Operatorzy  / Felieton

Będzie taniej czy drożej? Zależy którego rabina zapytacie

Wakacje to z reguły spokojny czas, bez żadnych bardziej agresywnych promocji czy nowych ofert mobilnych. Te najczęściej odpala się w czerwcu, kiedy klienci są jeszcze w domach, a z nowej oferty zdążą skorzystać przed wyjazdem na urlop.

To lato jest jednak trochę inne, wydaje się, że spory udział w tym miała pandemia i zmiana naszych nawyków: inaczej pracujemy, inaczej (i w innych terminach) wypoczywamy, inaczej korzystamy z usług telekomunikacyjnych.

T-Mobile sprzedaje wolne zasoby sieci.

T-Mobile pokazał nową ofertę Heyah. Przestałem już liczyć, która to reanimacja tej marki. Trzeba jednak przyznać, że ten kotlet całkiem nieźle znosi odgrzewanie, bo ciągle jest jeszcze przyprawiony sentymentem. Dla młodszych stażem przypomnę, że był to pierwszy prepaid na rynku, oferujący cenę poniżej złotówki za minutę połączenia i sekundowe taktowanie w standardzie, kiedy w abonamencie taka przyjemność kosztowała od 5 do 10 zł. 16 lat temu, w ciągu niecałego kwartału z oferty skorzystało aż milion klientów. Dzisiaj taka rewolucja jest już nie do wyobrażenia.

Efektywnie niecałe 20 zł miesięcznie w „czerwonej łapie” za no-limit i 20 GB, bo 39 zł płaci się co drugi okres rozliczeniowy, to niezła cena, ale gwarantowana tylko przez rok. „Madżentowi” mogą sobie pozwolić na atrakcyjne cenowo oferty z dużymi paczkami danych, bo ich sieć ma dużo wolnej pojemności, która leży odłogiem. Ciężko ją będzie wykorzystać w ciągu najbliższego roku, kiedy zacznie się pojawiać 5G, zwiększające jeszcze bardziej dostępne zasoby mobilne. Jest to więc szansa na pozyskanie aktywnych klientów, od których można oczekiwać, że w przyszłości poznając zalety i wady T-Mobile, będą chcieli w niej pozostać i płacić więcej.

Nowa oferta Heyah to także podążenie śladem Folx (później Play Next) i Orange Flex, czyli „operatora  w aplikacji”. Tu brakuje tylko eSIM-a, który tę ofertę uczyniłby bardziej kompletną, oderwaną od stacjonarnych punktów obsługi klienta i interesującą do gadżetomaniaków, szczególnie spod znaku nadgryzionego jabłuszka.

Play chce odwrócić niekorzystny trend.

Inaczej do tematu pozyskania nowych klientów podszedł Play. O 15 zł obniżył właśnie ceny jednego z najpopularniejszych, tanich abonamentów w opcji z telefonem. No-limit, 7 GB transferu i telefon za złotówkę (Samsung Galaxy A01 warty około 600 zł) w cenie 50 zł.

„Łolaboga, 7 giga to mi na tydzień wystarcza!” – za chwilę pojawią się takie komentarze. Autorów zachęcam do wyjścia z własnej banieczki. Cena czyni cuda, to na nią przede wszystkim wrażliwi są klienci, którzy nie siedzą ciągle z nosem w telefonie jak większość czytelników tego felietonu. Oni z telefonu korzystają inaczej, danych potrzebują znacznie mniej, często szukając Wi-Fi. Dodatkowe 6 miesięcy Amazon Prime za darmo (150 zł zysku) może być niezłym wabikiem, szczególnie w wakacje.

Średnie zużycie danych na karcie abonamentowej w Play w 2019 r. wyniosło 9 GB, ale „fioletowi” klienci należą do najbardziej aktywnych. To też pokazuje, w jakim segmencie operator upatruje swoich szans – masowym, wrażliwym na cenę, nieobciążającym sieci.

Potencjalny efekt we wzroście bazy kart SIM może być widać szybko. W przychodach będzie „rozmazany” na 2 lata abonamentu, częściowo zniwelowany przez klientów, którzy kupili w minionych miesiącach droższe oferty. Bo przypomnijmy, że średnio o kilka złotych podskoczyły w zeszłym roku ceny abonamentów w T-Mobile, Orange i Play (Plus się wyłamał, choć miał zrobić podwyżkę jesienią).

W przeciwieństwie do T-Mobile Play nie ma za dużo pola manewru przy odwracaniu bardzo niekorzystnych trendów w przenośności numerów, pokazujących sporą skalę ucieczki klientów z sieci. Komunikacyjnie przespany czas 5G i przyspieszona przez pandemię kończąca się pojemność nowoczesnej sieci nie pozwala konkurować inaczej niż ceną, co przewidywałem w felietonie 2 tygodnie temu. Jeżeli ta strategia nie zadziała, to ciężko będzie wymyślić coś innego, chyba poza jakąś rewolucyjną zmianą w komunikacji.

A Plus i Orange sobie poczekają.

Czy to początek jakichś ruchów tektonicznych na polskim rynku? Jeden rabin powie „tak”, drugi powie „nie”, a ja mówię: „to zależy”. Plus i Orange mogą spokojnie siedzieć i obserwować, jak na oferty „madżentowych” i „fioletowych” zareaguje rynek. Obaj mają dużo narzędzi lojalizujących klientów, dużo usług dodatkowych pozwalających na konstruowanie atrakcyjnych paczek fakturowanych na jednym dokumencie. Mogą przeceniać usługę, która w danym momencie im pasuje. Szczególnie że jeżeli raz obniży się cenę, to trudno potem wrócić do wyższej.

W krótkim terminie nie oczekiwałbym z ich strony jakichś bardziej agresywnych ruchów. Heyah może odebrać aktywnych, bardziej perspektywicznych i generujących większe przychody klientów, ale też mniej lojalnych. Z kolei Play rzucił się na mniej rentownych. Obie kategorie klientów mogą nie być warte reakcji.

Felieton zakończę cytatem, który docenią fani polskiej piłki nożnej: „we will say what time will tell”. Długofalowo podwyżek jednak nie unikniemy. Raz, że jest inflacja i poza przypadkiem zeszłego roku ceny od wielu lat nie wzrastały w przeciwieństwie do wielkości paczek danych zawartych w abonamencie. Dwa, że operatorów czeka nietania budowa sieci 5G. Przychód generowany przez polskich użytkowników należy do jednych z najniższych w Europie, a pieniądze na stacje nowej generacji muszą się znaleźć, choć można je też pozyskać ze sprzedaży masztów.

Witold Tomaszewski. Założyciel i wieloletni redaktor naczelny TELEPOLIS.PL, później odpowiadający za wsparcie procesu inwestycyjnego budowy sieci Play na polu relacji publicznych. Teraz niezależny doradca działający na rynku telekomunikacyjnym, specjalizujący się w zakresie strategii komunikacji i procesie legislacyjnym. Specjalizacja: 5G.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj Spider's Web w Google News.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst