Gry  /  Artykuł

Razer uważa, że gracz potrzebuje specjalnej maseczki ochronnej. Stworzył więc taką z LED-ami

Oto Project Hazel - maseczka z LED-ami i sterylizującym etui od Razera

Prawdziwy gracz nie zadowoli się zwykłą, bawełnianą maseczką. Tak przynajmniej uważa Razer, który właśnie pokazał maseczkę z wbudowanymi LED-ami (a jakże) i stanowisko do grania rodem z przyszłości. Ach, i dwa laptopy.

Project Hazel to, jak sama nazwa wskazuje, póki co tylko projekt. Podobnie jak pokazane w ubiegłych latach projekty takie jak Project Valerie (laptop z trzema ekranami) czy Project Linda (ultrabook napędzany dokowanym smartfonem). Mam jednak nadzieję, że w przeciwieństwie do pozostałych projektów ten trafi do sprzedaży, bo to chyba najfajniejsza i najlepiej przemyślana maseczka, jaką do tej pory widziałem.

Project Hazel to maseczka, o której marzy każdy gracz.

WHO nie przewiduje, byśmy w 2021 r. nabyli odporność stadną na COVID-19, więc w najbliższym czasie maseczki nadal będą częścią naszej codzienności. A skoro tak, to dlaczego by nie nosić czegoś, co wygląda po prostu cool?

Razer Hazel wygląda trochę jak krzyżówka strojów z Mortal Combat i Halo, ale w istocie jest w pełni funkcjonalną maseczką, chroniącą przed wirusami. Jest przy tym diablo funkcjonalna i przemyślana, a żaden z jej elementów nie jest przypadkowy.

Konstrukcja wykonana jest z tworzyw sztucznych i ma być dostępna w kilku różnych rozmiarach, by każdy znalazł pasujący na siebie model. Frontowa część została zaś zaprojektowana tak, by rozwiązać dwa problemy za jednym zamachem: przylegająca osłona nosa chroni okulary przed zaparowaniem, zaś przezroczysty element frontowy sprawia, że… widzimy ludzki uśmiech. Mała rzecz, a cieszy.

Wywietrzniki na bokach również pełnią kilka funkcji. Po pierwsze, zawierają filtry N95, więc nawet po zakończeniu pandemii maseczka mogłaby pełnić funkcję maski przeciwsmogowej. Po drugie, zawierają technologię voiceamp, która… wzmacnia głośność naszej mowy, by rozmówca lepiej nas słyszał pomimo założonej maseczki. Cały frontowy panel jest podświetlany LED-ami, które - jakże by inaczej - wspierają podświetlenie RGB Chroma, którym potencjalnie będzie można sterować z poziomu aplikacji na smartfonie.

Na tym jednak nie koniec. Jako że maseczka będzie potrzebować prądu do pełnego działania, potrzebna będzie też ładowarka. Ta zaś jest bezprzewodowa i ma formę boksu, który pełni jednocześnie funkcję sterylizatora UV. To absolutnie genialne rozwiązanie - nosimy maseczkę, na koniec dnia chowamy ją w etui i rano maseczka jest naładowana, sterylna i gotowa na kolejny dzień covidowej rzeczywistości.

Razer podobno ma już działający prototyp tej maseczki i przedstawi go niebawem swojej społeczności. Jeśli zainteresowanie będzie duże, niewykluczone jest, że Project Hazel trafi do produkcji. Choć uczciwie mówiąc, cena takiej maseczki zapewne przebije cenę niejednego smartfona.

Project Brooklyn raczej nigdy do sprzedaży nie trafi, ale i tak jest na co popatrzeć.

Kolejny koncept, który Razer dziś zaprezentował, to wizja zintegrowanego stanowiska do grania. Niby nic nowego, ale jednak Brooklyn wyróżnia się tym, jak zwartym i eleganckim jest projektem.

Podstawą stanowiska jest oczywiście fotel, który prócz podświetlenia został wyposażony także w szereg motorków wibracyjnych, które zapewniają pełną immersję w grę, np. wibrując, gdy zostaniemy postrzeleni, albo gdy auto w grze wyścigowej wjedzie na trudną nawierzchnię. Fotel oferuje też w pełni regulowane podłokietniki i podstawkę na klawiaturę i myszkę.

Oprócz fotela w takim stanowisku potrzeba też ekranu i tu mamy główny powód, dla którego Project Brooklyn raczej nigdy nie ujrzy światła dziennego. Otóż koncepcja Razera zakłada wykorzystanie 60-calowego, zakrzywionego panelu OLED, a póki co… nie istnieje coś takiego, przynajmniej nie w komercyjnym dostępie. Przedstawiciel Razera zapewnił mnie jednak, że spodziewają się, iż tego typu panele mogą trafić na sprzedaż już w tym roku, więc jakiś tam cień szansy na powstanie Project Brooklyn istnieją, choć raczej nie spodziewałbym się tego w przewidywalnej przyszłości.

Laptopy Razer Blade doczekały się zaledwie niewielkiego odświeżenia.

Na tle powyższych konceptów „nowe” laptopy Razera niestety wieją nudą i prawdę mówiąc, odrobinę trącą myszką. Nowy Razer Blade 15 i Blade Pro 17 wizualnie nie różnią się niczym od swoich poprzedników, ani od ich poprzedników. Mało tego, przedstawiciel Razera powiedział na spotkaniu z mediami, iż w najbliższym czasie firma nie przewiduje odświeżenia designu laptopów, bo ten i tak „jest smuklejszy i ładniejszy od większości konkurencji”. Cóż, może tak jest, ale na tle konkurencji ewidentnie widać, że Razer spoczął na laurach.

Co zatem się zmieniło? Przede wszystkim wnętrze. Razer Blade 15 i Blade Pro 17 będą teraz dostępne z kartami grafiki RTX 3070 i 3080, ale nadal napędzać je będą procesory Intel Core i7 10-gen. Razer nie przewiduje współpracy z AMD w przewidywalnej przyszłości, podobnie jak nie przewiduje wyposażenia laptopów w procesory Intel Core i9. Na szczęście w końcu będzie można kupić Blade’a z 32 GB RAM-u. Dotąd taka opcja zarezerwowana była tylko dla wersji 15 Studio. Fizycznie nie zmieniły się głośniki, które są bodaj najsłabszym elementem laptopów Razera, ale firma obiecuje, iż nowe oprogramowanie THX poprawi jakość produkowanego przez nie brzmienia.

Ostatnia zmiana to wyświetlacz, który teraz będzie dostępny w trzech wariantach dla każdego z laptopów. Razer Blade 15 będzie dostępny z panelem Full HD 360 Hz, Quad HD 240 Hz z Nvidia G-Sync oraz ekranem OLED 4K 60 Hz. Razer Blade Pro 17 zaś dostanie ekrany FullHD 360 Hz, QHD 165 Hz oraz 4K 120 Hz.

Jak widać zmian jest niewiele i jest to zdecydowanie kosmetyka, a nie istotny upgrade. Trochę boleję nad tym faktem, bo wszystko wskazuje na to, że pandemiczny krajobraz rozruszał skostniałą branżę komputerów PC i wszyscy producenci dwoją się i troją, by zaoferować produkty albo jak najbardziej innowacyjne, albo o jak najlepszym stosunku ceny do jakości. Laptopy Razer Blade nie są ani innowacyjne, ani dobrze wycenione.

Z pewnością znajdą one nabywców wśród fanów marki, ale dla tych, którzy fanami marki nie są, zdecydowanie ciekawszą z pokazanych dziś nowości jest opisana na początku tego tekstu maseczka.