Foto  / Felieton

Ta premiera mogła wam umknąć. Samyang 35 mm do aparatów Sony jest dobry i tani

Ta premiera mogła wam umknąć. Kilka dni temu Samyang pokazał swój najnowszy obiektyw z mocowaniem Sony E, przeznaczony do pełnoklatkowych bezlusterkowców serii A7 i A9. Nowa konstrukcja to Samyang AF 35 mm F1.8 FE. Kosztuje 1300 zł mniej niż analogiczny obiektyw Sony.

Jeśli dobrze liczę, jest to już siódmy (!) obiektyw Samyanga o ogniskowej 35 mm i trzeci z natywnym mocowaniem Sony FE. Jednocześnie jest to w mojej opinii optymalna trzydziestka piątka Samyanga, a do tego jeden z ciekawszych, a na pewno jeden z ważniejszych obiektywów w całym systemie Sony.

Obiektyw 35 mm to podstawa, ale na optymalny model trzeba było czekać bardzo długo.

35 mm dobrą ogniskową jest. I kropka. Jestem ogromnym fanem tej ogniskowej na aparacie pełnoklatkowym i uważam, że taki obiektyw jest najbardziej uniwersalną stałką, jaką można kupić. Gdybym miał pojechać na wyjazd życia z jednym obiektywem, zabrałbym właśnie 35 mm. Najlepiej ze światłem f/1.8.

Przez ostatnie 2–3 miesiące fotografowałem bardzo udanym obiektywem Sony FE 35 mm f/1.8, który zupełnie mnie urzekł, o czym pisałem w czerwcu. Kombinacja niewielkich rozmiarów, rozsądnej jasności, bardzo szybkiego autofocusu, bezgłośnego działania i małej minimalnej odległości ostrzenia to strzał w dziesiątkę. Do ogólnej, rekreacyjnej fotografii taki obiektyw sprawdza się idealnie.

Podobnego zdania jest wielu fotografów, którzy przez całe lata czekali na rozsądny obiektyw 35 mm do bezlusterkowców Sony. Z niewiadomych względów zarówno Sony jak i zewnętrzni producenci stawiali na dwie skrajności: ogromne i ciężkie obiektywy 35 mm ze światłem f/1.4 lub na naleśniki 35 mm ze światłem f/2.8. Te pierwsze źle komponowały się z małymi korpusami, a te drugie były zbyt kompromisowe w kwestii jakości i światła.

Sony FE 35 mm f/1.8 trafił idealnie w punkt zapewniając kompaktowy rozmiar i sensowną wagę, a z drugiej strony naprawdę dobrą światłosiłę. Jest to po prostu złoty środek. Choć jednocześnie jest dość kosztowny, bo obiektyw jest wyceniony na ok. 2800 zł. Dla pasjonatów jest to cena jak najbardziej do zaakceptowania, ale cały czas czułem, że to trochę za wysoki poziom cenowy w stosunku do parametrów.

Nowa premiera Samyanga tylko to potwierdziła.

Samyang AF 35 mm F1.8 FE kosztuje niecałe 60 proc. ceny analogicznego obiektywu Sony.

Nowy Samyang został wyceniony na 1590 zł, a trafi do sklepów w pierwszej połowie października 2020 r. Jest to fantastyczny poziom cenowy, szczególnie, że mówimy o obiektywie do aparatu pełnoklatkowego.

Na razie nie ma jeszcze testów obiektywu, ale wykresy ostrości MTF zapowiadają dobre osiągi. Samyang ma nieco inną konstrukcję niż Sony. Ma 10 soczewek w ośmiu grupach, podczas gdy obiektyw Sony ma 11 elementów w 9 grupach. Oba mają po dziewięć listków przysłony. W obu znajdziemy bezgłośny liniowy silnik AF. Do tego Samyang jest nieco mniejszy i lżejszy (63 mm i 210 g kontra 73 mm i 280 g). Samyang ma jednak większą średnicę filtrów: 58 mm kontra 55 mm z Sony. Samyang przegrywa też nieco większą odległością ostrzenia: 29 cm kontra 22 cm w Sony.

Mimo wszystko parametry obu obiektywów są zbliżone. Dotychczasowe obiektywy Samyanga - w tym mój 18 mm f/2.8, z którego jestem bardzo zadowolony - charakteryzowały się wybitnym stosunkiem jakości do ceny, a z nowym 35 mm f/1.8 powinno być podobnie. Z pewnością są obiektywy droższe i ostrzejsze, ale naprawdę trudno narzekać na ostrość Samyanga. Autofocus trochę odstaje szybkością od obiektywów Sony, ale nadal jest bardzo szybki. W kontekście ceny te mankamenty są całkowicie akceptowalne.

Samyang wyrasta na „nową Sigmę”.

Sigma przez lata była znana z tworzenia dobrze wycenionych obiektywów o dobrych, choć nie najlepszych osiągach. Były to uczciwe i solidne konstrukcje. Od kilku lat Sigma znacznie podniosła poprzeczkę, idąc w stronę absolutnie topowej jakości, choć w nowym segmencie seny szkieł nadal pozostały atrakcyjne.

Samyang bardzo przypomina mi „starą” Sigmę. Ostatnia seria niewielkich obiektywów Samyanga stworzonych z myślą o bezlusterkowcach jest wyjątkowo dobra. Wśród obiektywów znajduje się wspomniany model 18 mm f/2.8 FE, 14 mm f/2.8 FE, 24 mm f/2.8 FE, 35 mm f/2.8 FE, 35 mm f/1.4 FE, 45 mm f/1.8 FE, 50 mm f/1.4 FE i 75 mm f/1.8 FE. Wszystkie te obiektywy mają autofocus. Do tego dochodzi też kilka starszych szkieł bez AF.

Mamy więc solidny przekrój przez cały środkowy zakres ogniskowych, co sprawia, że można skompletować ciekawy zestaw stałek. I to na kilka różnych sposobów, w zależności od preferencji.

I choć mogłoby się wydawać, że ruchy Samyanga mogą podcinać skrzydła Sony (spodziewam się, że sprzedaż Sony 35 mm f/1.8 w Polsce może się zawalić), to koniec końców Sony na tym zyskuje. Nowe obiektywy są mocnym argumentem za tym, by wejść w bezlusterkowy system japońskiego producenta.

Trzeba bowiem podkreślić, że najnowsze szkła Samyanga z autofocusem są przeznaczone tylko pod bagnet Sony FE. Użytkownicy Nikonów Z, Canonów R, czy nowych Panasoniców - przynajmniej na razie - muszą obejść się smakiem. Powoli Samyang zaczyna eksperymentować z bagnetem RF i Z, ale na razie mówimy o pojedynczych sztukach, a nie całym przekroju obeitkywów, jak w przypadku Sony.

Kolejny raz okazuje się, że firma tworząca dość przeciętne, trzecioligowe szkła, w kilka lat przekształca się w jednego z ciekawszych producentów. Takie transformacje naprawdę doceniam.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst