Foto  / Felieton

Gdybym mógł wybrać tylko jeden obiektyw, byłby to ten. Sony FE 35 mm f/1.8 zupełnie mnie urzekł

Długo szukałem idealnego obiektywu do zastosowań rodzinnych i w końcu go znalazłem. Sony FE 35 mm f/1.8 po prostu mnie urzekł.

Stali czytelnicy Spider’s Web zapewne wiedzą, że fotografuję pełnoklatkowym aparatem Sony A7 III. Uwielbiam ten sprzęt. Służy mi zarówno do pracy zawodowej, jak i do prywatnych zastosowań.

W tym pierwszym przypadku sprawdza się rewelacyjnie. Nagrałem przy jego pomocy przeszło sto filmów na kanał Spider’s Web TV, zrobiłem kilka dużych relacji z eventów i szkoleń, a do tego wykonałem jakieś 20 tys. zdjęć, od sesji produktowych, po modowe.

I choć wiedziałem, że Sony A7 III jest świetny do zastosowań komercyjnych, to nie spodziewałem się, że tak dobrze będzie się sprawdzał również w zastosowaniach prywatnych.

Półtora roku temu zostałem tatą, dzięki czemu dziś fotografuję więcej niż kiedykolwiek.

Nawet nie przypuszczałem, że fotografia rodzinna da mi tyle radości. Aparat towarzyszy mi niemal codziennie. Tak naprawdę od lat z lepszym bądź gorszym skutkiem staram się wpleść pełnoklatkowe aparaty do zastosowań codziennych. Lustrzankę Nikona zastąpiłem dużo mniejszym bezlusterkowcem Sony, ale dobór obiektywów nadal jest problematyczny, bo pełnoklatkowy aparat wymaga dość dużych szkieł.

Kiedy testuję kompaktowe sprzęty pokroju Sony ZV–1, wydaje mi się, że taki aparat świetnie sprawdziłby się w moich zastosowaniach. Ma wszelkie tryby manualne, bardzo rozbudowane funkcje wideo, a do tego jest tak malutki, że mógłbym go mieć zawsze przy sobie.

Później patrzę jednak na zdjęcia z mojego pełnoklatkowego korpusu i wiem, że nie zastąpiłbym ich niczym innym. Pełna klatka daje mi niepodrabialną jakość i plastykę zdjęć. Jeżeli już mam taki aparat do celów komercyjnych, to głupotą byłoby z niego nie korzystać w zastosowaniach prywatnych.

Jak fotografować profesjonalnym aparatem codzienne życie? I czy ma to sens?

Fotografów można podzielić na dwie grupy. Pierwsza chce mieć cały swój arsenał foto zawsze przy sobie, niezależnie od warunków. Ta grupa nawet na spacer zabiera ciężką torbę fotograficzną.

Kiedyś również należałem do tego obozu, ale kilka lat temu zmieniłem podejście o 180 stopni. Dziś uważam, że jeśli do rodzinnych fotek muszę zabierać torbę foto, to coś poszło nie tak. Kiedy spędzam czas z rodziną, zdjęcia mają być dodatkiem, a nie celem samym w sobie. Wymiana obiektywów zaczęła mnie irytować równie mocno, co moją żonę, a przecież nie o to chodzi.

Dlatego w prywatnych zastosowaniach korzystam najczęściej tylko z jednego obiektywu. Nieważne, czy mówimy o godzinnym spacerze, wyjeździe na długi weekend, czy - w czasach pre-covidowych - wyprawie na drugi koniec świata. Jeśli fotografuję do rodzinnego albumu, to zabieram aparat i tylko jeden obiektyw. Długie zoomy, makro i ultraszerokie kąty zostają w domu.

Do niedawna tym obiektywem był 50 mm f/1.8. To mały, lekki, zgrabny, jasny, a do tego bardzo tani sprzęt. Bardzo podobało mi się wyważenie tego obiektywu na korpusie Sony A7 III. Całość była lekka i bardzo wygodna w obsłudze, idealne do przewieszenia na ramieniu w czasie spaceru.

Jakość? Cóż, była naprawdę dobra, ale z pewnością nie wybitna. Na f/1.8 ostrość nie była powalająca, a do tego regularnie pojawiały się problemy z aberracjami chromatycznymi. Nie było to nic dyskwalifikującego, ale czułem pewien mezalians na styku bardzo dobrego korpusu i jednego z najtańszych obiektywów. Przymykałem na to oko, bo do celów rodzinnych jakość i tak wystarczała.

Byłem jednak bardzo ciekaw nowego obiektywu Sony FE 35 mm f/1,8.

Ten obiektyw miał premierę w lipcu ubiegłego roku i był jedną z najbardziej wyczekiwanych konstrukcji wśród użytkowników aparatów Sony. Wcale się temu nie dziwię.

Na rynku mamy dwa podejścia do obiektywu o ogniskowej 35 mm. Z jednej strony mamy kilka ogromnych konstrukcji ze światłem f/1.4, które może i sprawdzą się w komercyjnym boju, ale nie wyobrażam sobie spacerowania ze szkłem ważącym prawie 700 g. Z drugiej strony mamy naleśniki ze światłem f/2.8, które dla mnie są zbyt dużym kompromisem. Nie po to kupuję pełną klatkę, by korzystać ze stałoogniskowych obiektywów o jasności f/2.8.

Sony FE 35 mm f/1,8 idealnie wstrzelił się w potrzeby wielu fotografów. Jest mały (73 mm długości) i dość lekki (280 g), ale jednocześnie bardzo jasny. Oczywiście nie jest to światło f/1.4, ale przecież f/1.8 jest wartością o raptem 2/3 EV gorszą. Do tego obiektyw jest bardzo solidnie wykonany, a metalowa konstrukcja jest uszczelniana.

Od dawna chciałem sprawdzić ten obiektyw, a w końcu pojawiła się okazja.

Sony FE 35 mm f/1.8 kontra Sony FE 50 mm f/1.8.

Od razu czuć, że Sony FE 35 mm f/1.8 jest obiektywem z dużo wyższej półki niż pięćdziesiątka. Obudowa jest metalowa, przez co całość sprawia dużo solidniejsze wrażenie. Plastik w FE 50 mm f/1.8 jest niestety dość tani.

Z lepszą budową wiąże się jednak pewien minus. Sony FE 35 mm f/1.8 jest zauważalnie cięższy od 50 mm. Na papierze to tylko ok. 100 g różnicy, ale przy lekkich obiektywach nawet tak mała różnica jest bardzo wyczuwalna. Sony FE 35 mm jest dużo gorzej wyważony na korpusie A7 III, do czego początkowo nie mogłem się przyzwyczaić.

Wyższą jakość czuć nie tylko na zewnątrz, ale i wewnątrz. Sony FE 35 mm f/1.8 jest obiektywem nieporównywalnie ostrzejszym od pięćdziesiątki. Większość zdjęć robiłem na przysłonie f/1.8 i nie czułem żadnej potrzeby przymykania, no chyba, że chciałem osiągnąć szerszą głębię ostrości. Bokeh jest bardziej okrągły i ładniejszy za sprawą 9 listków przysłony, podczas gdy pięćdziesiątka ma ich tylko pięć.

Bardzo podoba mi się też mniejsza odległość ostrzenia. FE 50 mm f/1.8 ostrzy z minimum 45 cm, co czasami jest problemem. Nowszy FE 35 mm f/1.8 potrzebuje tylko 22 cm.

Do tego dochodzi o niebo lepszy autofocus w 35 mm. Różnica jest bardzo widoczna. Śledzenie twarzy i oka przy ciągłym autofocusie jest tu właściwie idealne. Dodatkowo Sony FE 35 mm f/1,8 ma liniowe (choć oczywiście cyfrowe) przełożenie pierścienia ostrości, co jest dużym plusem w wideo. Przy zmianie ostrości soczewki poruszają się tylko wewnątrz, w przeciwieństwie do FE 50mm f/1.8, który wysuwa i chowa przedni element.

Całość dopełnia konfigurowalny przycisk na obudowie obiektywu.

Tyle technikaliów, ale jak to wypada w praktyce? Wiem jedno. Po testach natychmiast kupuję własny egzemplarz Sony FE 35 mm f/1.8.

Początkowo sądziłem, że troszkę większy rozmiar i sporo większa masa odrzucą mnie od FE 35 mm f/1.8, ale obiektyw kupił mnie już po pierwszej sesji. Obrazek jaki produkuje jest po prostu magiczny. Połączenie rewelacyjnej ostrości na f/1.8 i naprawdę ładnego bokeh daje dokładnie to, czego szukałem.

Jakość optyczna jest rewelacyjna. I choć jest tu spora winieta, a na gałęziach fotografowanych pod światło można doszukać się aberracji, to nie są to cechy, którymi warto zaprzątać sobie głowę w codziennym użytkowaniu. Czuć, że Sony FE 35 mm f/1.8 to solidny obiektyw o rewelacyjnych osiągach.

Oczywistą różnicą jest ogniskowa. Okazało się, że w moich zastosowaniach 35 sprawdza się dużo lepiej od 50 mm, choć jestem wielkim fanem 50 mm na pełnej klatce. 35 mm jest szersze, bardziej naturalne, a do tego mam wrażenie, że jednocześnie nieco łatwiejsze w kadrowaniu. Siłą rzeczy sprawdza się gorzej w ciaśniejszym portrecie, ale nie odczuwam tego w moich zastosowaniach.

Dotychczas byłem pewien, że kiedy wybrałbym się z rodziną na podróż dookoła świata, wziąłbym Sony A7 III z obiektywem 50 mm. Teraz wiem, że 35 mm jest dużo lepszym wyborem.

Jeżeli szukasz jednego, jak najbardziej uniwersalnego obiektywu do pełnej klatki, 35 mm f/1.8 to doskonały wybór.

Sony FE 35 mm f/1.8 ma w sobie to coś. Od razu między nami zaiskrzyło. Po odesłaniu egzemplarza testowego natychmiast zamawiam własny model tego obiektywu, a jednocześnie pozbędę się dość przeciętnego FE 28 mm f/2.0, który w moich zastosowaniach zupełnie traci rację bytu obok 35 mm.

Jeżeli - podobnie jak ja - jesteś fanem małych, lekkich, ale jednocześnie dobrych jakościowo zestawów foto, Sony A7 III z FE 35 mm f/1.8 to rewelacyjny wybór. Obiektyw kosztuje obecnie ok. 2700–2800 zł, czyli… o prawie 2 tys. więcej od 50 mm f/1.8. To duża różnica, ale jeśli możesz dopłacić, nie ma się nad czym zastanawiać. FE 35 mm f/1.8 jest po prostu pod każdym względem lepszy od pięćdziesiątki. Polecam i jednocześnie żałuję, że nie skusiłem się na niego wcześniej.

Wszystkie zdjęcia w tekście pochodzą z zestawu Sony A7 III i Sony FE 35 mm f/1.8. Wybór fotografii był zaskakująco trudny. Mam ich setki, ale z uwagi na charakter nie wszystkie chciałem pokazać publicznie. Mam jednak nadzieję, że wybrane sample dają przekrojowy obraz tego, jak maluje obiektyw. Zdjęcia w pełnej rozdzielczości można pobrać z tego adresu: archiwum ZIP, 260 MB.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst