, co jest kosztem akceptowalnym, bo mopa nie włączam codziennie, ale raz, czasami dwa razy w tygodniu. Ja jednak korzystam z tych wielorazowych, bo i tak regularnie nastawiam pranie.

W tym konkretnym przypadku wolę sprzęty jednozadaniowe.

Kupując robota służącego tylko do sprzątania na sucho mam pewność, że został on zaprojektowany głównie w tym celu. Tymczasem mam wrażenie, że producenci chcą coraz częściej tworzyć sprzęt tylko dla fanów czytania specyfikacji, bez żadnej realnej korzyści. Dorzucają do robota sprzątającego na sucho pojemnik na wodę z przyczepioną szmatką i mówią, że jest to mop. Niestety rozwiązanie to działa na tyle przeciętnie i nieoczekiwanie, że zdecydowanie lepszy od niego okazuje się nawet… najzwyklejszy mop z wiadrem, taki trzymany w rękach. A jeżeli chcemy za wszelką cenę zrezygnować z korzystania z niego, to musimy zainwestować w dedykowane rozwiązanie, które uwolni nas od wykonywanie tej pracy samodzielnie. Nie ma innej opcji.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst