Operatorzy  / Felieton

Czy telekom przyszłości to taki bez masztów?

Co jest dzisiaj kluczowym aktywem telekomów, co jest ich głównym biznesem? Budowa sieci, jej utrzymanie, świadczenie usług czy baza klientów? Odpowiedź brzmi: wszystko naraz, choć i każde z osobna może być samodzielnym biznesem. Szczególnie w dzisiejszym świecie stojącym outsourcingiem.

Orange analizuje sprzedaż połowy udziałów w swojej sieci światłowodowej – donosi Bloomberg. W grę wchodzi miliard euro. Wcześniej operator ten sygnalizował prace nad wyceną masztów komórkowych. Podobne analizy prowadzi Play, gdzie wartość transakcji jest szacowana na 800 mln euro. Plus od dłuższego czasu szuka chętnego na swoje maszty, choć idzie mu to z trudem, o czym w dalszej części felietonu.

Intencje stron transakcji

Infrastrukturę dzielimy na pasywną (czyli maszty i różne wsporniki) oraz aktywną (anteny i nadajniki). Sprzedaż tej pasywnej to trend widoczny na całym świecie. Najbardziej w USA, ale i w kilku krajach europejskich takich, jak Hiszpania, Francja czy Włochy. Na rynku jest kilka firm i funduszy, które wyspecjalizowały się w tego typu przejęciach.

Dlaczego fundusze kupują maszty? Bo to stabilne, wieloletnie źródło przychodów. Najpierw umowa na kolokowanie anten od pierwotnego właściciela infrastruktury. Potem poszukiwanie klientów na wolne miejsce, także wśród lokalnych operatorów świadczących usługi dostępu do Internetu, w co teraz raczej wśród czterech operatorów nikt za bardzo się nie bawi.

Dlaczego operatorzy sprzedają maszty? Bo przestali uważać je za kluczowe aktywa. W Polsce niedługo wszyscy będą mieli (lub będą mogli mieć) podobną ich liczbę. Czy wtedy trzeba mieć na własność infrastrukturę pasywną, czy wystarczy samo miejsce do zawieszenia anten? Poza tym wycena sprzedawanych aktywów jest dużo bardziej atrakcyjna niż całego telekomu. Spójrzmy zresztą na przypadek Orange. Światłowody byłyby wyceniane na 2 mld euro, samych masztów Orange ma mniej niż Play, więc dodajmy jeszcze 500 mln euro w takiej transakcji. 2,5 mld euro to ponad 11 mld zł przy aktualnej, giełdowej wycenie „pomarańczowych” na poziomie 9,5 mld zł. To tylko infrastruktura, a co z potężną bazą klientów, siecią miedzianą, centralami, które w takim równaniu byłyby warte mniej niż zero?

Ucieczka do przodu

Oczywiście, sprzedaż infrastruktury pasywnej to trade-off: dostaje się z góry pieniądze za maszty, za to wzrastają koszty utrzymania sieci, bo dochodzi czynsz płacony za wynajęcie miejsca na anteny. Po kilkunastu latach bilans przebija poziom zera i wychodzi się na minus. Ale kilkanaście lat to strasznie długa perspektywa i daleka dla telekomów przyszłość. Nikt nie wie, jak ten biznes będzie wtedy wyglądał, czy maszty będą wtedy obciążeniem dla biznesu, czy nie? A pieniądze na inwestycję w sieci 5G i zmniejszenie zadłużenia przydadzą się tu i teraz, szczególnie przy bardzo zachęcającej wycenie sprzedawanych aktywów.

Sprzedaż masztów to kolejny krok w outsourcingu telekomów, jeden z najbardziej spektakularnych w ostatnim czasie. Montaż urządzeń abonenckich, utrzymanie i budowa sieci już dawno wykonywane są przez podmioty zewnętrzne. Plus idzie nawet o krok dalej i szuka kupca nie tylko na infrastrukturę pasywną, ale i aktywną. Na razie nikt nie kwapi się do przejęcia „zielonych” anten, bo fundusze i firmy nie mają kompetencji w zakresie większym niż konserwacja żelastwa i szukanie klientów na obsadzenie wolnych na nim miejsc. Taka transakcja byłaby ewenementem, ale Zygmunt Solorz zawsze był wizjonerem i kto wie, czy kolejny raz, po pierwszej na świecie sieci LTE na 1800 MHz, nie wyznaczyłby nowych, globalnych trendów.

Kto pierwszy sprzeda swoje maszty?

Sieci 5G, a później zapewne 6G (za niecałe 10 lat), to głównie miasta i duże skupiska ludzkie. To będą w zdecydowanej większości małe nadajniki wielkości routerów Wi-Fi. Do tego maszty nie są aż tak bardzo potrzebne, tak się przynajmniej może wydawać. Czy to już czas na podejmowanie takich kluczowych decyzji, czy może wszyscy padają ofiarą owczego pędu? 

Kto pierwszy „pęknie” i sprzeda swoją infrastrukturę? Jeżeli wynegocjuje wysoką cenę, będzie zwycięzcą. Potem będzie trwała zażarta walka o drugie miejsce, bo przyjdzie efekt domina. Korzyścią dla społeczności lokalnych będzie zapewne zmniejszenie liczby dublujących się i psujących widok stalowych konstrukcji.

Z drugiej strony, jak fundusze zagłębią się w temat skomplikowanego procesu inwestycyjnego, trwającego chyba najdłużej w Europie (2 lata), różnorako interpretowanych przepisów prawnych przez samorządy oraz licznych protestów lokalnych społeczności i ogólnopolskich stowarzyszeń przeciwko stacjom bazowym, to mina może im trochę zrzednąć. Ale im więcej problemów, tym potencjalnie więcej szans na biznes, choć takie ryzyka ważą na wycenach.

Witold Tomaszewski. Założyciel i wieloletni redaktor naczelny TELEPOLIS.PL, później odpowiadający za wsparcie procesu inwestycyjnego budowy sieci Play na polu relacji publicznych. Teraz niezależny doradca działający na rynku telekomunikacyjnym, specjalizujący się w zakresie strategii komunikacji i procesie legislacyjnym. Specjalizacja: 5G.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj Spider's Web w Google News.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst