Foto  /  Recenzja

Trzy małe obiektywy jakości premium. Sigma 24 mm f/3.5 oraz 35 i 65 mm f/2 - pierwsze wrażenia

Picture of the author

Są małe, genialnie wykonane i oferują jakość obrazu, jak czołowa seria Art. Do tego, kuszą dobrą ceną.

Właśnie debiutuje nowa seria Sigma I, czyli kompaktowe stałki premium dla użytkowników aparatów bezlusterkowych. Zapowiada się, że to będzie moja ulubiona seria obiektywów tej firmy. 

Bezlusterkowce od początku miały być małe i lekkie, czym zyskiwały sobie sporą przewagę nad lustrzankami. Problemem często były obiektywy - te najlepsze, jasne i świetne optycznie, były również wielkie i ciężkie, jeśli nie większe i cięższe, niż w systemach lustrzankowych. Na szczęście ten trend już od pewnego czasu zaczyna się zmieniać. Na rynku pojawia się coraz więcej jasnych (chociaż nie ekstremalnie jasnych) szkieł f/1.8-f/2.8, które są małe, lekkie, oferują dobrą jakość obrazu już od „pełnej dziury” i są rozsądnie wycenione.

Takie podejście ma wiele sensu i sam je w pełni popieram. Wielkie słoiki, jak Sigma 35 mm /1.2 są genialne optycznie, ale tak wielkie, że do nie nadają się do codziennego fotografowania czy komfortowego podróżowania. A i tak, w większości przypadków przymykamy je do f/1.8 czy więcej.

Sigma 35 mm 1.2 Art DG DN i słoiki od teściowej

Takie konstrukcje, jak popularne Samyangi, Viltroxy czy Tamrony, są idealnie dopasowane do bezlusterkowców. Nowym, sztandarowym przykładem są trzy nowe szkła: Sigma 24 mm f/3.5 oraz 35 i 65 mm f/2. 

Contemporary Premium, czyli codzienne fotografowanie w jakości premium

Ponad rok temu, na rynku pojawił się obiektyw Sigma 45 mm F2.8 DG DN, który później przetestował Łukasz. Teraz dołączyły do niego trzy inne, nowe szkła. I tak powstała rodzinka, czyli nowa seria obiektywów I. 

W moje ręce na niecałe dwa dni wpadły obiektywy: Sigma 35 mm F2 DG DN oraz Sigma 65 mm F2 DG DN. 

Zgodnie z pewnymi siebie zapowiedziami producenta, nowe szkła są kapitalnie wykonane. Na zewnątrz jak i wewnątrz, obiektywy wykonano z metalu. Producent zapewnia, że technologia tworzenia konstrukcji obiektywu została zapożyczona z profesjonalnych obiektywów SIGMA CINE. Dodatkowo ponoć każda sztuka przed zapakowaniem jest ręcznie sprawdzana pod kątem trzymania parametrów. Jak na Sigmę przystało, obiektywy powstają w Japonii. 

Goła Sigma 35 mm F2 DG DN - jak widać, cała z metalu

Oba modele są do siebie niemal bliźniaczo podobne pod względem wzornictwa. Oba mają po dwa pierścienie: do ustawiania ostrości i zmiany przysłony. Oba mają wyraźną fakturę, która nie tylko świetnie wygląda, ale jest praktyczna: pierścienie można wyczuć bez patrzenia, a wyraźnie wyczuwalne rowki pomogą przy stosowaniu follow focusa.

Pierścień przysłony pracuje stopniowo, bardzo precyzyjnie, dokładnie czuć każdą zmianę. Z boku znajduje się również wyraźny przełącznik AF/MF. Kultura pracy tych konstrukcji, ich spasowanie, jakość wykonania to najwyższa półka. 

Od lewej: spory pierścień ustawiania ostrości, pierścień przysłony oraz przełącznik AF/MF

Obiektyw są nieco cięższe, niż konkurencji: 24 mm f/3.5 SE waży 230 g, 35 mm f/2 SE - 325 g, a 65 mm f/2 SE - 405 g. Różnica jest wyczuwalna, ale o ile ktoś nie liczy każdego grama w podróży, ta wyższa waga nie przeszkadza. Wręcz jest zaletą nowych szkieł, które są świetnie wyważone.

Oba szkła dobrze sprawdzają się także przy pracy z gimbalem

Słaby punkt? Konstrukcje te nie są w pełni uszczelniane. Uszczelniany jest tylko bagnet, więc nowe Sigmy powinny sobie poradzić z kiepskimi warunkami atmosferycznymi czy kurzem, ale trzeba zawsze mieć w głowie, że to jednak nie to samo, co pełne uszczelnienie. 

W środku nowa konstrukcja i 9-listkowa przysłona

Wszystkie trzy nowe obiektywy mają zupełnie nowe konstrukcje optyczne, które mają gwarantować bardzo wysoką jakość zdjęć. I tak, Sigma 24 mm F3.5 DG DN ma 10 elementów w 8 grupach, z 1 soczewką SLD i 3 soczewkami asferycznymi. Sigma 35 mm F2 DG DN to 10 elementów w 9 grupach, z 1 soczewką SLD i 3 soczewkami asferycznymi. Najbardziej rozbudowana jest Sigma 65 mm F2 DG DN, która została wykonana z 12 elementów w 9 grupach, z 1 soczewką SLD i 2 soczewkami asferycznymi. Nie zabrakło powłoki antyrefleksyjnej Super Multi-Layer Coating.

Wszystkie nowe szkła mają 9-listkową kołową przysłonę, mosiężny bagnet, cichy krokowy silnik AF kompatybilny z Eye AF (wewnętrzne ostrzenie). 

Magnetyczny dekiel to rozwiązanie, jakiego brakowało na rynku

Mały, aby drobiazg, a cieszy. Nowe obiektywy Sigma mają w zestawie, oprócz klasycznego plastikowego dekla, także dekiel metalowy, magnetyczny. Wystarczy przyłożyć go do obiektywu, a zadziała jak magnes: pokrywka sama idealnie wchodzi na miejsce. Bez konieczności wciskania czegokolwiek, dopasowywania, kombinowania. Prosto, idealnie, tak jak powinno.

W środku dekiel jest wyścielony miękkim materiałem, więc nie trzeba się martwić o uszkodzenie. Przez niecałe dwa dni nie miałem sytuacji, kiedy dekiel spadłby mi z obiektywu, a producent zapewnia, że takie sytuacje nie powinny mieć miejsca. 

Sam nie znoszę klasycznych dekli do obiektywów - nie korzystam z nich, często gubię, a ich nakładanie i ściąganie z założoną osłonką, to katorga. Nowe magnetyczne dekle sprawdzają się dużo lepiej, przynajmniej sprawowały się tak w czasie moich króciutkich testów.  

Jakość obrazu to wysoka półka

Przedstawiciel firmy Sigma mówił w trakcie konferencji prasowej, że nowe obiektywy z serii I oferują jakość na poziomie większych, droższych i jaśniejszych szkieł z serii Art. Każdy, kto korzystał ze szkieł Sigma Art, wie, że to oznacza bardzo wysoką jakość obrazu. Moje szybkie testy to potwierdzają. Skupiłem się przede wszystkim na modelu 35 mm f/2, który bardzo przypadł mi do gustu. 

Sigma 35 mm f/2
Sigma 35 mm f/2 - wycinek 100%

Obiektyw jest bardzo ostry i to praktycznie już od f/2 i w całym kadrze: od centrum po brzegi.

Sigma 35 mm f/2 - f/2
Sigma 35 mm f/2 - f/2.8
Sigma 35 mm f/2 - f/4

Szkło delikatnie winietuje przy f/2, ale winieta szybko spada przy f/2.8 i jest niemal niewidoczna przy f/4. Trochę podobnie wygląda kwestia dystorsji. Testowany obiektyw Sigma 35 mm f/2 ma widoczną dystorsję, którą którą jednak można (podobnie jak winietę) łatwo zniwelować w Lightroomie czy innym programie do obróbki zdjęć.

Sigma 35 mm f/2 - zdjęcie obrobione

Obiektyw świetnie radzi sobie z aberracją: kolorowe paski na brzegach są niemal niewidoczne na f/2, a zupełnie znikają, jak tylko domkniemy przysłonę. Szkło łapie bliki pod światło, natomiast flary mają przyjemny charakter.

Bokeh jest przyjemny, idealnie okrągły, bez silnych obwódek. Widziałem fajniejszy, ale to zawsze dosyć subiektywna kwestia.

Jak mówiłem, miałem bardzo mało czasu na testy, więc to tyle. Fotografie przykładowe, bez obróbki, prosto z Sony A7 III, można pobrać TUTAJ. Większy test pewnie przygotujemy w grudniu. 

Ceny i dostępność w Polsce. Czy warto?

Sigma robi tanio i dobrze, a Polacy kochają takie zestawienie. Tanio jak na sprzęt tej klasy, na przykład w porównaniu do szkieł systemowych. W tym przypadku jest w podobnie. Oto ceny:

  • Sigma 24 mm F3.5 DG DN - 2 390 zł
  • Sigma 35 mm F2 DG DN - 2 790 zł
  • Sigma 65 mm F2 DG DN - 3 190 zł

Jakby porównać model 35 mm f/2 to bezpośrednią konkurencją jest Samyang 35 mm f/1.8 FE za 1590 zł lub Sony FE 35 mm f/1.8 za 2999 zł. Sigma jest ciemniejsza, ale tylko odrobinę, co w rzeczywistości nie robi większej różnicy. W zamian otrzymujemy jednak genialną jakość wykonania i świetną jakość obrazu. Moim zdaniem to dobra cena jak na to, co to szkło oferuje. Gdybym pracował w systemie Sony, z całej trójki wybrałbym zapewnię właśnie Sigma 35 mm F2 DG DN.

Na koniec dodam tylko, że nowe Sigmy mają trafić na rynek na początku stycznia 2021 r. i będą dostępna z mocowaniem Sony E oraz L-Mount. 

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst